Sami swoi – inaczej

Tytułowa Róża (znakomita Kulesza) jest wdową po niemieckim żołnierzu. Tadeusz (równie dobry Dorociński), żołnierz AK, któremu Niemcy zabili żonę, jedzie na Mazury pozbierać się po jej śmierci i traumie Powstania, a przy okazji przekaże Róży ostatnią wieść od owego męża. Rzeczywistość wygląda tam przerażająco. Plenią się bandy, ale groźniejsi i bardziej bezwzględni są sowieccy wyzwoliciele. Nieliczni Mazurzy, którzy nie wyjechali, mimo polskiej mowy traktowani są przez polskie władze jak Niemcy, czyli podludzie. Nie tak było w „Samych swoich”. Okrucieństwo, barbarzyństwo w Polsce powojennej, w filmach takich jak „Południk zero” czy „Prawo i pięść” przejrzało się tylko częściowo. Tu oglądamy je we właściwych proporcjach, jako serię nieszczęść spadających na lokalną społeczność, zwłaszcza Różę, której nie daje spokoju sowiecki oficer zalotnik (Lubos). Przed widzem obraz powszechnego zniszczenia ludzkich dusz i pejzażu, w którym zaczyna się mościć nowa władza. Jej przedstawicielami będzie
30%
pozostało do przeczytania: 70%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gazetapolska.pl

W tym numerze