Kultura

Status quo Krzyk błaznów zagłusza chóry ptaków i głosy niezłomnych, gdyż ciemność uznano za światło i kaci szydzą ze swych ofiar a jutrzenka umarła w połogu, w toastach fałszerzy, w półmiskach okrągłego stołu, w bruderszaftach z Herodem. Ogrody zarastają perzem i chwastami jak dzikie pola, mgłą okryto nowe zbrodnie – a mumie w epoletach, starcy w tych samych splamionych mundurach – nietykalni jak święci – pilnują klatki z orłem.
Marek Nowakowski
– Dziś nie ma ruchu... – orzekł właściciel interesu. – Dzień bez-imieninowy, niech pan, panie Benku, od razu podskoczy do niego... Ten siwiutki i schludny staruszek lubił swego pomocnika. Miał przecież z niego pociechę. Z Benka fachman był nie byle jaki. Jak to sam mówił: „Jeśli chodzi o bukiety, to tylko ja i jedna z Mokotowskiej, a tak nie ma od nas lepszych w te klocki”. Szczera to prawda. Złote do kwiaciarstwa ręce. A spokój miał Benek ze sobą już od roku. Nic go nie prześladowało i żadnych złych wspomnień. Teraz obejrzał się w lusterku, przygładził czarne, sterczące jak szczotka włosy i poszedł pod wskazany adres. – Fartu życzę! – rzucił za nim szef. – Co ma nie być... – odparł Benek. Po drodze kupił jeszcze lepsze papierosy, „Carmeny”. Niech...
Istotnie, Angus to porte-parole autora, który opowiada o swoich podróżach oraz snuje historyczne komentarze, rozpoczynając od Fenicjan odważnie porównanych do mieszkańców Wielkiego Księstwa Litewskiego. Autor jednak zupełnie słusznie ogranicza to porównanie do tych litewskich duchów, które żyją dziś na emigracji, rozproszone na różnych kontynentach. I to już jest oryginalne, natomiast paralele między fenickimi kupcami a litewskimi kunigasami, dla których łupienie obcych ziem było głównym zajęciem, wydają się raczej ryzykowne. Paląc też polskie miasta, Litwini uprowadzali w dorzecze Niemna polskie rodziny, osiedlając je tam dla uprawy roli. Sami woleli pustoszyć cudze tereny, a o rozmiarach ich procederu świadczy najlepiej to, że z okazji ślubu królewicza Kazimierza z Aldoną (w 1325 r.)...
Maciej Parowski
W latach 70. pozyskiwało się tę wiedzę od mieszkańców. Samo miasto było odnowione, ślady zatarte, rodziny ofiar spacyfikowane. Gdańsk stał się stolicą Filmu Polskiego, kręciły się doroczne festiwale w Sopocie. Dopiero w 1980 r. odsłonięto pomniki w Gdańsku i Gdyni, prawda „o wypadkach” rozlała się na Polskę, a jej okruchy przebiły na ekran w „Człowieku z żelaza”. Rok później był stan wojenny. Poruszający film Krauzego wydobywa tamte wydarzenia z niepamięci. Oglądamy Gdańsk, Gdynię, tragiczną masakrę na stacji kolejki. Film skupia się na losach rodziny 34-latka, Brunona Drywy, pierwszego z listy ofiar tytułowego „czarnego czwartku”. Wracają szare klimaty „małej stabilizacji”, skromnych pragnień i możliwości. Losy rodziny marzącej o mieszkaniu, zakupie mebli, może taksówki, zderzają się...
W malarstwie największą sympatię Nowosielski czuł do sztuki bizantyjskiej. Wyznawał prawosławie, którego tradycja była w nim głęboko zakorzeniona. Łącząc tradycyjne malarstwo ikonowe (w jego pracach pełno jest charakterystycznych wydłużonych sylwetek o linearnym, płaskim modelunku, typowym dla sztuki ortodoksji) ze sztuką współczesną, nadał obydwu nurtom nową wymowę. Cerkiewka za darmo Wśród wszystkich realizacji artysty zwraca uwagę kościół Opatrzności Bożej w podwarszawskiej Wesołej. Budowla wraz z wystrojem wnętrza, a właściwie dzięki niemu, została w 2004 r. wpisana do rejestru zabytków. W ten sposób powstałe w latach 1976–1979 dzieła sztuki sakralnej stały się najmłodszymi zabytkami w Polsce. Kościół ufundował przed wojną Emanuel Bułhak, który chciał, aby...
Codzienna wędrówka po chleb i woreczek mleka, a potem jeszcze raz z wiaderkiem śmieci do blaszanego kubła. Raz na tydzień po ziemniaki i mięso. W lecie, kiedy słońce dotyka ziemi, pan Bogdan w sklepie na osiedlu kupuje kilka gum do żucia i kolorowe naklejki, żeby rozdać je dzieciom, które przekomarzając się i kłócąc pokazują mu język.
Maciej Parowski
Żywiołem braci Coen jest ironia, sarkazm. Mistrzowsko ukazują ludzką marność i przekorę losu. Ale ich zapisy upadku to zarazem kino piękne i dające do myślenia. Choć akurat ze światem westernu w „Męstwie…” obeszli się bracia łagodnie. Mamy tu, owszem, pazernych faktorów, łapaczy ludzi dla nagród, mamy skazanych przestępców, którzy wygłaszają, nim zawisną, swoje przestępcze credo. Jest prymitywny morderca (Brolin), który zabił dobroczyńcę, a potem żeby „poprawić swoją pozycję”, bo „nic mu się nie udaje” – gotów jest zabić jego córkę. Są Indianie handlujący zwłokami, bo można z nich uzyskać wiele rzeczy. Są bandyci, którzy mają swój honor. Oglądamy wreszcie dwu prawdziwych rycerzy prerii – szeryfa Cogburna i strażnika Teksasu – LaBoeuf’a (Damon). Ci, blefując, oszczędzając siebie, targując...
Marcin Kuberka
Rano na stropie hallu szkoły można było jeszcze podziwiać logo telewizji Trwam przerobione na TV Wamp. Kartka wisząca w uczelnianej gablocie wzywa do zabrania zeszłorocznej pracy pod groźbą utylizacji. Czytamy, że logo spadło wraz z przyklejonym bananem z podwieszonej planszy pt. „Mieć czy nie mieć”. Opis kończy zdanie: „Logo przetrwało, banan nie”. Po godz. 10 okazało się, że logo wiszące w szkole od roku zostało zdjęte, by zrobić miejsce na nową ekspozycję. Wśród leżących na posadzce prac przechadzali się studenci, a asystent Woźniak fotografował prace i wpisywał oceny do indeksu. Natomiast prof. Banachowicz nadzorował wieszanie eksponatów. Na drabinie jeden ze studentów w czapce bejsbolówce odwróconej daszkiem do tyłu wieszał obraz z wizerunkiem o. Rydzyka za kratą i Papieża-Szatana...
Bocian z pierwszej klasy technikum W 1954 r., zamknięty przez pół roku w izolatce, Janusz Horodniczy spacerował od ściany do ściany, próbując zająć myśli marzeniami o przyszłym życiu. Przebywał wówczas w więzieniu w Rawiczu, w Białym Pawilonie. W tysiącach scenariuszy, tworzonych w ciągu samotnych godzin, nie przewidział chyba tylko jednego: aktorstwa. Janusz Horodniczy jest estradowcem i autorem filmów dokumentalnych. Prowadził audycje radiowe i telewizyjne. Jak się okazało, potrafi być także pisarzem. „Młodsi od swoich wyroków” to pierwsza część planowanej trylogii. Napisana wartko, zarazem z poczuciem humoru, jak i z żalem – za zmarnowanymi latami. Książka zaczyna się wspomnieniem dziecięcych lat spędzonych w Wilnie, jeszcze przed 1939 r. Po wybuchu wojny jego rodzinę przymusowo...
Marcin Wolski
„Historia Szpiegostwa i Agentury” Terry Crowdy jest opracowaniem popularnym, z konieczności zajmującym się głównie sensacyjnymi wątkami i postaciami szpiegów. Temat, choć fascynujący, nie jest łatwy – otacza go atmosfera tajności i dwuznaczności moralnej. W zależności od tego, która strona go ocenia, szpieg jest bohaterem lub zdrajcą. W dodatku rzecz komplikują motywy – większość agentów działa za pieniądze. Jak jednak kwalifikować tych, którzy działają z pobudek ideowych? Co począć ze szpiegami mniemanymi, wrobionymi w intrygę, mającą na celu wyeliminowanie politycznego przeciwnika, jak rzekomy spisek przeciwko królowej Elżbiecie, który zaprowadził na szafot Marię Stuart? Wśród galerii bohaterów widzimy postacie znane z innych ról, jak Casanova czy kawaler d' Eon – transwestyta, szpieg...
Bohdan Urbankowski
Poeta Kurylak Józef wyrażał się odważnie, miejscami aż prowokująco – ale nie wiedział, do kogo się wyraża. W Empiku najczęściej spotykał się z dwiema wielbicielkami i jednym wielbicielem, i to dzięki nim wiemy co nieco o jego poglądach. Zacznijmy od wielbicielek. „Wiktoria”, „Laura”, cień „Andrzeja” TW „Wiktoria” w donosie z 13 października 1975 r. uszczegółowiła, że poeta Kurylak jest członkiem Klubu Młodych Pisarzy Zniesienie. „W prowadzonych dyskusjach w sposób negatywny krytykuje podejmowane decyzje władz politycznych” – pisała. „Wiktoria” odnotowała także, iż „są wypowiedzi”, że „w Warszawie został spalony napalmem most, a taki napalm ma armia radziecka, nie polska”. W jednym z następnych donosów „Wiktoria” zapodała, iż Kurylak „wśród swoich znajomych podwyższonym głosem...
Marcin Wolski
Migalski nie wierzy w fatalizm ani w nieuchronność zdarzeń, co więcej uzasadnia, że zdarzenia w Polsce w ostatnim pięcioleciu nie toczyły się wedle planu nakreślonego wewnątrz Polski czy zgoła na zewnątrz. Odrobinę inne wyniki wyborów w 2005 r., np. prezydentura Tuska, i mielibyśmy zarówno PO-PiS, jak i IV Rzeczpospolitą. To, co było traumą przegranej, w połączeniu z konfliktem charakterów głównych przywódców, wprowadziło politykę polską na równię pochyłą, po której stacza się do dziś. Odrzucenie IV i przekształcenie się PO w obrońcę III RP i grup zainteresowanych jej trwaniem nie było wynikiem strategii, lecz taktyki. Bilans rządów Kaczyńskiego, choć traktowanych krytycznie, wypada niesłychanie korzystnie. Realizowały pierwszy i jedyny śmiały projekt rekonstrukcyjny w naszym kraju....
Maciej Parowski
Ale zrazu na pierwszym planie pozostaje wypadek. Tożsamość ofiary, bo potrącony mężczyzna umiera. Losy jego psa. Mamy tu też kwestię odpowiedzialności czy kary – formalnej i wewnętrznej, jaką człowiek wymierza sam sobie. Właściciel warsztatu samochodowego (Rogalski) i policjant filozof (Michałowski) pomogą Michałowi pokonać te przeszkody. Potem, przyjmując odpowiedzialność za śmierć człowieka, organizując mu pogrzeb, Michał, nie wiedzieć kiedy i jak, wkracza w krąg swoich bolesnych zaszłości. Dociera do syna zmarłego i w jego konflikcie z ojcem rozpoznaje własne uwikłanie. Gdyby nie kraksa, może w ogóle nie zobaczyłby własnego ojca, a tak odwiedza go wielokrotnie. Obaj dostają szansę – najpierw by się choć trochę zrozumieć, a potem może nawet pojednać. Zbyszek też zjawia się na...
Marcin Kuberka
Tama dla plotek i paszkwili To bardzo dobrze, że niezmordowany Andrzej Wajda nakręci „My, naród polski”, opowieść o Lechu Wałęsie, zarejestrowanym przez SB jako TW „Bolek” Wałęsie. Jeszcze lepiej, że scenariusz napisze wspólnie z Januszem Głowackim. Po ubiegłorocznej awanturze, mającej miejsce w odrestaurowanej sali BHP i spontanicznie zaplanowanym występie nowej ikony „Solidarności” – Henryki Krzywonos, „My naród …” postawi tamę nieuzgodnionym wystąpieniom, podważającym oficjalną narrację. Raz na zawsze będzie wiadomo, jak naprawdę było, kto był na strajku i co mówił lub doradzał, kto nie dojechał, a kto się wystraszył. Już same okoliczności i miejsce ogłoszenia przez Mistrza Andrzeja tej radosnej i doniosłej dla świata polityki i filmu nowiny były wyjątkowe. Odbyło się to w...
Piotr Gontarczyk
Brak naukowej kwerendy Od badacza podejmującego problematykę wywiadu PRL należało oczekiwać rzetelnego zapoznania się z dokumentami wytworzonymi przez tę służbę, dostępnymi w IPN. Jednak autor przeczytał śladową ilość teczek wywiadu, nie mówiąc już o innych zbiorach archiwalnych, np. centrali MSW. Dwa najważniejsze spisy archiwalne oznaczone numerami 0449 i 02011 nie zostały tu nawet dotknięte. A przecież w nich znajduje się wiele najważniejszych dokumentów wywiadu. Z przypisów nie wynika, by Siemiątkowski czytał akta choćby jednej sprawy operacyjnej wywiadu PRL czy analizował któryś z istotnych kierunków operacyjnych, na jakich działała ta instytucja. Siłą rzeczy jego wiedza na ten temat jest prawie żadna. W książce można znaleźć informacje o „wydziale natowskim”...
Zapewne taka deklaracja po stronie palikotyzmu mniej powinna dziwić osoby, które widziały spektakl Teatru Ósmego Dnia zatytułowany „Paranoicy i pszczelarze” (premiera w grudniu 2009 r.). Rozszyfrujmy na początku metaforykę tytułu: paranoicy to Polacy – mówiąc słowami Marii Janion, do której nawiązują twórcy spektaklu – „z pozostałościami odziedziczonej po mesjanizmie megalomanii narodowej”. To ci, którzy odwołują się do tradycji konserwatywnej, patriotycznej, chrześcijańskiej. A pszczelarze – to ci, którzy po prostu pracują, często ciężko i za małe pieniądze, a przy okazji „zrazili się” do tego strasznego Kościoła katolickiego. Ale cóż z tego – są sympatyczni, ich los nas porusza. Spektakl pod względem teatralnym, inscenizacyjnym został zrobiony bardzo sprawnie – członkowie Teatru...
Marcin Wolski
Jednak nie tylko o zmagania z urzędami przy zmieniających się koniunkturach tu chodzi. Książka Kijowskiego to opis ludzi, instytucji i wydarzeń, których trudno byłoby szukać gdzie indziej. To wnikliwe próby zrozumienia zjawisk społecznych, które nas dotknęły, a w szczególnym stopniu stały się udziałem polskiej inteligencji, wybitej, rozproszonej i zastąpionej przez klasę „wykształciuchów”, zdominowaną przez – jak określa to autor – Gminę. Można powiedzieć, że w równym stopniu, w jakim jego ojciec Andrzej Kijowski (nazywany tu Seniorem) był krytykiem szczerym do bólu w ocenie dzieł innych twórców (po ukazaniu się „Złego” napisał: „Leopold Tyrmand jest wielkim pisarzem. Dla gówniarzy!”), tak jego syn jest weredykiem wobec ludzi mu współczesnych. Pisze prawdę zarówno o przyjaciołach, jak...
Bohdan Urbankowski
Citius – Altius – Fortius, czyli o ideałach Świat antycznego sportu jawi się nam do dzisiaj jako świat doskonałości fizycznej i duchowej (na olimpiadach nagradzano również poezję!), ale także jako świat sprawiedliwości. Sprawiedliwości obiektywnej, mierzalnej. Laur otrzymywali ci, którzy naprawdę pobiegli szybciej, czy rzucili dalej dyskiem. Sport był szkołą demokracji ateńskiej, rozwijał takie cechy charakteru jak: uczciwość, wytrwałość, lojalność i sprawiedliwość. Uczył życia według zasady, dla której nazwę znaleziono po ponad dwóch tysiącach lat: fair play. Czysta gra. W 393 r. Teodozjusz Wielki wydał zakaz organizowania olimpiad ze względu na ich „pogański charakter”. Był to ten sam cesarz, który podzielił Cesarstwo na Wschodnie i Zachodnie, uznał chrześcijaństwo za religię...
Magdalena Michalska
Propagandowe wyroki Natychmiast więc pojawiło się pytanie, jak dokuczyć Sowietom. Trzeba pamiętać, że osoby, które je sobie zadawały, znajdowały się w tym trudnym okresie, kiedy człowiek nie jest jeszcze dorosły i nie jest już dzieckiem. Większość „Jaworzniaków” w chwili wybuchu wojny miała 5–6 lat, okupację przeżyli w sposób świadomy, starsi z nich brali udział w Powstaniu Warszawskim. To doświadczenie sprawiło, że byli nad wiek dojrzali, zdawali sobie sprawę z sytuacji politycznej kraju. Horodniczy, kiedy zakładał wraz z dwoma kolegami organizację nazwaną „Proletariatem”, miał zaledwie 15 lat. Wychowany na lekturach m.in. „Kamieni na szaniec”, dumny z tego, że jego brat został ranny podczas zdobywania Wilna, zdawał sobie sprawę, że o takie wartości jak wiara czy patriotyzm trzeba...
Rafał Kotomski
Szok i oburzenie. To najbardziej pożądane reakcje na wystawy urządzane w poznańskiej galerii Abnormals. Nie zawsze się udaje, bo prowokatorzy pokazują często prace, o których nie warto nawet dyskutować. Z niemiecką artystką Iris Schieferstein stało się inaczej. Przedstawiając instalację „Polskie serce”, 45-letnia Niemka niby nie zrobiła niczego nowego. Bo wszystko już było: ciemnoskóry Chrystus na krzyżu i Jan Paweł II przygnieciony olbrzymim kamieniem, krucyfiks zanurzony w przezroczystym nocniku pełnym cieczy przypominającej mocz i spreparowane ludzkie zwłoki na wystawie w warszawskiej galerii handlowej Blue City. A jednak grupa osób z Poznania złożyła zawiadomienie w prokuraturze, wstrząśnięta „dziełem”, którego głównym elementem jest ludzki płód, a rzekomą inspiracją tragedia...
Marcin Wolski
Jego bohaterem, celnie nakreślonym przez Elisabeth Heresch w pracy „Sprzedana rewolucja”, jest Izrael Łazarewicz Helphand, znany bardziej pod dziennikarskim pseudonimem Aleksander Parvus, rosyjski Żyd rodem z Berezyna, będącego jednym z białoruskich sztetli, znanych choćby ze „Skrzypka na dachu”. Gimnazjum skończył w Odessie, potem studiował w Austrii i w Niemczech, wieńcząc edukację doktoratem. Imponującej postury, nienagannych manier bon vivant jest człowiekiem zamożnym. W odróżnieniu od klepiącego biedę Lenina, utrzymującego się w Szwajcarii z przysyłanej mu przez matkę emerytury, którą otrzymywała od „krwiopijcy” cara, Parvus, niczym współczesny alchemik, potrafi robić pieniądze na wszystkim, nawet na wydawaniu klasyki rosyjskiej. Wojna i rozmaite ciemne interesy zrobią z niego...
Magdalena Michalska
Lekcja patriotyzmu Impulsem do wydania płyty były dramatyczne wydarzenia 10 kwietnia ubiegłego roku – katastrofa samolotu rządowego z prezydentem na pokładzie. Mimo że żaden z utworów nie odnosi się bezpośrednio do tragicznej śmierci Lecha Kaczyńskiego, płytę można uważać za oddanie mu hołdu. Wszak śp. prezydent przez całe życie walczył o wskrzeszenie, zwłaszcza wśród młodego pokolenia, poczucia dumy z polskości i uświadomienie mu, jak ważna jest nasza historia. Ten cel przyświeca także Makowieckiemu. „Uważam, że młodemu pokoleniu trzeba przypominać wydarzenia z przeszłości. Należy je zainteresować ubiegłymi epokami, pokazać, że to może być ciekawe. W liceum miałem cudownego historyka – kiedy opowiadał, miałem wrażenie, że przede mną rozgrywa się film kostiumowy”. Tę samą magię chce...
Maciej Parowski
Film jest podróżą przez miejsca i czasy rozciągniętą na cztery dekady, retrospekcje przenikają się ze współczesnością. Zaczyna się od zabicia palestyńskiego kochanka młodziutkiej Marwan. Dokonują tego jej bracia, którzy później zabiorą jeszcze jej nieślubnego synka. W poszukiwaniu maleństwa wędrujemy z bohaterką wśród ruin Bejrutu, kryjemy się przed wzrokiem strzelca wyborowego. Forsując potem wojskowe zapory na drodze, chowamy lub wyciągamy krzyżyk na piersi w zależności od przekonań religijnych patroli. Cudem przeżywamy atak falangistów na cywilny autobus. W sekwencjach współczesnych brat i siostra szukają śladów Marwan w miejskich archiwach oraz w chrześcijańskich i muzułmańskich wioskach. Przypomniane zostaną tortury i wojskowe gwałty, jakich doświadczyła. Ale oglądamy tu też Marwan,...
Maciej Parowski
Edward (Pearce) jest przystojnym, zdobywczym mężczyzną, ale to pełen kompleksów, chorowity Jerzy (genialny Firth) okaże się podług staroświeckich kryteriów godniejszym królestwa. Potwierdzi monarszą godność, jeśli dobrze wypadnie przed mikrofonami, zdolnymi puścić w świat kompromitujące dowody jego oratorskiej słabizny. Albo poniesie klęskę, albo tchnie w naród ducha jedności i mądrej determinacji. Któż rozważny kładzie takie brzemię na barkach jąkały? Ale żyjemy w czasach przedracjonalnych, nie całkiem zniszczonych wielką wojną, wybierających zasady przeciw skuteczności. Ta przyjdzie w wyniku wielkiej koncentracji króla, pragnącego dorosnąć do swojej roli. Pomoże mu logopeda samouk, Lionel Logue (Rush), którego wojna nauczyła, że za ułomnościami ciała kryją się rany ducha. Toteż kiedy...
Marcin Wolski
Pokazuje, jak ten dzielny żołnierz, lecz zarazem wykształcony humanista, zaczynający jako jeden z panów węgierskich, dochodzi do stanowiska wojewody Siedmiogrodu, a następnie sięga po koronę najrozleglejszego po Rosji państwa europejskiego, mimo że startuje jedynie z pozycji kandydata „zapasowego”. Jego wybór okazuje się dowodem sporej mądrości braci szlacheckiej. Osiągnąwszy to, nie kontentuje się utrzymaniem władzy lub poprawianiem swojego wizerunku, choć jest jednym z pierwszych polskich władców świadomych znaczenia propagandy, jak również cenzury. Mimo wszelkich ograniczeń, jakie nakłada na niego demokracja szlachecka, potrafi nie być władcą malowanym i realizuje powzięte cele. Ciekawe, że ten znakomity wojownik nie stacza wielkich, zwycięskich bitew. Największe sukcesy – Połock i...
Marcin Wolski
Jego żywot artystyczny rozegrał się w trzech diametralnie różnych epokach. A właściwie można mówić o trzech różnych biografiach. Urodzony w roku 1900 jako Adolf Bagiński, był Dodek człowiekiem, który wszystko zawdzięczał sobie. Pochodził z nizin społecznych, nie ukończył żadnych szkół artystycznych, ale posiadał iskrę bożą, dar talentu, nieśmiertelną vis comica, którą wpierw bawił znajomych, potem bywalców kabaretu, wreszcie za pośrednictwem filmu stał się supergwiazdą. Okres początków kariery Dodka i jej rozkwit przypada na międzywojnie. Szedł od sukcesu do sukcesu. Któregokolwiek z estradowych gatunków tknął: śpiewu, tańca, skeczu, był znakomity. Będąc prosty, nie stał się prostacki. Dziewoński przytacza fragment jednej z ówczesnych recenzji: „Dymsza jest nie tylko wielkim artystą...
W takiej sytuacji miło czasami natknąć się na interesujący debiut poety, który nie należy do środowiska lansowanego na oficjalnej „liście frekwencyjnej” i „przeznaczonego do wyniesienia” (to określenia ukute przez Karola Maliszewskiego). Do takich debiutów należy zaliczyć tomik „Kamienne anioły” autorstwa młodej (rocznik 1984) poetki z Piaseczna, Katarzyny Sioćko. Autorka łączy universum z opowieścią osadzoną w realiach jej „małej ojczyzny”. Poezja to spokojna, jakby wykuta w kamieniu, epitafijna. Z jednej strony opowiada o własnym mieście – zwyczajnym, przeciętnym, o którym przewrotnie można napisać: „to miasto nie ma historii / (...) tu nie było żadnych epidemii / walk powstańczych ani kogoś / komu można postawić pomnik / otworzyć muzeum”. To oczywiście chłodna kokieteria, bo...
Jacek Lilpop
Artystyczne odkrycie Dopiero w latach 90. – 20 lat po pierwszych realizacjach Teresy Murak – dostrzegłem walor metafory i możliwości poetyckiego oddziaływania w instalacji, w zderzeniu obiektu plastycznego z działaniem parateatralnym, zainspirował mnie potencjał tkwiący w działaniach performance. A Teresa Murak, będąc jeszcze studentką ASP, w 1974 r. przeprowadziła pierwszą akcję – „Procesję”. W stroju z zieleni, owinięta kiełkującą roślinnością – rzeżuchą, przeszła ulicami Warszawy. Tego samego roku powstał „Dywan Wielkanocny”, wniesiony w procesji do kościoła w Kiełczewie, pielęgnowany wcześniej na strychu zasiew rzeżuchy, a w Szwecji rzeźba w ziemi i z ziemi, też obsiana ziarnem – „Rzeźba dla Ziemi”. Rok później Murak zrealizowała w Lublinie w galerii Labirynt „Lady’s Smack...
Maciej Parowski
Niestety w kraju szaleją terroryści, czerpiący inspirację z innych sur. Rosną nastroje rewolucyjne, mnożą się zamachy, epicentrum burzy zbliża się do klasztoru. Jako zapowiedź nieszczęścia oglądamy straszne sceny mordu zaprzyjaźnionych z zakonnikami chorwackich robotników. Braciszkowie muszą wybierać. Zostaną i narażą życie czy uciekną, zostawiając owieczki na pastwę chorób i przemocy. Ochrona żołnierzy algierskiego rządu nie wzbudziłaby zaufania. Mają oni silną wiarę, znają islam i to starczy na odparcie najścia w wigilijną noc, ale kiedyś słowa zawiodą wobec opuszczonych automatów. Polski tytuł trochę mija się z oryginałem, lecz lepiej oddaje ducha filmu. Rzecz stylizowana na tragedię grecką przekracza jej dylematy i posłanie. W filmie Beauvois nie oglądamy ludzi wydanych na...
Marcin Wolski
Dobrze, że dzieła obu tych autorów: „Głową w mur” i „Struktura kłamstwa” zostały przypomniane w „Kanonie Literatury Podziemnej” – serii, która powinna się znaleźć w bibliotece każdego polskiego inteligenta. W przypadku Kisielewskiego podtytuł „felietony zdjęte przez cenzurę” jest nieco mylący. Zadziorna twórczość pisarza nie traciła bowiem kontaktu z czytelnikiem – docierała do niego za pośrednictwem paryskiej „Kultury”, wydawnictw niezależnych – „Bratniaka”, „Krytyki”, „Zapisu”... Naturalnie te pisane z myślą o publikacji są bardziej soft, pisarz licząc, że „może się uda”, a cenzor akurat będzie mniej czujny, stosował większy kamuflaż myśli i bardziej ważył słowa. Udawało się rzadko. W PRL-u bardziej cenzurowano ludzi niż teksty. Jeden z funkcjonariuszy Głównego Urzędu mówił mi z...
Grzegorz Broński
„Nie po to używam pseudonimu, bym teraz odsłaniał »przyłbicę...«. W każdym razie, by uniknąć wiszących w powietrzu podejrzeń, gdybym chciał zasugerować związek z paulinami, to pseudonim wyglądałby H. Pietraszewicz OP. Może już II lub III tom (trylogii „Katastrofy smoleńskiej”) zdemaskuje niezwykle kontrowersyjne okoliczności powstania tomu I” – napisał „O. Henryk Pietraszewicz” w e-mailu przekazanym nam za pośrednictwem wydawnictwa Sfinks. Hit czy kit? Znane dotychczas głównie z drukowania leksykonów i słowników wydawnictwo Sfinks reklamuje książkę jako „największy hit wydawniczy 2011 roku”. „To obiektywna książka dokumentująca, apolityczna, z kalendarium wydarzeń” – czytamy na stronie internetowej. Tymczasem sam autor przyznaje, że książkę pisał bardzo krótko. Zaczął dopiero...
Maciej Parowski
Pewnie jedno i drugie. Obraz Chlodenko (wychowanki Milosa Formana) zaleca się aktorstwem, dobrym scenariuszem i doskonałą reżyserią. Zasadniczo film nie kreuje rzeczywistości, tylko ją odtwarza. Przecież właśnie wkraczają w dorosłe życie dzieci z próbówek, jednopłciowe związki też są na Zachodzie na porządku dziennym, co obrasta badaniami socjologów i obserwacją potoczną. „Wszystko w porządku” nie wchodzi z tym w kontrowersję. Jeśli nawet jest to obraz intencjonalny, mający widza do nowego przekonać, to złagodzony ironią i gotowością do ujawnienia pewnych kłopotów. W filmie ich sprawcą okaże się dawca spermy i nieoczekiwanie ważna dla dzieciaków kwestia biologicznego ojca. Oboje pragną go jednak poznać. Uruchamia to barwny dramat rodzinny, w którym protagoniści, wytrąceni z...
Marcin Wolski
Prekursorem post-polityki był zdaniem Nowaka Lao-cy, półlegendarny chiński filozof z VI w. przed Chrystusem. Nauczał on – „Władca, sprawując rządy, opróżnia serca, a napełnia brzuchy, osłabia wolę, a wzmacnia kości. Zabiega stale, aby lud niczego nie wiedział i niczego nie pożądał; ci, co wiedzą, aby nie śmieli działać. Kiedy uprawia się niedziałanie – wtedy są dobre rządy”. Jak twierdzi Nowak, wówczas do osiągnięcia ideału zabrakło istotnego środka indoktrynowania – podległych mediów. Choć starano się jakoś to zastąpić. I dlatego w III w. na rozkaz cesarza spalono wszystkie książki dotyczące historii. Różnica między tamtym chińskim modelem, a jego współczesnym naśladownictwem polega na tym, że to, na co mogło sobie pozwolić potężne mono państwo, pozbawione praktycznie silnych...
Tomasz Terlikowski
W pierwszej osobie Ale dość już o prezerwatywach, AIDS czy nauczaniu Kościoła w sprawie antykoncepcji. Oczywiście passusy na ten temat są w wywiadzie-rzece Petera Seewalda, ale po pierwsze, nie wnoszą one niczego nowego do nauczania Kościoła, a po drugie, trudno je uznać za najważniejsze czy choćby najciekawsze. O wiele bardziej istotne jest w tej książce świadectwo Benedykta XVI o tym, jak rozumie on swoje posługiwanie i mocne, wyraziste odróżnienie tego, co jest opinią papieża, a co prywatnym przekonaniem Josepha Ratzingera. Takie rozróżnienie wprowadza zresztą sam Benedykt XVI, odpowiadając na pytanie, dlaczego w pewnych sytuacjach używa – odrzuconego przez Jana Pawła II – pluralis majestatis. „W wielu sprawach nie mówię po prostu tego, co przyszło do głowy Josephowi Ratzingerowi...
Maciej Parowski
W „Dżentelmenie” oglądamy opuszczającego kryminał Urlika (Skarsgard), człowieka właściwie bez przyszłości. Reżyser nie zdradza jego historii, nie wiemy, jakich draństw Urlik się dopuścił, jakie ma szanse, zobowiązania. Co mu grozi i komu na wolności zagraża? Sytuacje, które czekają na ekswyrokowca poza murami więzienia, to w kinie zawsze barometr stanu społeczeństwa. W „Spokoju” Kieślowskiego bohater nie mógł liczyć na normalność, choć o niej marzył. Podobnie, tyle że na wesoło, było w niesłusznie przemilczanym „Tricku” Jana Hryniaka. Sympatycznym fałszerzem zajmują się tam służby i politycy, by zmuszać go do kantowania dla nich. U Molanda bierze się za Urlika niby zaprzyjaźniony, żałosny gangster Jensen (Floberg), który pod pozorem opieki skubie swoich ludzi, a jego potworna siostra...
Maciej Parowski
Los rzuca w tę scenerię dwóch samotnych, milkliwych – Młodego i Starego – Pavla (Dobrygin) i Sergeia (Puskapalis). Stażysta po studiach i entuzjasta ma za partnera powolnego, statecznego weterana. Młody będzie pisał sprawozdanie, jak spędził na stacji koniec lata, Stary z niego kpi. Zmieniają się – jeden czuwa, drugi śpi. Na dyżurach spisują wskazania przyrządów, by codziennie przekazywać centrali szeregi cyfr. Mijają się, ale jest między nimi rodzaj męskiej czułości, jak między nauczycielem i uczniem, ojcem i synem. Bez podtekstów seksualnych, nawet w saunie, zresztą starszy jest mężem i ojcem, podekscytowanym bliskim powrotem do rodziny. Diabeł wejdzie między nich za sprawą nieporozumienia, nieśmiałości. Nagle z lądu przychodzi radiogram – rodzinie Sergeia stało się coś złego. Pavel nie...

Pages