Kowboj z Ohio

Pozornie moglibyśmy przyjąć, że od 1789 r., od wpisania urzędu Speakera do konstytucji, tylko Polk miał ambicję sięgnąć po jeszcze wyższy szczebel kariery politycznej. Ale tylko pozornie. Funkcja „marszałka” – Speaker of the House – dawała i daje ogromną władzę trzeciej osoby w państwie. Speaker w linii sukcesji stoi tuż po wiceprezydencie. Lecz bynajmniej władza taka ani nie onieśmiela, ani nie syci.

Krótkie spojrzenie wstecz

Chcemy przez to powiedzieć, że takie próby następowały. W najlepszym wypadku kończyły się na objęciu posady wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych. W marcu 1933 r. John Garner przestał pełnić funkcję „marszałka”, aby zostać zastępcą prezydenta Franklina Delano Roosevelta. Zanim jednak stanął za Rooseveltem, zmierzył się z nim w prawyborach Partii Demokratycznej. Jedenaście lat wcześniej demokrata James Clark wystartował w prawyborach do najwyższego urzędu w państwie, sprawując w tym czasie urząd Speakera. Podobnie zresztą jak w 1896 r. Thomas Brackett Reed z GOP (Grand Old Party – Partia Republikańska).

Współczesnym łatwiej wyobrazić sobie prezydenckie aspiracje szefów większości senackiej (Senat Majority Leader). Tę akurat funkcję obie główne partie polityczne wprowadziły do praktyki w pierwszej połowie lat 20. Jedenastym liderem większości senackiej był przecież prezydent Lyndon Johnson, następca zabitego w 1963 r. Johna Fitzgeralda Keneddy’ego. Bob Dole, kontrkandydat Billa Clintona z 1996 r., był piętnastym.

Szef większości w Senacie Stanów Zjednoczonych posiada dużą władzę, wszakże nie uprawnia go ona do przewodniczenia obradom. Na czele Senatu stoi przewodniczący pro tempore, następna po Speakerze osoba w sukcesji władzy po prezydencie. Czysto ceremonialną funkcję przewodniczącego pełni, w zastępstwie za faktyczną głowę izby – wiceprezydenta, najstarszy członek izby.

Kto po Obamie

Prawda, że Boehner (czyt. Bejner) w ciągu swojej kariery...
[pozostało do przeczytania 88% tekstu]
Dostęp do artykułów: