Moc truchleje

Człowiek niezależnie od epoki poszukuje trwałości – tę daje mu wiara, tradycja i prawo naturalne, reszta – relatywizm czy dekonstrukcjonizm – może przynieść mu jedynie rozpacz, właściwą „mówiącemu zwierzęciu” czy „przedmiotowi o ograniczonym terminie używalności”.

Trwałość wśród niestałości – genialność naszego poloneza zaklętego w kolędę polega na spiętrzeniu przeciwstawień i paradoksów, owe „ma granice nieskończony”, „wzgardzony, okryty chwałą” definiują najlepiej realia świata, który rozpaczliwie poszukuje punktu oparcia.

Sądzę, że właśnie ta potrzeba jednoznaczności leży u podstaw sukcesów islamu, skądinąd religii ponurej, pozbawionej radości płynącej ze stajenki Boga-Człowieka, owego partnerskiego dialogu stworzonego przez dar wolnej woli.

Człowiek z natury swojej jest niestały – ci sami ludzie, którzy witali Jezusa w Niedzielę Palmową, gdy na osiołku wjeżdżał do Jerozolimy, krzyczeli później „uwolnić Barabasza” i „ukrzyżuj go, ukrzyżuj!”. Ciekawe, ilu z nich parę lat później porzuciło swój dom i ruszyło „nauczać wszystkie narody”, ilu było wśród nich anonimowych świętych Pawłów?

Moc truchleje! Świat, który udało się stworzyć ludziom biorącym za postawę pychę oświecenie, jest nie tylko nieludzki, ale i słaby. Jak słaby, pokazała 20 lat po Jesieni Ludów Wiosna Arabów. Ukazuje to też z dnia na dzień kryzys światowy, który zmiata kolejne rządy w Europie, wobec którego „mędrcy świata, monarchowie” są bezradni niczym Uczeń Czarnoksiężnika i mogą jedynie sięgać po leki, bez pewności, że nie są one trucizną.

Na szczęście jest w roku tych kilka dni, kiedy następuje spowolnienie, refleksja, przystajemy w biegu, przypominamy sobie o rodzinie, wracamy myślą do dzieciństwa i do ludzi, którzy odeszli, na moment stajemy się lepsi, bliżsi sobie, ludzcy.

Bóg się rodzi!
[pozostało do przeczytania -3% tekstu]
Dostęp do artykułów: