Warto przegrać, żeby wygrać

Ziobryści z pewnością zbudowaliby drugą Belgię, bo ją znają – choć trudno poznać kraj nie znając jego języka, tylko na podstawie dania z muli, w każdym razie są przekonani, że z Brukseli widać lepiej czubek własnego nosa.

A co z drugimi Węgrami? Jedyne, co należałoby naśladować w tym kraju, to drogę do zwycięstwa rządzącej dziś w tym kraju konserwatywnej partii Fidesz Viktora Orbana, która czekała na swoją kolej osiem lat. A to znaczy, że trzeba umieć trafiać do ludzi, do ich pragnień i nadziei, proponować coś, czego nie jest w stanie zaproponować partia rządząca. I iść do nich. Do młodych, starych i średnich. Do Polaków, którzy są niepowtarzalnym narodem, tak jak wszystkie inne narody.

Nie warto się gorączkować, panowie europosłowie z Polski, co jest ponoć solidarna, że PiS po raz szósty nie wygrał wyborów, małpujecie chwyt propagandowy ukuty w platformerskich mediach, nic więcej. Zapewniam, warto przegrać, żeby potem wygrać. I to się sprawdza od stuleci. Także w Polsce.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: