Zamieszki w Egipcie

Kilkunastu manifestantów zerwało flagę Izraela i rozbiło młotami 2,5-metrowy mur okalający ambasadę, po czym setki ludzi wtargnęły do środka. Około 80 dyplomatów wraz z rodzinami zostało ewakuowanych. Ambasador wrócił do Tel Awiwu. Tłumy zaczęły plądrować opuszczone pomieszczenia i wyrzucać tajne dokumenty na ulicę. Część z nich została sfotografowana i umieszczona w internecie.

W budynku ambasady odciętych zostało sześciu ochroniarzy, którzy zabarykadowali się w izolowanym pomieszczeniu za pancernymi drzwiami. Przez kilka godzin tłum próbował je sforsować i dostać się do środka. Dramatyczne wydarzenia z egipskiej stolicy na żywo oglądał izraelski premier Beniamin Netanjahu, dzięki kamerom ochrony umieszczonym w ambasadzie. Osobiście próbował interweniować u wojskowych władz w Kairze, by ratować uwięzionych. Nie udało mu się jednak uzyskać połączenia. Dopiero pomoc Stanów Zjednoczonych i osobisty telefon od prezydenta Obamy zmusił egipskich wojskowych do wysłania komandosów i uwolnienia oblężonych ochroniarzy. Zamieszki ustały następnego dnia. Łącznie zginęły w nich trzy osoby, a ponad tysiąc zostało rannych.

Rozdźwięki władz z ulicą

Incydent znów obudził obawy przed destabilizacją Egiptu i narastaniem ekstremistycznych nastrojów. Natychmiast po nim do dymisji chciał się podać egipski premier Essam Szaraf, biorąc na siebie odpowiedzialność za brak bezpieczeństwa. Przyjęcia rezygnacji odmówiła jednak kierująca krajem Naczelna Rada Wojskowa.

Armia wprowadziła stan wyjątkowy i zaostrzyła środki bezpieczeństwa. Zapowiedziała postawienie przed sądem sprawców zamieszek i zagroziła reperkusjami, jeśli opozycja nie przestanie wszczynać kolejnych demonstracji. Zapewniła też o przywiązaniu do traktatów międzynarodowych z Izraelem. Ostatnio jednak na tle sprawy palestyńskich starań w ONZ stwierdziła, że traktaty z Izraelem „nie są święte”. Od stosowania przemocy odcięły się również ugrupowania polityczne, w tym...
[pozostało do przeczytania 46% tekstu]
Dostęp do artykułów: