Smoleńska wieża małp

Na wieży znajdowało się 8 magnetofonów oraz 3 aparaty fotograficzne. Dodatkowo stanowisko pracy kontrolera strefy przyziemienia wyposażone było w niestandardowy zestaw rejestrujący obraz, typ SONY SLV-X711 z kamerą. Wszystkie te rejestratory zdołały zapisać tylko dźwięk, ponieważ błona fotograficzna w aparatach nie spełniała norm i nie były one używane, a podczas odtwarzania danych z kasety wideo stwierdzono brak nagrań (!).

Kontrolerzy, jak od dawna wiadomo, podawali polskim pilotom błędne komendy („na kursie i ścieżce”), a zachowane nagranie z rozmów na wieży nie zarejestrowało akcji ratunkowej.

– To sytuacja niedopuszczalna na żadnym lotnisku. Nie wyobrażam sobie, by te wszystkie urządzenia nie działały trzy dni wcześniej, 7 kwietnia 2010 r., gdy lądował w Smoleńsku premier Rosji Władimir Putin. Obsługa tego wojskowego lotniska nie odważyłaby się przyjąć premiera kraju przy takim stanie urządzeń Siewiernego, bo znając rosyjskie zwyczaje, w razie wypadku ich los byłby przesądzony – mówi nasz ekspert.

Twierdzenie Olega Smirnowa, że lotnisko zostało doskonale przygotowane, a jego obsłudze nie można nic zarzucić, jest więc całkowicie nieprawdziwe. Oto dowody. Dostarcza ich… raport MAK, a także polskie uwagi do tego raportu.

Rozbite reflektory, znikające lampy

Na stronie 197 polskiej wersji raportu MAK czytamy: „Sprawdzenie wyposażenia świetlnego o godz. 9.00, 11.04.2010, wykazało mechaniczne uszkodzenia (część reflektorów rozbita, kabel zasilania urwany) świateł pierwszej, drugiej i trzeciej grupy (odległość odpowiednio 900, 800 i 700 metrów od progu WPP 26), znajdujących się poza lotniskiem w granicach miasta”.

– To absolutnie niedopuszczalne. To światła podejścia pozwalające pilotom zorientować się, w jakiej konfiguracji wobec pasa znajduje się samolot. Światła te mogą w trudnych sytuacjach uratować życie pilotom – mówi nasz ekspert.

MAK stwierdził też, że „światła...
[pozostało do przeczytania 83% tekstu]
Dostęp do artykułów: