To władza go do tego popchnęła

– Dopiero kilka dni temu mogłam pojechać go zobaczyć. Będzie żył! Musi żyć! Tylko czy odzyska chęć do życia? Czy po tym wszystkim jeszcze bardziej nie będzie się zadręczał poczuciem winy? Nie chciałabym mówić o polityce, ale mam żal, wielki żal do władzy, że doprowadzili Andrzeja do takiego stanu. A on by za Polskę, za prawo, za prawdę wszystko oddał. I oddał. Czy tak musi być, żeby człowiek, i to człowiek mądry, uczciwy, tryskający energią i inteligencją był spychany na margines, poniewierany, odrzucony? Jak patrzę wokół siebie na to wszystko, co się dzieje w naszym kraju, który przecież też kocham tak jak on, to boję się o przyszłość swoich dzieci, o swoją, jego po powrocie ze szpitala. Wiem, jak wiele osób cierpi podobnie jak ja, boi się o przyszłość, zwłaszcza przyszłość właśnie swoich dzieci, które są bezbronne i niewinne. Może kiedyś mój mąż to wszystko opisze, ku przestrodze innych, bo sprawiedliwości to on się chyba nigdy nie doczeka. Wie pan, on bardzo lubił pisać. Dużo też czytał: książki naukowe i historyczne, o państwie, wojskowości, walce o niepodległość. Ale też filozoficzne. Czytał księdza Tischnera, którego bardzo lubił. Był zauroczony postacią Jana Pawła II. Widywał go nawet w Wadowicach i Kalwarii. Mówił, że gdyby ten świat i wszyscy ludzie stosowali jego naukę i czerpali z jego wiary, to nie byłoby tyle zła na ziemi i w naszym kraju. Kiedy usłyszałam w radiu, że ktoś podpalił się, protestując przed budynkiem premiera, to pomyślałam: Boże, co za człowiek, co za odwaga, determinacja i rozpacz! Mój Andrzej też bywał zdeterminowany. Gdyby to on – próbowałam sobie wyobrazić przez ułamek sekundy – to bym tego nie przeżyła. A co żona tego człowieka zrobi, jak jej powiedzą: twój mąż się podpalił? A to właśnie był mój mąż – kończy opowieść pani Renata.
[pozostało do przeczytania -0% tekstu]
Dostęp do artykułów: