Prawdziwy Brytol

„Chciałbym zapytać pana, panie przewodniczący, kto na pana głosował?” – pytanie wraz z odpowiedzią wykrzyczaną w stronę pozostałych eurodeputowanych („ – Na mnie głosowali wyborcy! – Wyborcy! A kto głosował na nich!?”) to podsumowanie wszystkich zarzutów, jakie Farage ma do Unii Europejskiej i jej władców. Dla Nigela istotne są głosy wyborców, tylko one legitymizują jego pobyt w Brukseli. Dla eurokratów liczą się ciche porozumienia największych państw UE, krzepkie uściski rąk lobbystów, dobre układy wśród biurokratów państwa, które ich wysłało do Brukseli – wszystko, tylko nie wola wyborców. Dla Farage’a to grzech pierworodny Unii Europejskiej, który prędzej czy później musi doprowadzić do katastrofy. Pomiędzy tymi dwoma światami – brytyjskiego konserwatysty i pełnym samozadowolenia światem brukselskiej biurokracji – nigdy nie będzie pokoju.

Konserwatyzm w wersji ortodoksyjnej

Farage bywa bardziej konserwatywny niż sama brytyjska monarchia. Trzy lata temu w europarlamencie przemawiał książę Karol. Brytyjski następca tronu wzywał parlamentarzystów do wspólnej walki z globalnym ociepleniem i namawiał ich, by nadali większe kompetencje w tym względzie organom wykonawczym Unii. Podziałało to na Farage’a jak płachta na byka. Dlatego jedynym deputowanym, który podczas owacji demonstracyjnie nie wstał ze swojego miejsca, był właśnie on, w pierwszym rzędzie pod trybuną, rzucający się bez wątpienia w oczy. „Byłoby lepiej dla kraju, którym książę chciałby rządzić pewnego dnia, by został on w domu i przekonał premiera, by dał wreszcie wyborcom obiecane referendum na temat traktatu lizbońskiego” – tłumaczył swoje zachowanie. Ale i tak brytyjscy laburzyści oskarżyli konserwatystę o to, że jest wrogiem monarchii.

47-letni Farage urodził się w wiosce Downe w hrabstwie Kent, gdzie mieszka do dziś. Eurosceptyk jest drugim sławnym człowiekiem urodzonym w tej wiosce – pierwszym był Karol Darwin. Zwolennicy Farage’a podkreślają, że i...
[pozostało do przeczytania 78% tekstu]
Dostęp do artykułów: