Demokracja to bolszewizm

Choć tytuł brzmi jak żywcem wzięty ze ściany jednego z ministerstw w orwellowskim „1984”, to autorem tego niezwykłego porównania nie jest wybitny pisarz i eseista, lecz niemal tak samo utalentowana posłanka Platformy, Joanna Mucha. Zaczepiona podczas Marszu Wolności przez reportera serwisu stream1 powiedziała: – Dzisiejsza partia rządząca uważa, że rządzenie większościowe i przegłosowywanie większościowe to jest demokracja. To jest bolszewizm. Dokładnie! Bolszewizm, a nie demokracja.

Cóż, gdyby posłanka Mucha miała dobrą pamięć, to miałaby z tyłu głowy słowa swojego jeszcze do niedawna klubowego kolegi. – Będziecie mieli większość, to sobie przegłosujecie – mówił ongiś do posłów PiS Stefan Niesiołowski. Nie chcąc wdawać się w polemikę z Muchą (mogłoby to przez przypadkową zbieżność nazwisk wyglądać jak kłótnia w rodzinie), pozwolę sobie przytoczyć inny cytat, także o demokracji: – Walczyliśmy o demokrację, ale walczyliśmy przede wszystkim o demokrację liberalną! – rzekł niedawno w jednym z programów telewizyjnych Janusz Onyszkiewicz, europoseł i były minister obrony narodowej. I to by się już jakoś do kupy składało. Bo obserwując histeryczne występy polityków opozycji, na przemian miotających najcięższe słowa i oskarżenia, dochodzę do wniosku, że bolszewizmem będzie dla nich wszystko, co nie jest demokracją liberalną, o którą przecież walczyli w takim pocie czoła, a który to owoc trudu liberałów ponosi właśnie klęskę. A demokracja liberalna? Ma z demokracją tyle wspólnego co demokracja ludowa i każda inna, którą – by oddać jej prawdziwe oblicze – będziemy zmuszeni „dookreślić”. Jeśli więc demokracja ma jakikolwiek związek z bolszewizmem, to właśnie taka, patologiczna jej forma. Zawsze oznaczać będzie ona podział na równych i równiejszych, niezależnie od tego, czy tymi drugimi będą komuniści, liberałowie czy Joanna Mucha. 
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: