Rozkaz – zabić!

Znając ten pogląd salonowego guru z Czerskiej, trudno dziwować się, że gazeta w niczym niepodobna do „Trybuny Ludu” z 1953 r. nie jest najgorętszym admiratorem istnienia IPN i dostępności jego zbiorów archiwalnych dla uczonych, dziennikarzy i ofiar komunistycznych represji. Atak na IPN w tym środowisku nieco zelżał od czasu, gdy najpierw Sąd Lustracyjny, a potem Trybunał Konstytucyjny uczyniły lustrację fikcją, później tragicznie zginął profesor Kurtyka, a następnie Partia przegłosowała zmiany w ustawie o IPN i prawie nikt już nie wypomina „Wyborczej” jednego z trzech kumpli czy księdza-ekumenisty. Postkomuniści nadal jednak wykorzystują antylustracyjne fobie swojego betonowego elektoratu do głoszenia koniecznej według nich potrzeby likwidacji IPN.

Jako że obecna kampania, za przyczyną kryzysu, szczególnie eksponuje nutę ekonomiczną, SLD-owcy pokrzykują o oszczędnościowym dla państwa aspekcie likwidacji IPN. Prokuratorów przesunąć do prokuratur, dokumentalistów wraz z zasobem archiwalnym do Archiwum Akt Nowych, a badaczy historii do PAN-u – grzmią zaprzysięgli wrogowie Instytutu. Nie wskazują jednak, na czym te oszczędności z likwidacji miałyby polegać. Przecież prokuratorom, archiwistom i uczonym trzeba będzie w kolejnych miejscach pracy także zapłacić, a zasób archiwalny i pomieszczenia Instytutu utrzymywać, nie szczędząc żadnych kosztów. Ale tego pytania nikt z dociekliwych dziennikarzy nie zadaje, bo najważniejsze, by wreszcie IPN zabić. Najlepiej potraktować napalmem, a zgliszcza zaorać.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: