Smoleńsk 2010

Mariusz Pilis
Jeśli konsekwencją tego będzie konflikt polityczny w łonie struktur unijnych z Niemcami, Francją, Włochami czy Hiszpanią, to trudno. Ten koszt trzeba zapłacić. Oczywiście, będziemy nad tym ubolewali, ale uważamy, że to my mamy rację, a kwestie gazowe wykazały to wyraźnie. Rozumiemy, że interesy wielu innych państw są tego rodzaju, że zagrożenia, o których tu rozmawiamy, ich nie dotykają. I te państwa nie czynią nierozsądnie, nie zużywając swoich zasobów na rozwiązanie tych problemów. Ale chcielibyśmy, aby się nie dziwiły, że my swoje zasoby będziemy zużywali na realizację naszej polityki. I że będziemy się starali przyciągnąć także zasoby innych państw, bo nasz potencjał jest mniejszy niż rosyjski. Waga tych problemów jest tak duża, że jeśli nie uczynimy tego w łonie Unii Europejskiej,...
Dorota Kania
Temat wraca jak bumerang Sprawa dotycząca rozmowy prezydenta Lecha Kaczyńskiego z Jarosławem Kaczyńskim co jakiś czas wraca w mediach jak bumerang, mimo że kwestia – wydawałoby się – została już wyczerpana. Na temat treści rozmowy Jarosław Kaczyński zeznawał w prokuraturze, mówił także o niej szczegółowo na antenie Radia Maryja. Ostatnio o sprawie wypowiadał się Lech Wałęsa, który prawie rok temu „apelował”, by rozmowa braci została ujawniona. Twierdził, że jest ona „kluczem do wszystkiego” i że on domyśla się, kto spowodował katastrofę. Teraz poszedł dalej, o czym można się było przekonać, czytając wywiad z nim w tygodniku „Wprost”, tuż przed 10 marca. – Wtedy wszystko się ułoży, bo nikt nie wytrzyma prawdy o tamtych zdarzeniach. Wiem, że rozmowa była na pewno, w sytuacji, kiedy...
Tadeusz Święchowicz
Trzy pytania do premiera Po pierwsze, dlaczego premier zdecydował w sprawie katastrofy działać wbrew prawu? Jak wiadomo, obowiązuje polsko-rosyjskie porozumienie zawarte między resortami obrony obu krajów w 1993 r. dotyczące lotów samolotów wojskowych i wyjaśniania ich katastrof. Mimo to premier zgodził się na badanie tego wypadku wojskowej maszyny na innej podstawie prawnej, tj. konwencji dotyczącej wyłącznie lotnictwa cywilnego. Szef rządu postąpił więc tak, jakby po wybuchu strajku na kolei postanowił rozwiązać spór na bazie Karty Nauczyciela. Po drugie, dlaczego premier zrezygnował z prawa przysługującego Polsce? Obowiązujące między Polską a Rosją porozumienie dotyczące samolotów wojskowych stwierdza, że wyjaśnienie incydentów lotniczych, awarii i katastrof spowodowanych przez...
Maciej Marosz
Na nagranym przez Niezależną TV filmie widać, jak służby porządkowe instruowane przez strażników miejskich w pośpiechu usuwają wszystko z miejsca pamięci. Każdy znicz był gaszony i wrzucany do czarnego worka na odpady. Szef firmy porządkowej dopingował swoich pracowników, by robili to szybciej. – To są płonące znicze – wołała Joanna Burzyńska, jedna z osób czuwających na Krakowskim Przedmieściu. Od ekipy uwijającej się przed pałacem usłyszała, że to śmieci. Nadzorujący akcję oznajmił, iż wieniec z szarfą, na której znajdowała się dedykacją dla śp. Lecha i Marii Kaczyńskich, z ich zdjęciem, będzie przeniesiony pod pomnik kard. Stefana Wyszyńskiego. – Uważa pani, że kardynał Wyszyński nie zasłużył? – kpił jeden ze strażników miejskich. Gdy jedna z osób stojących w miejscu pamięci...
Dorota Kania
Kłamstwo? A kto się tym przejmuje Schemat jest zawsze ten sam: pojawia się „wrzutka”, która jest komentowana przez prorządowe media (chociaż właściwsze określenie to proprezydenckie media), która staje się główną informacją. Gdy okazuje się, że jest to zwyczajne kłamstwo, pojawia się inny „news”, tak samo nieprawdziwy. Klasycznym przykładem jest sprawa „kłótni” śp. gen. Andrzeja Błasika z dowódcą załogi Tu-154 M kpt. Arkadiuszem Protasiukiem przed wylotem do Smoleńska. „Śledczy badają nowy wątek ws. katastrofy smoleńskiej. Przed startem TU-154 miało dojść do emocjonalnej rozmowy między generałem Andrzejem Błasikiem a kpt. Arkadiuszem Protasiukiem. Dotychczas ta informacja pojawiała się nieoficjalnie. Rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej płk Zbigniew Rzepa potwierdził dziś, że...
Grzegorz Wierzchołowski
Na wieży znajdowało się 8 magnetofonów oraz 3 aparaty fotograficzne. Dodatkowo stanowisko pracy kontrolera strefy przyziemienia wyposażone było w niestandardowy zestaw rejestrujący obraz, typ SONY SLV-X711 z kamerą. Wszystkie te rejestratory zdołały zapisać tylko dźwięk, ponieważ błona fotograficzna w aparatach nie spełniała norm i nie były one używane, a podczas odtwarzania danych z kasety wideo stwierdzono brak nagrań (!). Kontrolerzy, jak od dawna wiadomo, podawali polskim pilotom błędne komendy („na kursie i ścieżce”), a zachowane nagranie z rozmów na wieży nie zarejestrowało akcji ratunkowej. – To sytuacja niedopuszczalna na żadnym lotnisku. Nie wyobrażam sobie, by te wszystkie urządzenia nie działały trzy dni wcześniej, 7 kwietnia 2010 r., gdy lądował w Smoleńsku premier Rosji...
„Wojskowi mieli się kłócić o wylot do Smoleńska (...). Reporterowi TVN24 udało się ustalić, że zeznania pracowników Okęcia i osób, które na nim 10 kwietnia przebywały, są rozbieżne. Reporter dotarł jednak do osób, które twierdzą, że pilot Arkadiusz Protasiuk po tym, jak nie otrzymał aktualnego stanu pogody w Smoleńsku, pokłócił się przed wejściem głównym z dowódcą Sił Powietrznych. Pilot nie chciał lecieć (...). Generał Andrzej Błasik miał udzielić podwładnemu reprymendy i miał używać przy tym słów wulgarnych” – czytamy na portalu tvn24.pl. Płk Zbigniew Rzepa z Naczelnej Prokuratury Wojskowej, która zabezpieczyła nagranie z kamery przemysłowej (pojawił się on w materiale dowodowym dopiero 10 miesięcy po katastrofie), nie chciał powiedzieć TVN24, czy do kłótni rzeczywiście doszło...
Leszek Misiak
Na wieży znajdowało się 8 magnetofonów oraz 3 aparaty fotograficzne. Dodatkowo stanowisko pracy kontrolera strefy przyziemienia wyposażone było w niestandardowy zestaw rejestrujący obraz, typ SONY SLV-X711 z kamerą. Wszystkie te rejestratory zdołały zapisać tylko dźwięk, ponieważ błona fotograficzna w aparatach nie spełniała norm i nie były one używane, a podczas odtwarzania danych z kasety wideo stwierdzono brak nagrań (!). Kontrolerzy, jak od dawna wiadomo, podawali polskim pilotom błędne komendy („na kursie i ścieżce”), a zachowane nagranie z rozmów na wieży nie zarejestrowało akcji ratunkowej. – To sytuacja niedopuszczalna na żadnym lotnisku. Nie wyobrażam sobie, by te wszystkie urządzenia nie działały trzy dni wcześniej, 7 kwietnia 2010 r., gdy lądował w Smoleńsku premier Rosji...
Leszek Misiak
Dwie konferencje prasowe, napastliwe artykuły w proputinowskich dziennikach, wreszcie ponowne uaktywnienie się polskich obrońców rosyjskiej wersji katastrofy – to program festiwalu propagandowego rozpoczętego po ogłoszeniu polskich uwag do raportu MAK oraz publikacjach w „Gazecie Polskiej” i „Naszym Dzienniku” podważających „ustalenia” Moskwy. Publikacja raportu komisji pod przewodnictwem Tatiany Anodiny, poprzedzona widowiskową konferencją, na której upokorzono polski rząd i opinię publiczną, miała raz na zawsze zamknąć sprawę katastrofy smoleńskiej. Dokument kończący dochodzenie MAK był jednoznaczny: do tragedii doprowadziły błędy polskich pilotów, którzy lądowali we mgle pod presją pijanego gen. Andrzeja Błasika i prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Wkrótce potem (przede wszystkim w...
Grzegorz Wierzchołowski
Dwie konferencje prasowe, napastliwe artykuły w proputinowskich dziennikach, wreszcie ponowne uaktywnienie się polskich obrońców rosyjskiej wersji katastrofy – to program festiwalu propagandowego rozpoczętego po ogłoszeniu polskich uwag do raportu MAK oraz publikacjach w „Gazecie Polskiej” i „Naszym Dzienniku” podważających „ustalenia” Moskwy. Publikacja raportu komisji pod przewodnictwem Tatiany Anodiny, poprzedzona widowiskową konferencją, na której upokorzono polski rząd i opinię publiczną, miała raz na zawsze zamknąć sprawę katastrofy smoleńskiej. Dokument kończący dochodzenie MAK był jednoznaczny: do tragedii doprowadziły błędy polskich pilotów, którzy lądowali we mgle pod presją pijanego gen. Andrzeja Błasika i prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Wkrótce potem (przede wszystkim w...
Elżbieta Królikowska-Avis
Ale za trzecim podejściem – udało się. Podczas ostatniego spotkania przewodniczących grup politycznych nie tylko omówiono temat, ale i podjęto wspólną decyzję. Tym razem, przy poparciu Grupy Konserwatystów i Reformatorów oraz innych eurosceptyków, debata zakończyła się wnioskiem, że temat śledztwa smoleńskiego zostanie podjęty podczas oficjalnej rozmowy przewodniczącego Parlamentu z szefem Komisji Europejskiej José Manuelem Barroso oraz prezydentem UE Hermanem Van Rompuyem. Oczywiście, ten wątek toczy się równolegle i niezależnie z debatą na ten temat w europarlamencie. I, naturalnie, bez związku z inicjatywą Antoniego Macierewicza w Stanach Zjednoczonych. Wszystkie te motywy zaczynają stanowić rodzaj sieć inicjatyw w akcji umiędzynarodowienia śledztwa smoleńskiego. Uważam, że jest to...
Leszek Misiak
– Fragmenty te musiały zostać wycięte. Nie widzę innego wytłumaczenia – mówi „GP” kontroler lotów na Okęciu, jeden z najbardziej doświadczonych fachowców w branży. Na lotnisku Smoleńsk-Siewiernyj można lądować – jak na każdym lotnisku – z dwóch kierunków, w tym wypadku ze wschodu na zachód (E-W, 259ľ) i z zachodu na wschód (W-E, 79ľ). Chodzi o to, że samolotom łatwiej startować i lądować pod wiatr, w związku z tym przy dobrych warunkach pogodowych to prędkość i kierunek wiatru ma decydujące znaczenie przy wyborze przez wieżę kierunku podejścia. 10 kwietnia 2010 r. polski Tu-154 podchodził do lądowania od strony wschodniej (E-W, 259ľ) – trudniejszej ze względu na nietypowe ukształtowanie terenu (zagłębienia) oraz rozsiane przed pasem budynki i drzewa, choć prawdopodobnie lepiej...
Grzegorz Wierzchołowski
– Fragmenty te musiały zostać wycięte. Nie widzę innego wytłumaczenia – mówi „GP” kontroler lotów na Okęciu, jeden z najbardziej doświadczonych fachowców w branży. Na lotnisku Smoleńsk-Siewiernyj można lądować – jak na każdym lotnisku – z dwóch kierunków, w tym wypadku ze wschodu na zachód (E-W, 259ľ) i z zachodu na wschód (W-E, 79ľ). Chodzi o to, że samolotom łatwiej startować i lądować pod wiatr, w związku z tym przy dobrych warunkach pogodowych to prędkość i kierunek wiatru ma decydujące znaczenie przy wyborze przez wieżę kierunku podejścia. 10 kwietnia 2010 r. polski Tu-154 podchodził do lądowania od strony wschodniej (E-W, 259ľ) – trudniejszej ze względu na nietypowe ukształtowanie terenu (zagłębienia) oraz rozsiane przed pasem budynki i drzewa, choć prawdopodobnie lepiej...
Leszek Misiak
„Ale 10-ta i mgła?” Przypomnijmy słowa oficera WP, który obsługiwał radiolatarnie: – Przy nalocie na każdą radiolatarnię pilot patrzy na radiokompas i tak prowadzi samolot w poziomie, aby mieć prostą strzałkę w linii N–S. Pilot zna z katalogu wysokość położenia każdej radiolatarni oraz jej odległość od progu pasa. Wie też, na jakiej wysokości powinien przelecieć nad każdą radiolatarnią. Wystarczy przesunąć ten obraz o odpowiednik skali – ok. 40 m w lewo oraz 1 km w dół, a otrzymamy układ nowych radiolatarń i wirtualnego nowego pasa. Prawdopodobnie piloci wykonywali podejście na ten przesunięty układ. Trudno zauważyć i rozpoznać jako zagrożenie taką sytuację przy locie we mgle – mówi. Wokół mgły w pobliżu lotniska Siewiernyj w Smoleńsku pojawia się wiele niejasności. Jej pojawieniem...
Grzegorz Wierzchołowski
„Ale 10-ta i mgła?” Przypomnijmy słowa oficera WP, który obsługiwał radiolatarnie: – Przy nalocie na każdą radiolatarnię pilot patrzy na radiokompas i tak prowadzi samolot w poziomie, aby mieć prostą strzałkę w linii N–S. Pilot zna z katalogu wysokość położenia każdej radiolatarni oraz jej odległość od progu pasa. Wie też, na jakiej wysokości powinien przelecieć nad każdą radiolatarnią. Wystarczy przesunąć ten obraz o odpowiednik skali – ok. 40 m w lewo oraz 1 km w dół, a otrzymamy układ nowych radiolatarń i wirtualnego nowego pasa. Prawdopodobnie piloci wykonywali podejście na ten przesunięty układ. Trudno zauważyć i rozpoznać jako zagrożenie taką sytuację przy locie we mgle – mówi. Wokół mgły w pobliżu lotniska Siewiernyj w Smoleńsku pojawia się wiele niejasności. Jej pojawieniem...
Dorota Kania
Ucieczka z Rosji Wiktor Kałasznikow to były funkcjonariusz KGB, który zajmował się tzw. kierunkiem niemieckim. Oficjalnie pracował jako dyplomata. Po rozwiązaniu KGB w 1991 r. płk Kałasznikow odszedł ze służby i został dyrektorem naukowym w utworzonym przy administracji prezydenta Borysa Jelcyna Rosyjskim Centrum Polityki Społecznej. Później pracował m.in. jako publicysta dziennika „Kommiersant”, tygodnika „Włast” oraz portalu internetowego www.grani.ru. Jego żona Marina jest znaną dziennikarką, pracującą m.in. dla izraelskich mediów. Kremlowi narazili się głównie krytyką Władimira Putina, działań rosyjskiego rządu w Czeczenii i pisaniem o korupcji w kręgach władzy. – Staliśmy się niewygodni dla Kremla, gdy zaczęliśmy krytycznie pisać o rządach Putina – mówił „Gazecie Polskiej”...
Maciej Marosz
Ucieczka z Rosji Wiktor Kałasznikow to były funkcjonariusz KGB, który zajmował się tzw. kierunkiem niemieckim. Oficjalnie pracował jako dyplomata. Po rozwiązaniu KGB w 1991 r. płk Kałasznikow odszedł ze służby i został dyrektorem naukowym w utworzonym przy administracji prezydenta Borysa Jelcyna Rosyjskim Centrum Polityki Społecznej. Później pracował m.in. jako publicysta dziennika „Kommiersant”, tygodnika „Włast” oraz portalu internetowego www.grani.ru. Jego żona Marina jest znaną dziennikarką, pracującą m.in. dla izraelskich mediów. Kremlowi narazili się głównie krytyką Władimira Putina, działań rosyjskiego rządu w Czeczenii i pisaniem o korupcji w kręgach władzy. – Staliśmy się niewygodni dla Kremla, gdy zaczęliśmy krytycznie pisać o rządach Putina – mówił „Gazecie Polskiej”...
Leszek Misiak
Według raportu MAK, obniżający się z prędkością 8 m/s Tu-154 po wyłączeniu autopilota (czyli po podciągnięciu sterów przez dowódcę samolotu) powinien opaść przynajmniej 30 m, zanim podniósłby się w górę i odzyskałby utraconą wysokość. Instrukcja użytkowania Tu-154 mówi, że utrata wysokości przy takiej prędkości zniżania wyniosłaby nawet 50 m. Tymczasem z tego samego raportu MAK (opis na stronach 73–86 wersji angielskiej), a także ze stenogramów rozmów załogi tupolewa, wynika, że kpt. Arkadiusz Protasiuk wyłączył autopilota, samolot obniżył się ledwie 8 m, po czym uniósł się w górę. Przy tej prędkości zniżania i tej masie samolotu jest to całkowicie niemożliwe, co wynika z opracowanej przez projektantów samolotu instrukcji użytkowania samolotów Tu-154. Następnie, po 8 metrach opadania i...
Grzegorz Wierzchołowski
Według raportu MAK, obniżający się z prędkością 8 m/s Tu-154 po wyłączeniu autopilota (czyli po podciągnięciu sterów przez dowódcę samolotu) powinien opaść przynajmniej 30 m, zanim podniósłby się w górę i odzyskałby utraconą wysokość. Instrukcja użytkowania Tu-154 mówi, że utrata wysokości przy takiej prędkości zniżania wyniosłaby nawet 50 m. Tymczasem z tego samego raportu MAK (opis na stronach 73–86 wersji angielskiej), a także ze stenogramów rozmów załogi tupolewa, wynika, że kpt. Arkadiusz Protasiuk wyłączył autopilota, samolot obniżył się ledwie 8 m, po czym uniósł się w górę. Przy tej prędkości zniżania i tej masie samolotu jest to całkowicie niemożliwe, co wynika z opracowanej przez projektantów samolotu instrukcji użytkowania samolotów Tu-154. Następnie, po 8 metrach opadania i...
Aleksander Ścios
O utrwalenie kłamstwa smoleńskiego Czas, jaki upłynął od publikacji tzw. raportu MAK, winien zmienić te mylne oceny. Im szybciej uświadomimy sobie, że rosyjscy i polscy decydenci prowadzą wspólną grę, tym większe są szanse na uniknięcie katastrofalnych skutków obecnej prowokacji. Cele tej gry są od początku oczywiste: neutralizacja potencjalnych zagrożeń wynikających z ustaleń sejmowego zespołu ds. katastrofy smoleńskiej pod przewodnictwem Antoniego Macierewicza, stworzenie kolejnej i trwałej wersji kłamstwa smoleńskiego, zbudowanie propagandowego obrazu Tuska jako mocnego polityka, marginalizacja opozycji oraz wygranie przez PO jesiennych wyborów parlamentarnych. O kierunkach wspólnej gry świadczyły już pierwsze reakcje grupy rządzącej. Gdy Donald Tusk po widowiskowym powrocie z...
Konferencja wzbudziła ogromne zainteresowanie. Część słuchaczy musiała stać poza salą. Andrzej Melak mówił o swoim pobycie w Moskwie, gdzie pojechał identyfikować ciało brata. Opowiadał m.in. o szokującym postępowaniu rosyjskiej prokuratury. – Gdy nie mogłem zidentyfikować ciała Stefana, usłyszałem: „Jutro zostanie dostarczona nowa porcja ciał”. Byłem zaszokowany. Nie mogę zrozumieć, dlaczego rząd polski mógł zezwolić, by najważniejsze śledztwo w dziejach Polski oddać bez żadnych oporów w ręce Rosji, wbrew wszelkim konwencjom i porozumieniom – mówił wzburzony Andrzej Melak. Leszek Misiak i Grzegorz Wierzchołowski, dziennikarze „Gazety Polskiej”, opowiadali o nieprawidłowościach w śledztwie i aspektach technicznych smoleńskiej katastrofy. O szczegółach technicznych mówił również...
Konrad Kostrzewa
Przejawem takiego właśnie stanu niewiedzy wydaje się być, opisywana przez jeden z dzienników i portale internetowe, próba napisania pracy magisterskiej, dotyczącej zastosowania konwencji, załącznika a także wartości umowy polsko-rosyjskiej z 1993 r. do badania przyczyn katastrofy smoleńskiej. Praca studentki z Uniwersytetu Łódzkiego nie ma – jak zapewnia jej promotor – politycznego wydźwięku. Ma jedynie ambicje stworzenia rzeczowej, formalnoprawnej analizy polskich możliwości w dniu 10 kwietnia 2010 r. Mają w niej zostać skonfrontowane możliwości, które daje stronie polskiej zastosowanie konwencji chicagowskiej z tymi, jakie wynikałyby z trzymania się zapisów porozumienia w sprawie zasad wzajemnego ruchu lotniczego wojskowych statków powietrznych RP i FR w przestrzeni powietrznej obu...
Leszek Misiak
„GP” pisała o hipotezie zastosowania meaconingu do zmylenia Tu-154 już w kwietniu 2010 r. Taką hipotezę postawili właśnie Marek Stressenburg Kleciak i Hans Dodel – niemiecki ekspert od systemów nawigacji i wojny elektronicznej, autor książki „Satellitennavigation”. Meaconing polega na nagraniu sygnału satelity i ponownym nadaniu go (z niewielkim przesunięciem w czasie i z większą mocą) na tej samej częstotliwości w celu zmylenia komputera pokładowego samolotu. Skutek błędnych współrzędnych W poprzednim numerze napisaliśmy, że według raportu MAK, zanik zasilania i „zamrożenie” pamięci komputera pokładowego FMS samolotu Tu-154 nastąpiło 15 m nad poziomem lotniska. Komputer przestał działać o godz. 10.41.05. Dokładnie w tym samym czasie miało dojść do zniszczenia samolotu wskutek...
Grzegorz Wierzchołowski
„GP” pisała o hipotezie zastosowania meaconingu do zmylenia Tu-154 już w kwietniu 2010 r. Taką hipotezę postawili właśnie Marek Stressenburg Kleciak i Hans Dodel – niemiecki ekspert od systemów nawigacji i wojny elektronicznej, autor książki „Satellitennavigation”. Meaconing polega na nagraniu sygnału satelity i ponownym nadaniu go (z niewielkim przesunięciem w czasie i z większą mocą) na tej samej częstotliwości w celu zmylenia komputera pokładowego samolotu. Skutek błędnych współrzędnych W poprzednim numerze napisaliśmy, że według raportu MAK, zanik zasilania i „zamrożenie” pamięci komputera pokładowego FMS samolotu Tu-154 nastąpiło 15 m nad poziomem lotniska. Komputer przestał działać o godz. 10.41.05. Dokładnie w tym samym czasie miało dojść do zniszczenia samolotu wskutek...
Przemysław Harczuk
Wiedzieliśmy dobrze i dzisiaj wiemy równie dobrze jak wtedy, że partner, z jakim przyjdzie nam współpracować na rzecz wyjaśniania okoliczności i przyczyn katastrofy, jest ciągle tym samym partnerem, jakiego znamy z historii. (…) Tylko ktoś naiwny mógłby sądzić, iż do zastosowania są jakieś nadzwyczajne procedury, zgodnie z którymi Rosja stawiana przez niektórych polityków w roli sprawcy, w roli wręcz zamachowca, równocześnie wysłucha wszystkich sugestii, oczekiwań i żądań tych polityków, którzy w tym samym czasie formują tego typu oskarżenia. (…) Dzisiaj, kiedy słucham niektórych polityków opozycji, zastanawiam się, czy naprawdę wierzą w to, co mówią, że alternatywą dla działania, jakie podjęliśmy, mogło być działanie zasadzające się na tym, jak któryś z polskich polityków mówi:...
Leszek Misiak
Według raportu MAK, zanik zasilania i zamrożenie pamięci komputera pokładowego FMS samolotu Tu-154 nastąpiły 15 m nad poziomem lotniska. Komputer przestał działać o godz. 10.41.05. Dokładnie w tym samym czasie miało dojść do zniszczenia samolotu wskutek rozbicia o powierzchnię ziemi. Z raportu MAK wynika, że moment zderzenia tupolewa z ziemią, który miał być bezpośrednią przyczyną zniszczenia maszyny, pokrywa się z chwilą „zamrożenia pamięci” komputera. Problem w tym, że samolot nie mógł być 15 m nad poziomem lotniska i jednocześnie rozbijać się o ziemię na wysokości pasa startowego lub tuż nad nim (Tu-154 uderzył w ziemię w miejscu znajdującym się między 0 a 5 m nad poziomem lotniska). Co jest więc powodem tych sprzeczności i która wersja gen. Tatiany Anodiny jest zgodna z prawdą? Na...
Grzegorz Wierzchołowski
Według raportu MAK, zanik zasilania i zamrożenie pamięci komputera pokładowego FMS samolotu Tu-154 nastąpiły 15 m nad poziomem lotniska. Komputer przestał działać o godz. 10.41.05. Dokładnie w tym samym czasie miało dojść do zniszczenia samolotu wskutek rozbicia o powierzchnię ziemi. Z raportu MAK wynika, że moment zderzenia tupolewa z ziemią, który miał być bezpośrednią przyczyną zniszczenia maszyny, pokrywa się z chwilą „zamrożenia pamięci” komputera. Problem w tym, że samolot nie mógł być 15 m nad poziomem lotniska i jednocześnie rozbijać się o ziemię na wysokości pasa startowego lub tuż nad nim (Tu-154 uderzył w ziemię w miejscu znajdującym się między 0 a 5 m nad poziomem lotniska). Co jest więc powodem tych sprzeczności i która wersja gen. Tatiany Anodiny jest zgodna z prawdą? Na...
Konrad Kostrzewa
Wspomnienia Bronisława Komorowskiego, że informacja o katastrofie zastała go w Budach Ruskich, także nie przystaje do komunikatów z tego dnia, w których podawano, że marszałek Komorowski wraca właśnie do Warszawy z Trójmiasta. Zupełny zamęt wprowadza informacja rzecznika rządu Pawła Grasia z godz. 12.03 10 kwietnia, w którym mówi on o przejęciu przez marszałka obowiązków głowy państwa, podczas gdy droga z Bud Ruskich do Warszawy zajmuje ok. czterech godzin. Komentujący to zamieszanie blogerzy i publicyści zwracają uwagę, że o ile chaos informacyjny w dniu katastrofy jest rzeczą normalną, o tyle brak sprostowania tych informacji i faktyczna niemożliwość ustalenia miejsca pobytu premiera i obecnego prezydenta w dniu katastrofy są co najmniej dziwne. Zastanawiają nie tylko rozbieżności...
Andrzej Melak
Już w pierwszych dniach po katastrofie mogłem zaobserwować, jak dezinformuje się społeczeństwo, jaki wpływ ma w naszym kraju rosyjska propaganda. To przecież zaraz po katastrofie usłyszeliśmy, że wypadek wydarzył się z winy polskich pilotów, a chwilę później pojawiły się informacje o rzekomych naciskach prezydenta Lecha Kaczyńskiego na lądowanie w Smoleńsku. Bez żadnych dowodów i skrupułów znieważano pamięć poległych w katastrofie oficerów, zanim ich ciała spoczęły w grobach. Jednocześnie wprowadzano ferment wśród rodzin, by je skłócić i poróżnić. Aktywność Pawła Deresza Wdowiec po posłance SLD Jolancie Szymanek-Deresz od początku smoleńskiego śledztwa wykazuje zaangażowanie po stronie racji rządowej, przyjmując bez protestu wszystkie decyzje zarówno rządu, jak i prokuratury....
Konrad Kostrzewa
Podobna relacja Onetu z godzin wieczornych akcentuje raczej oczekiwanie zachodnich mediów na reakcje polskich władz i próbę jej przewidzenia. Świadczy o tym także tytuł „New York Times”: „raport MAK rozgniewa Warszawę” Ciągle jednak komentatorzy „Wyborczej” piszą „na gorąco”, że raport MAK potwierdza „smutną oczywistość”, iż do tragedii doprowadziły „polski bałagan, nieodpowiedzialność, brawura”. W miarę ukazywania się sondaży i komentarzy, w których raport MAK coraz więcej osób uznawało za fałszywy lub niepełny, a konferencję prasową premiera Tuska za porażkę PR-owską (zwracano przy tym uwagę na nieobecność z powodu urlopu Igora Ostachowicza, doradcy Tuska do spraw wizerunkowych), komentarze mediów też stawały się bardziej wyważone. Wpływ na taką sytuacje mogły mieć także...
Leszek Misiak
Akcja ratunkowa Podanie przez ministra Szojgu godziny 10.50 tłumaczono tym, że był to czas włączenia alarmowych syren strażackich. Tymczasem Sławomir Wiśniewski, dziennikarz TVP, który pierwszy był na miejscu katastrofy, mówi „GP”, że zaczął nagrywać kamerą teren katastrofy o godz. 10.49 (8.49 czasu polskiego). – Dobiegłem na miejsce wypadku 6–7 minut po tym, jak samolot się rozbił i zaraz włączyłem kamerę. Jak wynika z czasu zarejestrowanego przez moją kamerę, nagranie zaczyna się o 8.49 czasu polskiego. Na filmie widać, jak strażak gasi pożar. Możliwe jest, że są nieznaczne różnice w czasie, który był wgrany do kamery w stosunku do rzeczywistego, bo to wgrywa się samemu ręcznie, ale mogą to być różnice minimalne – mówi Sławomir Wiśniewski. Zastanawiający w tym kontekście jest...
Grzegorz Wierzchołowski
Akcja ratunkowa Podanie przez ministra Szojgu godziny 10.50 tłumaczono tym, że był to czas włączenia alarmowych syren strażackich. Tymczasem Sławomir Wiśniewski, dziennikarz TVP, który pierwszy był na miejscu katastrofy, mówi „GP”, że zaczął nagrywać kamerą teren katastrofy o godz. 10.49 (8.49 czasu polskiego). – Dobiegłem na miejsce wypadku 6–7 minut po tym, jak samolot się rozbił i zaraz włączyłem kamerę. Jak wynika z czasu zarejestrowanego przez moją kamerę, nagranie zaczyna się o 8.49 czasu polskiego. Na filmie widać, jak strażak gasi pożar. Możliwe jest, że są nieznaczne różnice w czasie, który był wgrany do kamery w stosunku do rzeczywistego, bo to wgrywa się samemu ręcznie, ale mogą to być różnice minimalne – mówi Sławomir Wiśniewski. Zastanawiający w tym kontekście jest...
Leszek Misiak
1. Decyzja o lądowaniu Zdaniem Tatiany Anodiny i jej ekspertów, główną przyczyną katastrofy była próba lądowania we mgle podjęta przez kpt. Arkadiusza Protasiuka, „zaprogramowanego” – jak to ujęli polscy zwolennicy tej teorii – na lądowanie. Protasiuk pod naciskiem gen. Błasika miał zlekceważyć komendę drugiego pilota „Odchodzimy” i obniżać się z ogromną prędkością wbrew zdrowemu rozsądkowi. Okazuje się jednak, że z analizy fonoskopijnej przeprowadzonej przez polskich ekspertów w grudniu 2010 r. wynika, iż słowa „Odchodzimy” wypowiedział właśnie Arkadiusz Protasiuk – i to nie na wysokości 80 m, lecz na przepisowym poziomie 100 m, jak podawał nawigator. Drugi pilot potwierdził jego komendę, lecz samolot mimo to nadal się obniżał. Płk Mirosław Grochowski, wiceprzewodniczący...
Grzegorz Wierzchołowski
1. Decyzja o lądowaniu Zdaniem Tatiany Anodiny i jej ekspertów, główną przyczyną katastrofy była próba lądowania we mgle podjęta przez kpt. Arkadiusza Protasiuka, „zaprogramowanego” – jak to ujęli polscy zwolennicy tej teorii – na lądowanie. Protasiuk pod naciskiem gen. Błasika miał zlekceważyć komendę drugiego pilota „Odchodzimy” i obniżać się z ogromną prędkością wbrew zdrowemu rozsądkowi. Okazuje się jednak, że z analizy fonoskopijnej przeprowadzonej przez polskich ekspertów w grudniu 2010 r. wynika, iż słowa „Odchodzimy” wypowiedział właśnie Arkadiusz Protasiuk – i to nie na wysokości 80 m, lecz na przepisowym poziomie 100 m, jak podawał nawigator. Drugi pilot potwierdził jego komendę, lecz samolot mimo to nadal się obniżał. Płk Mirosław Grochowski, wiceprzewodniczący...
Anita Gargas
Autorzy analizy zupełnie pominęli fakt, że obsługa lotniska w Smoleńsku konsultowała się z wojskowymi z centrali koordynacji lotów w Moskwie – łączyła się poprzez specjalną linię sił powietrznych Rosji, burzliwie dyskutując, czy zabraniać lądowania polskiego rządowego samolotu. Polecenie, by dać zgodę, wydała Moskwa. Tymczasem MAK dysponuje magnetofonowymi nagraniami rozmów z wieży. Ich kopie trafiły do komisji Jerzego Millera, która nie zrobiła z nich żadnego użytku. Nagrania potwierdzają to, co od paru miesięcy podaje „Gazeta Polska”, opierając się na pierwszych, składanych zaraz po tragedii zeznaniach kontrolerów lotu oraz innych świadków. Kontroler bez badań i bez doświadczenia Dzięki nagraniom wiadomo ponad wszelką wątpliwość, że w wieży kontroli lotów przebywały osoby...
Aleksander Ścios
Sekwencja zdarzeń związanych z opublikowaniem tzw. raportu MAK pozwala dostrzec wspólną grę prowadzoną przez polskich i rosyjskich decydentów. Poprzedziły ją dwa ważne wydarzenia: grudniowa wizyta grupy rosyjskich prokuratorów, na czele z Prokuratorem Generalnym FR Jurijem Czajką, i podpisanie tzw. memorandum pomiędzy polską i rosyjską prokuraturą w sprawie „usprawnienia współpracy i przekazywania materiałów z prowadzonych postępowań” oraz późniejsza o dwa dni wizyta Dmitrija Miedwiediewa. To wówczas z ust prezydenta Rosji padła dyspozycja wyznaczająca kierunek ostatecznych rozstrzygnięć w kwestii „raportu”: „Nie dopuszczam możliwości, by w sprawie katastrofy smoleńskiej śledczy polscy i rosyjscy doszli do różnych ustaleń. Odpowiedzialni politycy, przywódcy struktur śledczych powinni...
Antoni Zambrowski
Gdyby władze rosyjskie nie miały sobie nic do zarzucenia, zaprosiłyby do zbadania przyczyn katastrofy ekspertów ze Szwajcarii, Danii czy Norwegii, czyli absolutnie bezstronnych śledczych, i ich poprosiły o sporządzenie raportu dotyczącego okoliczności tragedii. Katastrofa wydarzyła się na terytorium Rosji. Samolot, który się roztrzaskał, był wykonany w Rosji. Kraj ten jest postrzegany w świecie jako wyjątkowo skorumpowany. Pani Anodina reprezentuje tym samym skorumpowane władze rosyjskie. Podejrzenie o spowodowanie katastrofy, czyli o przestępstwo, nie może być weryfikowane przez stronę rosyjską. Rosjanie powinni natychmiast oświadczyć: mamy Międzypaństwowy Komitet Lotniczy z Tatianą Anodiną na czele, ale przekazuje on swoje funkcje śledcze istotnie bezstronnej i rzeczywiście...
Wiktor Suworow
Gdyby władze rosyjskie nie miały sobie nic do zarzucenia, zaprosiłyby do zbadania przyczyn katastrofy ekspertów ze Szwajcarii, Danii czy Norwegii, czyli absolutnie bezstronnych śledczych, i ich poprosiły o sporządzenie raportu dotyczącego okoliczności tragedii. Katastrofa wydarzyła się na terytorium Rosji. Samolot, który się roztrzaskał, był wykonany w Rosji. Kraj ten jest postrzegany w świecie jako wyjątkowo skorumpowany. Pani Anodina reprezentuje tym samym skorumpowane władze rosyjskie. Podejrzenie o spowodowanie katastrofy, czyli o przestępstwo, nie może być weryfikowane przez stronę rosyjską. Rosjanie powinni natychmiast oświadczyć: mamy Międzypaństwowy Komitet Lotniczy z Tatianą Anodiną na czele, ale przekazuje on swoje funkcje śledcze istotnie bezstronnej i rzeczywiście...
Duchowny mówił także o zagrożeniach płynących z obu stron Polski: „Jest ten niebezpieczny import tego kłamstwa ze Wschodu, którego część przyswoiliśmy sobie. Ale jest jeszcze Zachód, a tam jest teraz straszna choroba liberalizmu”. Nie zabrakło również odniesień do sprawy krzyża. Ks. Sikorski pytał: „Dlaczego znak krzyża tak wielu przeszkadza?”. Nabożeństwo zakończyła pieśń „Boże coś Polskę”. Po mszy św. rozpoczął się Marsz Pamięci pod Pałac Prezydencki, gdzie zostały złożone kwiaty i zapalone znicze. Kilka tysięcy osób, trzymających biało-czerwone flagi przewiązane kirem i transparenty, nagrodziło brawami przemówienie Jarosława Kaczyńskiego. Brat śp. Lecha Kaczyńskiego podziękował wszystkim uczestnikom mszy i marszu. Powiedział m.in., że przyjdzie czas, w którym będą budowane...
niezalezna.pl
– „Gazeta Polska” jest kawałkiem niepodległości w dzisiejszej Polsce – stwierdził Jarosław Kaczyński, dziękując twórcom entuzjastycznie przyjętego przez publiczność dokumentu. Prezes PiS powiedział, że jest pod wrażeniem filmu. Autorom „Mgły” dziękowała także Magdalena Merta: – Patrząc na ten film, wiedziałam, że obserwuję urzędników wolnego państwa polskiego, w momencie, kiedy to państwo jeszcze istniało. Bo ja mam wątpliwości, czy dzisiaj z takim wolnym, suwerennym państwem wciąż mamy do czynienia – powiedziała. Relacje urzędników kancelarii śp. Lecha Kaczyńskiego z pierwszych godzin po katastrofie są główną osią filmu.
Konrad Kostrzewa
– Jest niebywałą bezczelnością twierdzenie, że gen. Błasik był tam w kabinie w celu wywierania jakichkolwiek nacisków. W sytuacji, kiedy nie pada ani jedno słowo, ani gen. Błasika, ani pilotów, ani kogokolwiek z tego samolotu, które mogłoby o tym świadczyć. W dalszej dyskusji Macierewicz przypomniał, że strona polska nie ma żadnych fragmentów stenogramów, które wskazywałyby na naciski kogokolwiek na pilotów. Czy obecność rosyjskiego nawigatora mogła zapobiec katastrofie? W wypowiedzi z dnia z 5 stycznia w TVN24 płk Edmund Klich, ubolewając nad brakiem taśm z zapisem działalności radarów na lotnisku w Smoleńsku, zaznaczył jednocześnie, że problemy z nawigacją pogłębił brak obecności na pokładzie rządowego tupolewa nawigatora ze strony rosyjskiej. Płk Klich tak mówił o roli...
Leszek Misiak
– Według opublikowanych przez MAK rosyjskich stenogramów z odczytów rejestratora lotu CVR, czas trwania sygnału radiolatarni NDB bliższej wynosił 2,1 s. To oznacza, że według charakterystyki systemu radiolatarń karty lotniska oraz instrukcji Tu-154 – samolot był wówczas na wysokości ok. 80–100 m. Komisja MAK twierdzi jednak, że samolot leciał wówczas na wysokości ok. 8 m obok bliższej NDB. Te dwie informacje są wzajemnie sprzeczne. Jeśli by tak było – jak twierdzi MAK – to nie mógłby odbierać sygnału tej radiolatarni aż przez 2,1 s. To niemożliwe – mówi „GP” K.M. (nazwisko i imię do wiadomości redakcji), mieszkający dziś za granicą wojskowy związany z kontrolą radiolokacyjną przestrzeni powietrznej, ekspert sejmowego zespołu ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej Antoniego Macierewicza...
Grzegorz Wierzchołowski
– Według opublikowanych przez MAK rosyjskich stenogramów z odczytów rejestratora lotu CVR, czas trwania sygnału radiolatarni NDB bliższej wynosił 2,1 s. To oznacza, że według charakterystyki systemu radiolatarń karty lotniska oraz instrukcji Tu-154 – samolot był wówczas na wysokości ok. 80–100 m. Komisja MAK twierdzi jednak, że samolot leciał wówczas na wysokości ok. 8 m obok bliższej NDB. Te dwie informacje są wzajemnie sprzeczne. Jeśli by tak było – jak twierdzi MAK – to nie mógłby odbierać sygnału tej radiolatarni aż przez 2,1 s. To niemożliwe – mówi „GP” K.M. (nazwisko i imię do wiadomości redakcji), mieszkający dziś za granicą wojskowy związany z kontrolą radiolokacyjną przestrzeni powietrznej, ekspert sejmowego zespołu ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej Antoniego Macierewicza...

Pages