Kultura

Marek Nowakowski
Często wyglądało to mniej więcej tak. Zasłuchany szef w wyszmelcowanym kombinezonie, z uniesionymi na czoło okularami i palnikiem acetylenowym w rękach, a z ciemnego kąta szopy dochodził przyjemny głos hrabiego: „Książęta Thurn und Taxis spokrewnieni są z Radziwiłłami przez...”. I tak dalej. W dodatku lekko grasejował. Tego dnia hrabia otrzymał tygodniówkę od swego pracodawcy i ruszyliśmy w obchód po knajpach. W barze „Metro” przywitał się serdecznie z brodatym śmieciarzem o wyglądzie patriarchy. Niegdyś gościł tego bezdomnego włóczęgę w swoim mieszkaniu. Gdzie indziej wdał się w dyskusję z człowiekiem w okularach. Był to wybitny muzykolog ze skłonnością do alkoholu. Obaj ze znawstwem rozprawiali o wirtuozerii pianistycznej Józefa Hofmana. Dzwoniło szkło. Hrabia miał szeroki gest i...
Marek Nowakowski
– Musimy się zabrać do wymiatania śmieci – mówił głośno młody człowiek, który pracował w tym samym dziale. Ten młody człowiek z sumiastym wąsem cieszył się wśród ludzi autorytetem i zaufaniem. Rozrabiacz. Tak mówił o nim przewodniczący rady zakładowej. Dyrektor systematycznie pozbawiał go nagród i trzymał na niskiej pozycji w tabeli płac. Chcą złamać – śmiał się młody człowiek i pokazywał spod wąsów białe, lśniące zęby. Trzeba innych, czystych ludzi – wszyscy powtarzali zgodnie i patrzyli na niego z sympatią. Już nie przerywali tych gorących rozmów, kiedy do pokoju zaglądali ci z kierownictwa. Więc zebranie było bardzo burzliwe. Stół pokryty został zieloną materią. Świetlica miała wygląd surowy, żadnych haseł, portretów, tylko godło. W odróżnieniu od tych sloganów, transparentów...
Marcin Wolski
Notuje w nich pro memoria co głupsze wypowiedzi Partii i Rządu, piętnuje sługusów i dyspozycyjnych żurnalistów. Nie oszczędza Urbana, Witolda Fillera, Marka Grońskiego czy szczególnie odrażającej kreatury Jerzego Małczyńskiego z „Tu Jedynka”. Z notatek kreślonych na marginesach rocznic i wizyt, pierwszych majów i kolejnych zbrodni wyziera gniew i zafrasowanie. Przyszłością, polityką, młodzieżą, Polską. Jest tam „Solidarność” i festiwal piosenki wojskowej, berliński mur i Czarnobyl. Snują się pomysły nigdy nienapisanych sztuk, fragmenty niewygłoszonych monologów. Chciałoby się zakrzyknąć: „Biada krajom, co własne marnują talenty”. Inna sprawa, czy wolna Polska potrafiłaby zagospodarować Jerzego Dobrowolskiego, czy dałaby mu teatr, pół godziny w telewizji lub chociaż kwadrans w radiu?...
Maciej Parowski
Ten obraz musiał być staroświecki. Alter ego reżysera Ludwika Taschke (Wróblewski) – uczeń, repatriant przyjeżdża z rodzicami i siostrą do powojennego Krakowa ze Lwowa odebranego Rzeczpospolitej. Na ojca czeka praca na poczcie i mieszkanie w poniemieckiej (pożydowskiej) kamienicy. Na syna liceum, w którym spotykają się uciekinierzy, weterani (niedawni powstańcy warszawscy) i nauczyciele żywcem przeniesieni z poprzedniej epoki. Nikt nie jest gotowy na los, jaki zgotowała mu geopolityka i historia. Uradowana publika może na krakowskim rynku podnieść w górę samochód z Mikołajczykiem, ale polscy z nazwy żołnierze sprowokują awanturę, po której co bardziej krewki element zostanie aresztowany, pouczony i zastraszony. Kto tego nie zrozumie, ten zginie w strzelaninie, jak starszy kolega...
Marcin Wolski
Urbankowski surowo, ale rzetelnie ukazuje na szerokim tle gwałt, jaki dokonał się na literaturze polskiej, ale również z pomocą tej literatury. Ramy pracy mieszczą dwie wielkie odsłony stalinizmu na ziemiach polskich, tę z 1939 r. we Lwowie i Wilnie, którą można nazwać „próbą generalną”, i tę, która zaczęła się latem 1944 r. i trwała teoretyczne do 1956 r., symbolicznie do 1989 r., choć w wielu aspektach jej skutki w postaci opiniotwórczej elity obecne są do dziś. Oczywiście reżim łagodniał, później rozkładał się, komuniści stawali się rewizjonistami, a rewolucyjni internacjonaliści przemienili się w Europejczyków, czemu sprzyjały również zamiany pokoleniowe, choć jak wiadomo zajęta pozycja bywa dziedziczna. I w tym sensie żaden proces przeciwko Rymkiewiczowi nie zmieni faktu, że...
Poeta miłości i Miłości Autor „Białej magii” był poetą miłości. Od pierwszych wierszy, dalekich jeszcze od lirycznych arcydzieł, to najważniejszy temat i – można powiedzieć – główny powód sięgania po pióro. Nie wojna uczyniła z niego poetę, lecz przeciwnie, zmusiła do korekty własnej twórczości. Sprostał oczywiście tym wyzwaniom, jednak ostatnim jego słowem nie była powstańcza piosenka czy podniosły utwór tyrtejski, lecz wstrząsający erotyk „Gdy za powietrza zasłoną…”, zamykający niejako wszystkie najważniejsze wątki spełnionego dzieła. W jednym z wierszy, powstałym pół roku przed śmiercią, wyznawał z całą mocą: Tych miłości, które z nami na strumieniach białych płyną, co jak chmury nad głowami czasem każą zapominać, tych miłości jak zwierzęta, co wracają w las od ludzi,...
Marek Nowakowski
– Ja! Od swoich! – zaperzał się. – Co też obywatelka sobie myśli! Od niego nasłuchałem się o majorze Cierniu. Major Cierń, bo taki miał pseudonim z lasu, był postacią legendarną i niezwykłą. Prezentował się okazale: wysoki, szczupły, w dopasowanym mundurze, rogatywka zsunięta lekko na bakier, twarz miał bladą, jakby senną i wypielęgnowane dłonie. Słuchając dziarskim głosem wykrzykiwanych raportów podkomendnych, nigdy nie patrzył na nich, tylko na swoje dłonie właśnie, i nieraz z górnej kieszeni kurtki wyciągał pilnik i manipulował przy paznokciach. Sekretarka Basia i telefonistka, której imienia nie pamiętam, boczyły się na siebie i kiedy jedna rozmawiała z majorem Cierniem, druga spoglądała ponuro i wrogo. Wieczorami dochodził z góry kobiecy śpiew, muzyka z patefonu i męski,...
Maciej Parowski
Satysfakcja tym większa, że Weir to ceniony mag i wizjoner kina. Jego „Truman show” jest błyskotliwą przypowieścią o mediach inscenizujących prawdę, żyjących tą sztuczną prawdą (reality show). Na początku twórczej drogi wyszła spod ręki Weira pochwała tajemnicy – „Piknik pod wiszącą skałą” – fantazja odwołująca się do faktów, ale przystająca w pokorze na magicznej granicy poznania. W filmie „Ostatnia fala” badał obrzędy Aborygenów australijskich i wizje apokaliptycznego potopu nawiedzającego „białego człowieka”. W „Bez lęku” cudowne ocalenie bohatera z katastrofy lotniczej staje się dla Weira punktem wyjścia do rozważań o grze fatum i przypadku. A były jeszcze filmy znane i lubiane, jak „Zielona karta” czy „Stowarzyszenie umarłych poetów” oraz – u nas pokazane tylko w telewizji – „...
Marek Nowakowski
A syn rósł zdrowo i bez kłopotów. Był to chłopak, który inteligencją i urodą sprawiał rodzicom wiele satysfakcji. Ojciec, z natury szorstki i małomówny, nie okazywał swej radości z jedynaka zbyt jawnie. Chłopiec natomiast zachwycał się nim. Pasjonować go zaczęła jego wojenna biografia, służba w spadochroniarskich oddziałach, blizna na ramieniu i odznaczenia; to kojarzyło mu się z ideałem mocnego człowieka, jak z ulubionych amerykańskich westernów. Podziw wzmacniała sprawność fizyczna ojca, jego szerokie bary, twarde mięśnie i wklęsły brzuch; ta niebywała sprawność i refleks mimo pozornej ociężałości. Ciągle przenikał go dreszcz wzruszenia, gdy przypominał sobie ten wieczór, kiedy wracali z ojcem z peryferyjnego kina i usłyszeli rozpaczliwy krzyk w bramie. Ojciec rzucił się bez wahania w...
Marcin Wolski
„Racja stanu” to zbiór artykułów dedykowanych Janowi Olszewskiemu na jego osiemdziesięciolecie. Powstały one jako pokłosie sesji odbytej 4 czerwca 2009 r. pod hasłem 20 lat transformacji narodowej. Data naturalnie nie była przypadkowa. Upamiętniała „półwolne” wybory 1989 r., które pozwoliły zniewolonemu narodowi dać wyraz swoich preferencji poprzez odrzucenie tzw. Listy Krajowej i bezprzykładne zwycięstwo w wyborach do Senatu. Przypominała również, co podkreślił Jan Olszewski, „nocną zmianę” obalenia jego rządu w 1992 r. przez koalicję zmontowaną przez Wałęsę pod wpływem antylustracyjnego lobby. Szczególnie mocne podkreślenie wagi suwerenności znajdziemy w artykule Jarosława Kaczyńskiego – warunkami jej zapewnienia jest silne państwo narodowe, zdolne do ochrony swego bezpieczeństwa...
Maciej Parowski
Dzięki tysiącom godzin zdjęciowych przed niebieskim ekranem i pracy na komputerach Majewski mógł połączyć sceny z obrazu z aktorskimi właściwie bez szwów. Gwiazdy kina odtwarzają Bruegla, jego żonę, mecenasa, a statyści figury z obrazu. Film jest kontemplacją dzieła sztuki, aktorską rekonstrukcją i interpretacją, hołdem wreszcie. Malarstwo ożywa, mieszają się przestrzenie, akcje i czasy. Komentują się nawzajem różne rzeczywistości. Wizualnie i intelektualnie jest to olśniewające. Na oczach widza staje się obraz – wyznanie wiary i zapis Męki Pańskiej, lecz też historyczny i ideowy palimpsest, piętrowa alegoria. Chodzi o ukrzyżowanie Chrystusa oraz podbitą i krzyżowaną przez Hiszpanów XVI-wieczną Flandrię, w której obraz powstaje. Bruegel na płótnie, a Majewski na ekranie, na którym trwa...
Maciej Marosz
Do tych nielicznych środowisk, w których można było głosić prawdę na temat przebiegu katastrofy, zaliczają się nieliczni dziennikarze codziennie dążący do wyjaśnienia wszystkich okoliczności katastrofy. Znajdują się oni m.in. w Strefie Wolnego Słowa, którą tworzy „Gazeta Polska” z redaktorem naczelnym Tomaszem Sakiewiczem. Chciałam mu podziękować, ponieważ to właśnie on znalazł środki, by mógł powstać ten film. Jest jeszcze jedna bardzo ważna osoba ze Strefy Wolnego Słowa – pani redaktor naczelna „Nowego Państwa”, Katarzyna Gójska-Hejke, która z codzienną determinacją i bez oczekiwania na poklask dąży do wyjaśnienia pełnej prawdy. Była dobrym duchem tego projektu. Bez niej tego filmu by nie było. Bez niej i bez Rafała Dzięciołowskiego, który wspierał mnie w docieraniu do świadków, a także...
Marcin Wolski
Po katastrofie smoleńskiej nie doszło do niczego podobnego – prawda utknęła gdzieś między wielkomocarstwową polityką imperium i doraźnymi, małymi interesami rządzących. Hipotezy o wyłącznej winie pilotów, sformułowane tuż po katastrofie, mają wszelkie szanse zostać uznane za obowiązujące. Nie znaczy to, że społeczeństwo polskie pozostawione samo sobie nie podjęło trudu odtwarzania tych puzzli na własna rękę. W dziesiątkach publikacji prasowych, w internecie, dzięki niezależnym produkcjom filmowym tworzy się rekonstrukcja, której powołane do tego instytucje z jakiegoś powodu dokonać nie mogą. Bo trudno uwierzyć, że nie chcą. Filmy Anity Gargas, Ewy Stankiewicz i Jana Pospieszalskiego, Mariusza Pilisa i Artura Dmochowskiego, Marii Dłużewskiej i Joanny Lichockiej żmudnie analizują...
Maciej Parowski
Ślesicki, któremu w istocie wyszedł jeden porządny film („Tato”, bo „Sara” była już tylko niezła), nie miał szczególnie szyderczego zamiaru. Podwiązał się pod rocznicę, narracyjnie poleciał Altmanem i jego „Na skróty”. Była nadzieja, że synteza pojawi się sama i powstanie film o moralności. Nie pojawiła się i nie powstał. Jest trochę emocjonalnych scen (do tego Ślesicki ma rękę), dużo śmieszności i chaosu. Ale to jeszcze pogarsza sprawę, bo szyderstwo łatwiej byłoby znieść niż brak taktu i elementarnej zręczności. Reżyser odsłania siebie i swoje środowisko jako artystycznie bezradne wobec konfliktów targających dziś Polską. Także pozbawione odwagi. Nie można udawać, że nic nie dzieje się na Krakowskim Przedmieściu, że nikt nie zginął, nikt nikogo nie zabił ani nie skopał, nikt z nikim...
Marek Nowakowski
Wieczorem jego ślepy pan przenosił się pod luksusowy hotel dla cudzoziemców. Zgarniał pieniądze do kieszeni i gwizdał. Pies zrywał się natychmiast i ślepiec chwytał go za rzemienny pas przytwierdzony do grzbietu. Pies ruszał przodem, a jego pan za nim. Znał szlaki wędrówek żebraka i pewnie torował sobie drogę wśród tłumu przechodniów śpieszących w stronę dworca. Zatrzymywał się przed światłami i ostrożnie wiódł swego pana przez przejścia pozbawione świateł. A kiedy zdarzało się, że znaleźli się na jezdni osaczeni przez sunące w dwie strony auta, pies zatrzymywał się jak wryty. Raz nawet uratował swemu panu życie. Zza zakrętu wyjechała z nadmierną szybkością wywrotka załadowana żwirem. Byli akurat naprzeciw niej i pies silnym szarpnięciem rzemiennego uchwytu pociągnął człowieka za sobą....
Alicja Patey – Grabowska Ziemia smoleńska Pamięci Ofiar katastrofy smoleńskiej, w tym przyjaciołom z Rodziny Katyńskiej Ziemio Katyńska Ziemio Smoleńska Ziemio bólem rozpaczą przesiąknięta Wyciągasz w niebo martwe ramiona drzew aby przycisnąć do wyschłego łona ofiarę z krwi Mgła trupim oddechem spowija ciała Tylko cisza niemo nad szczątkami płacze i drzewo ścięte ze zgrozą przyklęka Już dosyć ziemio pochłonęłaś ofiar Ziemio przeklęta Kwiecień 2010 Bohdan Wrocławski Smoleńska mgła Mgła nad Smoleńskim lotniskiem nadal nie opada staje się trwała jak instytucje państwowe które odznacza się w dni świąteczne i tylko pogrzeby wyzwalają nasze myśli wciąż jeszcze pozbawiane wolności i wyobraźni powoli przechodzimy wzdłuż ściany płaczu...
Polak, co nie chciał zostać Kainem, Że chciał być wiernym ojczyźnie synem, Chciał jej wolności w słońcu i chwale, A że śmiał mówić o tym zuchwale, Że nie chciał, by go więziono, bito, Był reakcyjnym polskim bandytą... O Boże! Chciałbym zapytać Ciebie, Jakich Polaków najwięcej w niebie? (...) Płaszczem mej chwały, blaskiem okryci Są tutaj wszyscy polscy bandyci. Upiory puszczy Jastrun ukazał swoich rodaków, stawiających zbrojny opór sowietyzacji Polski, zgodnie z dyrektywami partii, do której należał, a więc w duchu czarnej legendy. Patrzą „spode łba”, zatem nie mogą mieć dobrych zamiarów. Co z tego, że noszą polskie mundury, skoro pod nimi biją „serca wrogów”? Jakaż ich obłuda! – „Szkaplerz lub krzyż na szyi, w ręku broń angielska”. Chodzą ze znakami religii miłości,...
Marek Nowakowski
Nie wszystkim niewolnikom hordy los tak zaszczytny został przeznaczony. Większość do posług najniższych przypisana została. Katorżnicze bytowanie zamieniło ich w bydlęta/ których jedynym pragnieniem był pełny brzuch i sen w cieple do syta. Bywali wśród brańców i tacy, co wolą ucieczki żyli przez lat dziesiątki. W okienkach twierdz i kazamatów wystawali, przeklinając wraży widok. Marzyli o ojczyźnie dalekiej. Niektórzy piłowali grube kraty. Przychwyceni na próbie ucieczki, wtrąceni zostawali do ciemnic i tam, przykuci łańcuchami, ślepnąc, swego męczeńskiego życia dożywali. Mało komu z ziem hordy zbiec się udawało. Śmiałkowie tacy niezwykłymi przymiotami ducha i ciała musieli być obdarzeni. Dla sprawiedliwości należy powiedzieć że swoim horda nie o wiele lepszy los zgotowała. Zawsze był...
Maciej Parowski
To jest przypadek „Władców umysłów” nakręconych na podstawie dwudziestostronicowej nowelki „Ekipa Dostosowawcza” z 1953 r. Nolfi, autor m.in. „Ultimatum Bourne’a” czy „Ocean” Twelve: Dogrywka”, umie robić dynamiczne kino akcji. Toteż opowieść o mężczyźnie, który spóźnia się do pracy i dzięki temu dostrzega zadziwiającą przerwę w funkcjonowaniu rzeczywistości, zamienia w przypowieść polityczną. U Dicka widać przez chwilę czas i materię, które się rozsypują, tajemnicze ekipy w kombinezonach przeprowadzające naprawy i odbierające pamięć tym, którzy cokolwiek spostrzegli. Bohater niechcący podgląda to wszystko i myśli, że oszalał. U Nolfiego mężczyźni w prochowcach bardzo uważnie obserwują posunięcia i karierę młodego polityka (Damon). A zwłaszcza niepokoi ich stająca na jego drodze piękna...
Elżbieta Królikowska-Avis
Pragmatyczna romantyczka Elizabeth, choć Amerykanka z krwi i kości, na świat przyszła w Londynie, w zamożnej dzielnicy Hampstead, gdzie jej ojciec zajmował się handlem dziełami sztuki, a matka właśnie zrezygnowała z aktorstwa, by poświęcić się rodzinie. Rodzice bardzo dbali o artystyczną edukację córki i kiedy Taylorowie wrócili do Los Angeles, gdzie ojciec założył galerię sztuki, matka zajęła się jej karierą. Mała Elizabeth zadebiutowała na dużym ekranie w wieku 10 lat w skautowskim filmie „There’s One Born Every Minute”. Wypadła tak dobrze, że wytwórnia MGM podpisała z nią kontrakt na wyłączność na kolejnych 20 lat. Kiedy pojawiła się w swoim najbardziej znanym z tego okresu obrazie „Lassie wróć”, wszyscy wiedzieli, że oto narodziła się gwiazda. Szybko okrzyknięto ją „najpiękniejszą...
Elżbieta Królikowska-Avis
W oparach hipokryzji Obraz Krauzego – podobnie jak „Krwawa niedziela” Paula Greengrassa z 2002 r., będąca rekonstrukcją wypadków z 30 stycznia 1972 r., kiedy w Derry w Irlandii Płn. żołnierze brytyjscy zabili 14 protestujących przeciw ustawie zezwalającej aresztować każdego Irlandczyka jako „podejrzanego o terroryzm” – jest jednym z tych dzieł, które przypominają najczarniejsze, najbardziej dramatyczne karty z historii kraju. I trudno nie zgodzić się ze scenarzystą Michałem Pruskim, kiedy mówi, że „w tym jednym dniu, 17 grudnia 1970 r., zogniskowało się całe zło i okrucieństwo ówczesnej władzy, jej perfidia i nieliczenie się z obywatelami własnego państwa, kiedy niczego niespodziewających się robotników zwabiono w pułapkę, aby strzelać do nich jak do żywych tarcz”. Minęło 40 lat i...
Marek Nowakowski
I tak chodzimy we trójkę po ulicy, dzień, nie powiem, ładny, ale w środku człowieka trzęsie, więc siedliśmy sobie na schodkach przed sodowiarnią, może się jakiś znajomy trafi. I nagle zza rogu strzały słychać, krzyki, myślę, Niemcy łapankę robią, patrzymy, a tu od Tamki wali cała gromada, ze trzydziestu chłopaczków z biało-czerwonymi opaskami, niektórzy w hełmach, furażerkach, idą roześmiani, taki ich komandir z wisem przy boku, też młodziak, oni byle jak uzbrojeni, parę karabinów, a tak to przeważnie po granacie mieli. Baby wybiegły z domów, dzieciarnia, rany boskie, wojsko polskie, płaczą, żegnają się, a Bolek powiada, polskie to polskie, ale z tego tylko grubsza nieprzyjemność może być, i mówi: idę gdzieś spokojnie to przeczekać. On po wódce zawsze taki strachliwy. Jeszcze kilkunastu z...
Marcin Wolski
„Życie prywatne elit Drugiej Rzeczypospolitej” Sławomira Kopra wbrew tytułowi nie jest naukowym kompendium na temat rzeczywistości towarzyskiej Międzywojnia. Owszem, pierwsza część poświęcona ówczesnym obyczajom stanowi niezły wstęp, zakreśla ramy i naświetla podstawowe odmienności tamtego świata – owe rauty, bankiety, five o'clocki, kodeks honorowy i świat pojedynków, pasje okultystyczne, kabarety, wreszcie życie rodzinne. Stanowi to jedynie przygrywkę dla siedmiu życiorysów Polaków, którzy w tamtej dobie odegrali rolę szczególną – Wieniawa i „Dziadek Piłsudski”, wirtuoz Paderewski i marszałek Rydz Śmigły, prezydenci Wojciechowski i Mościcki, czy najwierniejszy z wiernych – Walery Sławek. Większość z nich doczekała się solennych monografii, jednak praca Kopra łączy w atrakcyjny sposób...
Ponadto w filmie znalazło się niepublikowane wcześniej nagranie z szefem Kancelarii Bronisława Komorowskiego, który potwierdza, że to on zdecydował o przeniesieniu Krzyża, i zaraz zapewnia, że „nie ma nic wspólnego z Platformą”. W pokazie uczestniczyli m.in. twórcy filmu Ewa Stankiewicz i Jan Pospieszalski, obrońcy Krzyża Pamięci, redaktor Tomasz Sakiewicz z żoną, Antoni Macierewicz, współautorka filmu „Mgła” Joanna Lichocka.
Marek Nowakowski
I tak zacząłem się tułać, u kumplów spałem, trochę w budach na Kercelaku, na dworcu też. W tym czasie w naszej dzielnicy Tasiemka grasował taki znany kozak. Bramy za mordę trzymał, złodzieje, handlarze, rzemieślnicy płacili mu normalny podatek. I policja też dobrze żyła z Tasiemką, z niego w ogóle panisko, tylko w knajpie siedział, lepszą gorzałkę ciągnął, ubrany jak lord, w knajpie oddzielną salę zajmował. Żyd do niego, wielce wielmożny panie Tasiemka, i coraz jego żuliki z meldunkiem i forsą przychodzili, a to od psich handlarzy z Wołówki, a to od rzeźników, a Tasiemka tylko liczył. On miał w urzędach wielkie fory, podobno legionista, i Dziadek do niego słabość miał, a mój starszy brat Janek urządził się przy Tasiemce, pięknie sobie żył, tylko matka płakała, że kiedyś go zarżną... Ale...
Maciej Parowski
U Komasy jest podobny wirtualny świat. Też nie dokucza nam jego umowny kształt – nie z powodu wyjątkowego wdzięku, ale dlatego, że pod postaciami heroin, rycerzy, paziów, podrasowanych potworków kryją się zranione dusze. W tytułowej celi, w przestrzeni ze świata fantasy, gromadzą się sadyści, manipulatorzy i poddani, rywalizujący o względy wyniosłej władczyni. Wszyscy anonimowi, choć ich głosy wibrują od bolesnych emocji. Ukryci za maskami i ciałami hybryd, doświadczają tu więzi silniejszych niż w rzeczywistym świecie. Oto jeden z nich – Dominik (Gierszał), synalek wysoko postawionych rodziców, nieznośny jak oni i jak całe pokolenie emo. Ma dziewczynę, ojca na ministerialnym stanowisku, matkę dyktatorkę mody, osobistego kierowcę, dobrą szkołę, z „Hamletem” przerabianym na lekcji i judo...
Tomasz Terlikowski
Przez Jezusa do Kościoła Obraz Jezusa Chrystusa, jaki otrzymujemy w tej publikacji, przekłada się jednak również na obraz Kościoła. Benedykt XVI, analizując nauczanie czy postawę Chrystusa, pokazuje również, kim powinni być chrześcijanie (w końcu naszym celem jest naśladowanie Zbawiciela) i jak powinien działać i wyglądać Kościół. Mocno brzmią ostrzeżenia przed próbami upolitycznienia (przez którąkolwiek ze stron) ewangelicznego przekazu. Nauczanie Jezusa Chrystusa nie jest wezwaniem do rewolucji, a Jego Królestwo nie jest z tego świata – przypomina bardzo jednoznacznie papież. Ale największe wrażenie robią rozważania nad postawą św. Piotra. Benedykt XVI pokazuje, że pierwszy papież ulegał – jeszcze za życia Chrystusa – mocnej pokusie odrzucenia krzyża i interpretowania posługi...
Marcin Wolski
„Hamlet w stanie spoczynku” jest opowieścią o Skolimowie. Gabriel Michalik, pochodzący z rodziny aktorskiej, emocjonalnie związany jest z tym miejscem. Autor podjął trud opracowania ponadstuletniej historii przedsięwzięcia, które po trzech dekadach przymiarek urzeczywistniło się w latach dwudziestych dzięki ofiarności rodziny Premierów i Mikulskich oraz niezmordowanemu animatorowi Antoniemu Bednarczykowi. Autor snuje gawędy o pensjonariuszach, opiekunach, sprzętach, nie tając wzruszenia. Opowiada więc o lasce Ewy Kuniny, szefowej Komisji Skolimowskiej w latach pięćdziesiątych, która odegrała u Bieruta swoisty happening, skłaniając go do dofinansowania rozbudowy Domu, i o fortepianie ofiarowanym przez Stefana Martykę, niesławnej pamięci spikera „Fali 49”. We wspomnieniach przewija się...
Środowisko „Glaukopisu” Tytuł recenzowanej książki wskazuje, że jest ona naukową polemiką z nagłośnioną w ostatnich miesiącach przez liberalno-lewicowe media publikacją małżeństwa mieszkającego na stałe w USA: socjologa Jana T. Grossa oraz filologa Ireny Grudzińskiej-Gross. W istocie jednak tylko część tekstów zawartych w „Złotych sercach” odnosi się czy polemizuje bezpośrednio z rewelacjami Jana Grossa, zarzucającymi po raz kolejny Polakom współudział w Holokauście oraz w rabunku i profanacji zwłok zgładzonych Żydów. Autorzy książki jakkolwiek byli zainspirowani tekstem Grossów, to jednak postanowili potraktować problem relacji polsko-żydowskich w XX w. tyleż ambitnie, co i w szerokim kontekście jego złożoności oraz wielobarwności. W efekcie zaprezentowali polskiemu czytelnikowi...
Marcin Wolski
W końcu, właśnie dzięki działaniom rozmaitych pięknoduchów z gałązką oliwną w dziobku, USA zostały zaskoczone i upokorzone przez bojowców z Al-Kaidy. Być może książka trafiła na rynek na fali obamizmu – kolejnego naiwniactwa, opierającego się na przekonaniu, że można odgrywać rolę supermocarstwa, zachowując duszę hippisa. Rezygnując z siły, a niekiedy ze skrupułów. Sam laureat Pokojowej Nagrody Nobla odchodzi dziś od swych iluzji. Więźniowie w Guantanamo zostają, a polityka rozwiązywania konfliktów za pomocą lotniskowców może lada dzień okazać się niezastąpiona. Coś takiego chyba przewidywał i Forsyth. Autor najnowszej „Kobry” sięga po nierozwiązywalny, wydawać by się mogło, problem, a mianowicie walkę Ameryki z zalewającymi ją narkotykami. Początek jest idealistyczny i...
Maciej Parowski
Jedno, co potrafi Ward/Wahlberg, to stanąć na ringu i przyjmować uderzenia, aż przeciwnik się zmęczy, by w drugiej połowie walki, sam rozbity, mógł rozstrzygnąć starcie paroma ciosami. Za taką rolę nie ma Oscara – życie jest niesprawiedliwe – przypadnie on odtwórcom blagierów, wydrwigroszy, niebieskich ptaków. Na szczęście szkicowana mapa emocji wygląda w życiu i na ekranie bardziej zawile. Między młodszym Mickim a Dickym istnieją niekłamane więzi. Ten starszy był kiedyś wzorem, młodszy uczył się odeń życia i boksu. A Dicky miał zadatki na dobrego zawodnika, powalił Raya Sugar Leonarda. Do dziś, mimo że siedział w więzieniu i na krótko pociągnął tam za sobą Mickeya, Dicky może bratu coś podpowiedzieć, coś dać. No i sam przy okazji wyjść na prostą. Na ekranie trochę bezwolny, trochę...
Marek Nowakowski
Gęsta jucha, coś w tym było, bo przecież tak gładko udawała mu się kanada, nigdy nawet nie drasnęła go kulka bahnschutza. A zachowywał się tak wyzywająco. To właśnie on postraszył w uliczce pod cegielnią aspiranta policji granatowej, psa na kiciarzy. Postraszył spluwą, skarcił za gorliwość, aspirant klęczał i błagał o życie; Najstarszy przegnał go kopniakiem. Długo o tym rozprawiano, co strachliwsi policjanci kłaniali mu się z uniżeniem. Skończyła się wojna. Przy szczęśliwickiej wagonowni powieszono konfidenta, na parowozach powiewały biało-czerwone chorągiewki, kaliskimi innymi torami nadal przejeżdżały transporty, teraz radzieckie i polskie z okupowanych Niemiec. Najstarszy nie wycofał się z kolejowej roboty, idą transporty, mówił, trzeba je pruć. Ryzyko teraz dużo większe, milicja i...
Marek Klecel
Mimo ujawnienia tajemnic Iwaszkiewicza w dwóch już wydanych tomach „Dzienników” (wyd. Czytelnik, 2010 r.; o tomie pierwszym pisaliśmy w „GP” nr 44/2008 pt. „Nowy Iwaszkiewicz”), nie uzyskał on spodziewanej dziś pozycji, nie znalazł się na sztandarach i trybunach manifestacji, które chcą przynieść światu nowe słowo, entuzjazm wiecznej nowości. Okazuje się jednak za mało awangardowy. Nawet jako biseksualista był, jak wynika z „Dziennika”, zbyt konserwatywny i wstrzemięźliwy, by znaleźć się na owych sztandarach. Lewicowość w stylu sowieckim z trudem znosił, nie był też piewcą wszelkiej lewicowości, jaka dziś panuje, chciał przede wszystkim pozostać apolitycznym artystą, a i europeizm jego był zbyt tradycyjny i staroświecki jak na dzisiejszą Europę, porwaną na rogi przez unijnego Minotaura...
Marek Nowakowski
Wkrótce oddział Mizerykordii powiększył się znacznie, stał się kompanią, a on dowódcą tej kompanii. Sprawny, wypróbowany w podziemnej wojnie oddział z dowódcą brawurowym, junackim i równocześnie rozważnym, przebiegłym, nietrwoniącym krwi i odwagi niepotrzebnie. Brał udział Mizerykordia w wielu wspólnych akcjach z partyzantami innych orientacji politycznych. W tych lesistych stronach, sprzyjających guerrilli, działało kilka konspiracyjnych grup, nękających zaciekle okupanta. Orientacje i poglądy w wojennym życiu Mizerykordii nie liczyły się wcale. Wiedział tylko jedno: należy walczyć z wrogiem – i to było jego wyłącznym celem. Radziecki partyzant, również słynny w tamtych stronach wojak, brodaty major, podarował Mizerykordii nagan z ozdobnie inkrustowanym napisem: „Druhowi...
Marek Klecel
W malarstwie Lebensteina dominowała wtedy seria „figur osiowych”, wyrażających niejako kwintesencję postaci ludzkiej, co było powrotem do niej zarówno po okresie poszukiwań formalnych w sztuce, po różnego rodzaju malarstwie niefiguratywnym, abstrakcyjnym, jak i po natrętnej, propagandowej i ideologicznej polityce „socrealizmu”. Artysta wydobywał się z komunistycznego getta, jakie zapanowało w całej Europie Wschodniej, ale i próbował z czasem oderwać się od kanonów sztuki zachodniej. Szukał swojego miejsca zarówno w życiu, jak i w sztuce, także w historii, w swej tragicznej epoce, w której, jak się okazało, był głęboko zanurzony. Nieznane karty z życiorysu artysty Znane jest malarstwo Lebensteina, ale zupełnie nieznana jego biografia. A była ona na początku, w dzieciństwie artysty,...
Autorów książki interesują liczne problemy – od cenzury w mediach po ekspansję nowych ideologii, zastępujących marksizm – neogandyzm czy ekologizm. Sporo miejsca poświęcają współczesnemu relatywizmowi, który z jednej strony eliminuje karę śmierci i w ogóle podważa sens kary za przestępstwo, z drugiej dopuszcza aborcję i eutanazję wobec bezbronnych, których „obóz postępu” mieni się rzecznikiem. Autorzy nie unikają angażowania się w bieżące polemiki – nie brak w pracy wypowiedzi w sprawach Jedwabnego i całej działalności publicystycznej Jana Grossa, problemów lustracji i roli Instytutu Pamięci Narodowej, wreszcie swoistego rozdroża, na jakim stanęła Unia Europejska. Zastanawiająco często tezy autorów, choć poparte naukowymi wzorami, są zbieżne z opiniami szarego człowieka, powszechnymi,...
Maciej Parowski
Reżyser „Czarnego Łabędzia” przewrotnie wykorzystał to ograniczone emploi. Portman jest tu Niną, nowojorską baleriną, pozostającą pod kuratelą matki, ekstancerki (Hershey). Nina, idealna w roli Białej Królowej w „Jeziorze łabędzim” Czajkowskiego, nie może z siebie wykrzesać niezbędnego mroku, zła, wyuzdania, by wcielić się w „Czarnego Łabędzia”. Reżyser ją zwodzi, na drodze Niny staje lepsza kandydatka i rywalka (Kunis), na drugim planie widać idącą na dno byłą primabalerinę (Ryder). Nina poddawana jest sprzecznym emocjom i naciskom – marzy o obu rolach, niby je otrzymuje, ale boi się, że nie uniesie ich ciężaru. Reżyser próbuje nakłonić ją do rozwiązłości, wyzwalającej artystyczną doskonałość. Matka niby dopinguje, ale mnoży przeszkody. Nina pragnie się schować w dziecinnym pokoju,...
Elżbieta Królikowska-Avis
Noc wielu niespodzianek Kiedy dziś ogląda się ceremonię wręczania Oscarów – 35-metrowy czerwony dywan, paradną salę widowiskową Kodak Theatre w Hollywood, kreacje wypożyczone na tę noc od światowej sławy designerów – nietrudno zapomnieć, jak skromna była pierwsza edycja nagrody: cztery kategorie, 5 dolarów za bilet, czas trwania – 15 minut. W tej chwili nagrody przyznaje się w 24 kategoriach, a cała impreza ciągnie się godzinami, przedłużana jeszcze podziękowaniami laureatów „dla cierpliwych rodziców, zawsze wierzącej we mnie babci, mojej pięknej żony i najwspanialszych dzieci świata”. Hollywood znane jest ze swoich lewicowych skłonności, ze słabości do politycznej poprawności, i bywają sezony, kiedy ta tendencja jest niezwykle widoczna. Ale w tym roku – co za niespodzianka! –...
Maciej Pawlak
Z natury optymistka Na scenie perfekcjonistka, obdarzona nadzwyczajnym talentem komediowym. Prywatnie osoba skromna, opiekująca się wiele lat sparaliżowanym mężem, aż do jego śmierci w latach 90. Sama nie mając dzieci, opiekowała się finansowo domami dziecka. Była przy tym osobą głęboko religijną, stałą słuchaczką Radia Maryja. W wywiadzie dla „Naszego Dziennika” sprzed ośmiu lat mówiła: „Radio Maryja daje mi bardzo dużo, szczególnie jeśli chodzi o modlitwę. Często rano wysłuchuję mszy św., poznaję Ewangelię na dany dzień. Dzięki temu radiu pogłębiam swoją wiarę”. W tym samym wywiadzie swoją postawę życiową określała następująco: „Z natury jestem optymistką, mam w sobie dużo radości. (…) Staram się (…) nie wynosić nad innych i nie mądrzyć, po prostu mam dobrze wykonywać to, co do mnie...
Marcin Wolski
Wyjątkowość „TP” opierała się na zasadzie „wśród ślepych jednooki królem”. W zmonopolizowanej rzeczywistości medialnej PRL pismo bezpartyjne, oddające komunistycznej władzy tylko część rytualnych ukłonów, było heroicznym ewenementem. Sam je prenumerowałem, choć głównie dla felietonów Kisiela i Piotra Wierzbickiego oraz „obrazu tygodnia” – jedynych zbliżonych do prawdy wiadomości na wschód od Łaby. Inna sprawa, że jak słusznie zauważa Graczyk, można mówić właściwie o trzech tygodnikach połączonych osobą Jerzego Turowicza: – periodyku katolików realistów, szukających modus vivendi z komunistyczną władzą, którego egzystencja została przerwana w 1953 r. zawieszeniem, a następnie oddaniem w ręce PAX-u; – organie grupy politycznej ZNAK-u, która po 1956 r. godzi się na rolę koncesjonowanej...
Antoni Zambrowski
Zwiastunem całego przedsięwzięcia jest inny piękny album ze zdjęciami Adama Bujaka zatytułowany „Europa krzyżem bogata. Od Golgoty do Strasburga”. Prezentuje on fotografie obiektów sakralnych, głównie krzyży, ale również obrazów Męki Pańskiej oraz kościołów – jak ujęto to w tytule – od Golgoty aż po Strasburg. Są w nim zdjęcia wykonane w całej Europie, od Grenady poczynając i na Wyspach Sołowieckich w północnej Rosji kończąc. Obok obiektów zagranicznych w albumie umieszczono mnóstwo zdjęć dokumentujących tysiącletnie dzieje chrześcijaństwa na ziemiach polskich. Zdjęcia uzupełnia bogaty w treść teologiczną i historyczną obszerny esej pióra ks. kardynała prof. Stanisława Nagyego pt. „Potęga krzyża”. Omawia on różne aspekty historii kultu krzyża, dzięki Męce Zbawiciela przemienionego z...
Status quo Krzyk błaznów zagłusza chóry ptaków i głosy niezłomnych, gdyż ciemność uznano za światło i kaci szydzą ze swych ofiar a jutrzenka umarła w połogu, w toastach fałszerzy, w półmiskach okrągłego stołu, w bruderszaftach z Herodem. Ogrody zarastają perzem i chwastami jak dzikie pola, mgłą okryto nowe zbrodnie – a mumie w epoletach, starcy w tych samych splamionych mundurach – nietykalni jak święci – pilnują klatki z orłem.
Marek Nowakowski
– Dziś nie ma ruchu... – orzekł właściciel interesu. – Dzień bez-imieninowy, niech pan, panie Benku, od razu podskoczy do niego... Ten siwiutki i schludny staruszek lubił swego pomocnika. Miał przecież z niego pociechę. Z Benka fachman był nie byle jaki. Jak to sam mówił: „Jeśli chodzi o bukiety, to tylko ja i jedna z Mokotowskiej, a tak nie ma od nas lepszych w te klocki”. Szczera to prawda. Złote do kwiaciarstwa ręce. A spokój miał Benek ze sobą już od roku. Nic go nie prześladowało i żadnych złych wspomnień. Teraz obejrzał się w lusterku, przygładził czarne, sterczące jak szczotka włosy i poszedł pod wskazany adres. – Fartu życzę! – rzucił za nim szef. – Co ma nie być... – odparł Benek. Po drodze kupił jeszcze lepsze papierosy, „Carmeny”. Niech...
Istotnie, Angus to porte-parole autora, który opowiada o swoich podróżach oraz snuje historyczne komentarze, rozpoczynając od Fenicjan odważnie porównanych do mieszkańców Wielkiego Księstwa Litewskiego. Autor jednak zupełnie słusznie ogranicza to porównanie do tych litewskich duchów, które żyją dziś na emigracji, rozproszone na różnych kontynentach. I to już jest oryginalne, natomiast paralele między fenickimi kupcami a litewskimi kunigasami, dla których łupienie obcych ziem było głównym zajęciem, wydają się raczej ryzykowne. Paląc też polskie miasta, Litwini uprowadzali w dorzecze Niemna polskie rodziny, osiedlając je tam dla uprawy roli. Sami woleli pustoszyć cudze tereny, a o rozmiarach ich procederu świadczy najlepiej to, że z okazji ślubu królewicza Kazimierza z Aldoną (w 1325 r.)...
Maciej Parowski
W latach 70. pozyskiwało się tę wiedzę od mieszkańców. Samo miasto było odnowione, ślady zatarte, rodziny ofiar spacyfikowane. Gdańsk stał się stolicą Filmu Polskiego, kręciły się doroczne festiwale w Sopocie. Dopiero w 1980 r. odsłonięto pomniki w Gdańsku i Gdyni, prawda „o wypadkach” rozlała się na Polskę, a jej okruchy przebiły na ekran w „Człowieku z żelaza”. Rok później był stan wojenny. Poruszający film Krauzego wydobywa tamte wydarzenia z niepamięci. Oglądamy Gdańsk, Gdynię, tragiczną masakrę na stacji kolejki. Film skupia się na losach rodziny 34-latka, Brunona Drywy, pierwszego z listy ofiar tytułowego „czarnego czwartku”. Wracają szare klimaty „małej stabilizacji”, skromnych pragnień i możliwości. Losy rodziny marzącej o mieszkaniu, zakupie mebli, może taksówki, zderzają się...

Pages