Stanisław Markowski

„Usłyszcie mój krzyk!” Takie przesłanie nagrane przed śmiercią zostawił nam Ryszard Siwiec w 1968 r. Czy podobne chciał zostawić Andrzej Żydek? Czy wybrane miejsce, sposób, listy, które pozostawił, zwłaszcza ten do premiera RP Donalda Tuska, nie potwierdzają wspólnoty intencji – Siwca, Palacha, Walentego Badylaka i Andrzeja Żydka? Czy tragiczny wybór najbardziej bolesnego, długiego i świadomego umierania nie ma czegoś z cierpienia męczenników? Gdyby to był jedynie efekt depresji, wybrałby śmierć szybką i cichą. Depresja to straszne poczucie winy, aż do próby unicestwienia siebie jako niegodnego życia. Tutaj śmierć jest inna. Ona miała być głośna, zauważona, przekazać nam zadanie, dla wielu bardzo trudne. Jest nim niezgoda na kłamstwo i wszelkie zło, które ono niesie. Ma zmusić nas do...
– Dopiero kilka dni temu mogłam pojechać go zobaczyć. Będzie żył! Musi żyć! Tylko czy odzyska chęć do życia? Czy po tym wszystkim jeszcze bardziej nie będzie się zadręczał poczuciem winy? Nie chciałabym mówić o polityce, ale mam żal, wielki żal do władzy, że doprowadzili Andrzeja do takiego stanu. A on by za Polskę, za prawo, za prawdę wszystko oddał. I oddał. Czy tak musi być, żeby człowiek, i to człowiek mądry, uczciwy, tryskający energią i inteligencją był spychany na margines, poniewierany, odrzucony? Jak patrzę wokół siebie na to wszystko, co się dzieje w naszym kraju, który przecież też kocham tak jak on, to boję się o przyszłość swoich dzieci, o swoją, jego po powrocie ze szpitala. Wiem, jak wiele osób cierpi podobnie jak ja, boi się o przyszłość, zwłaszcza przyszłość właśnie...