Niewidoczna kontr/rewolucja?

Nowy Jork, 7 września 2000 roku, godzina 10 przed południem. Bill Clinton, prezydent USA, przemawia na posiedzeniu Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Świadkowie mówią, iż była to wygłoszona w tonacji tryumfalnej mowa przywódcy niebawem kończącego ośmioletni okres swych rządów.
 
Clinton podkreśla, że ludzkość znalazła się u początku nowej ery, że globalizacja i rewolucja informatyczna zbliżyły ludzi bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Że w sposób niewyobrażalny jeszcze kilka lat temu przezwyciężamy granice geograficzne i podziały kulturowe. Że wiemy, co się dzieje w innych krajach. Że dzielimy ze sobą doświadczenia, tryumfy, tragedie i marzenia. Słowa Clintona zostają nagrodzone burzą oklasków. Te pozytywne zmiany miały w jakimś stopniu stanowić dziedzictwo jego polityki. Jak po upływie prawie 17 lat wyglądają te optymistyczne słowa?
 
Po namyśle
Dwa tygodnie temu w tekście „Niewidoczne zmiany? Czego nie zauważyliśmy” pisałem, że często o wielu ważnych procesach zmian dowiadujemy się zbyt późno, aby odpowiednio na nie reagować. Sprawujący władzę politycy np. przegrywają wybory, ponieważ w jakimś momencie tracą zdolność kontaktu z rzeczywistością społeczną, która jakby niepostrzeżenie uzyskała inne właściwości. Kończąc tekst, poprosiłem Czytelników o dwa tygodnie czasu, aby rozważyć, czy z odpowiedzią na pytanie, co zmieniało się w Polsce od czasu przejęcia w roku 2015 władzy przez obóz patriotyczny, a czego dotąd nie zauważyliśmy, trzeba czekać aż do następnych wyborów.
 
Rano, 10 lipca 2017 r.
Tego właśnie dnia, gdy przeglądam notatki do niniejszego tekstu, komentatorzy jeszcze rozważają, zwiastunem jakich nowych trendów było wystąpienie prezydenta Donalda Trumpa w Warszawie w dniu 6 lipca. Inni pytają, czy powiedzie się zamysł prowokatorów, którzy poprzez nielegalne kontrdemonstracje przy okazji smoleńskich miesięcznic chcą zmobilizować społeczne poparcie dla anty-PiSowego...
[pozostało do przeczytania 66% tekstu]
Dostęp do artykułów: