Na grobie postawcie mi jedynie drewniany krzyż i tak ma pozostać na wieki

„Usłyszcie mój krzyk!” Takie przesłanie nagrane przed śmiercią zostawił nam Ryszard Siwiec w 1968 r. Czy podobne chciał zostawić Andrzej Żydek? Czy wybrane miejsce, sposób, listy, które pozostawił, zwłaszcza ten do premiera RP Donalda Tuska, nie potwierdzają wspólnoty intencji – Siwca, Palacha, Walentego Badylaka i Andrzeja Żydka? Czy tragiczny wybór najbardziej bolesnego, długiego i świadomego umierania nie ma czegoś z cierpienia męczenników? Gdyby to był jedynie efekt depresji, wybrałby śmierć szybką i cichą. Depresja to straszne poczucie winy, aż do próby unicestwienia siebie jako niegodnego życia. Tutaj śmierć jest inna. Ona miała być głośna, zauważona, przekazać nam zadanie, dla wielu bardzo trudne. Jest nim niezgoda na kłamstwo i wszelkie zło, które ono niesie. Ma zmusić nas do pamiętania. Nie zapomnijcie! – wołał – Nie pozwalam wam zapomnieć, wzywam do pamięci. W niej tylko mogę żyć wśród was i kontynuować to, co było sensem mojego życia.

Nie pozwólmy zniszczyć sensu tego aktu. Śmierć potrzebna jest nam, żywym, byśmy pamiętając i niosąc wspomnienie o tych, którzy odeszli, mogli żyć lepiej, a nawet radykalnie zmienili swoją drogę.

Andrzej Żydek przeżył. Nie zmieni to jednak faktu, że jego niemy krzyk trwa i trwać będzie, jak tych wszystkich, którzy dla bardzo ważnych spraw swoje życie rzucili na stos. To jest dla nas wszystkich, Polaków, wyzwanie i zobowiązanie.

A oto ostatni list, który przesłał Andrzej Żydek do premiera Tuska. Ostatni z wielu. Zbagatelizowany list, zbagatelizowane życie. Buta i pogarda. Oby nastąpiły w Polsce zmiany na miarę sierpnia 1980 r.

Warszawa, dnia  2011-06-24
Szanowny Pan
Donald Tusk
Premier Rządu
Rzeczpospolitej Polskiej
Szanowny Panie Premierze!


Piszę do Pana już po raz kolejny, jako obywatel tego „chorego kraju” i jako ojciec trójki małoletnich dzieci, któremu Pan i Pana urzędnicy zniszczyli całe dotychczasowe życie. Piszę...
[pozostało do przeczytania 68% tekstu]
Dostęp do artykułów: