Bunga-Bunga

Zastanawia mnie również, czy ataki na Berlusconiego miałyby podobną moc, gdyby reprezentował on siły „postępu i socjalizmu”? Inna sprawa, że wtedy zamiast emablować nimfetki, chodziłby na love parady i manify, pojawiał się na spotkaniach dyplomatycznych z mężem albo dwoma... I byłby ulubieńcem mediów. Nawet tych, które do niego nie należą.

Jako człowiek prawicy, w dodatku demonstracyjnie łamiący przynajmniej jedno przykazanie, ma przechlapane. Zupełnie jak Orban na Węgrzech. Sądząc po recenzjach europejskich mediów, jest on większym zamordystą niż Chavez, Castro i Łukaszenka razem wzięci. Chociaż cały jego grzech polega na tym, że podobnie jak Kaczyńscy dąży do bardziej zrównoważonych środków przekazu, podczas gdy te powinny w Zjednoczonej Europie przemawiać, jak wiadomo, jednym głosem.
A swoją drogą ciekawe, czy z równym potępieniem spotykać się będą inni uczestnicy imprezek spod znaku bunga-bunga. Np. premier Putin. Też jakby nie było – samiec alfa.

Może zresztą sympatia do Władimira Władymirowicza okaże się dla Sylvia okolicznością łagodzącą. Inna sprawa, że musiałby jeszcze poprosić swojego idola o rękę i wnieść we wianie całe Włochy do Wspólnoty Niepodległych Państw.

A na to się mimo wszystko nie zanosi.
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: