O czym milczy Muzeum II Wojny Światowej

Jako akt politycznej zemsty i próbę zniszczenia ich dzieła ocenili decyzję ministerstwa o połączeniu Muzeum II Wojny Światowej z Muzeum Westerplatte byli już dyrektorzy muzeum, Paweł Machcewicz i Rafał Wnuk. W konflikcie z rządem PiS wielu polskich i, co ciekawe, niemieckich dziennikarzy i polityków uczyniło muzeum w Gdańsku swoistą redutą na wzór TK, a Paweł Machcewicz wyrósł na nowego Rzeplińskiego.

Nieważne, że drastycznie przekroczono budżet inwestycji, realizując ją z pogwałceniem elementarnych reguł, (potwierdził to miażdżący raport NIK), że otwarcie najdroższego muzeum (490 mln) opóźniono o dwa i pół roku. Rozkręcając polityczną awanturę, próbowano odwrócić uwagę od merytorycznych argumentów. Ale tym, co najmocniej podnosiły np. niemieckie media, był fakt, że ministerstwo chce odzyskać wpływ na kształt i wymowę wystawy. Autor ekspozycji Paweł Machcewicz w tekście programowym z 2008 r. sam przyznał że „losy Polaków będą wyeksponowane, ale nie znaczy to, że będzie to kosztem umniejszenia doświadczeń innych narodów, Rosjan i Niemców (...).  Nie zamierzamy tworzyć muzeum martyrologii narodu polskiego ani chwały oręża, lecz placówkę o przekazie uniwersalnym, w którym wydarzenia rozgrywające się w Polsce stanowić będą jedynie część szerszego obrazu”. W innym miejscu podkreśla, że „skala ekspozycji nie może przytłaczać – musi być strawna”, dlatego „możemy sobie pozwolić na selektywny dobór wątków narracji”. Byłem, zwiedzałem muzeum i potwierdzam – ekspozycja jest bardzo wybiórcza. Pominięto np. rolę Kościoła w oporze i męczeństwo duchowieństwa. Nie ma św. Maksymiliana Kolbego ani zakonnic ratujących żydowskie dzieci, nie ma Ulmów i wielu innych polskich wątków. Jest za to dom publiczny, który działał w Auschwitz. Autorzy, jak widać, mają swoje preferencje.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: