Negacja totalna

Marcin Wolski \ Wrzutka

Określenie „opozycja totalna” dobrze brzmi jako hasło, ale do końca prawdziwe nie jest. W końcu opozycyjni totaliści uczestniczą w grze parlamentarnej, pobierają diety, występują w reżimowej telewizji, ba, w terenie wchodzą nawet w jakieś koalicje. Dlatego bardziej trafnym określeniem sytuacji jest moim zdaniem wyrażenie „totalna negacja”. Negacja, która dawno przekroczyła granicę śmieszności i głupoty. Polega ona bowiem na automatycznym kontrowaniu wszystkiego, co mówi lub robi nienawistna władza. Władza powie na przykład w piątek, że jest piątek – a opozycja na to: „łgarstwo!”. Władza pochwyci projekt od lat lansowany przez opozycję, a ta twierdzi, że należy zwalczać go ze wszystkich sił. Ta logika nakazuje opozycji obronę spraw dawno przegranych (np. polityki wschodniej Sikorskiego) i ludzi ostatecznie skompromitowanych, vide TW „Bolek” czy sprawa emerytur dla byłych esbeków. Czy jest w tym jakaś logika? Owszem, logika negacji totalnej. W satyrze okresu
     
40%
pozostało do przeczytania: 60%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze