Walka z „wielkim, smutnym, czarnym psem”. Kiedy dusza cierpi

Dodano: 25/04/2017 - Nr 17 z 26 kwietnia 2017

REPORTAŻ [Depresja jak rak]

„Uśmiechnij się”, „wstań”, „przestań się mazać, przecież nic ci nie jest” – takie teksty Aśka słyszała tysiące razy. – Nikt nie rozumiał, że nie jestem w stanie wziąć się w garść. Kiedy masz raka, nikt ci nie mówi: „Nie miej raka”. Jak się potem okazało, cierpiałam, bo byłam chora. Wielu uważało jednak, że to moja wina – mówi. Skończyła terapię. Jest zdrowa. Miała zwyczajne życie, takie jak dziesiątki tysięcy kobiet w Polsce. Nieźle zarabiający mąż, „na dorobku”. Córeczka, z którą przez trzy lata siedziała na urlopie wychowawczym. – Jasne, z mężem kłóciliśmy się często i dość gwałtownie. Ale bardzo się kochaliśmy – mówi Aśka. Jednak w pewnym momencie, kiedy ich dziecko miało siedem lat, relacja Aśki i męża zaczęła się psuć. On wściekał się, że ona jest w kółko smutna, że coraz częściej prosi go, by został z nią w domu, zamiast wyjść do znajomych. Nie rozumiał, dlaczego nagle straciła siły, prawie przestała jeść i bała się wychodzić z domu. – Nie miałam ochoty na
     
11%
pozostało do przeczytania: 89%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze