Co wydarzyło się 15 m nad ziemią?

Jeżeli jednak przyjrzymy się dokładnie temu, co pisze zespół Millera, to bałagan w 36. specpułku, złe wyszkolenie, zły skład załogi, fakt, że została dopiero w ostatniej chwili w takim składzie powołana – to wszystko obarcza winą rząd Donalda Tuska. To premier rządu był odpowiedzialny za taką sytuację. Ale przede wszystkim obciąża to Jerzego Millera, który jako minister MSWiA nadzoruje Biuro Ochrony Rządu. Odpowiada więc za to, że BOR nie wysłał do Smoleńska funkcjonariuszy i fachowców, by sprawdzili lotnisko pod względem bezpieczeństwa i możliwości technicznych lądowania samolotu z prezydentem, oraz za to, że na lotnisku w Smoleńsku w czasie, gdy miał tam lądować samolot z prezydentem, nie było żadnego funkcjonariusza tej służby. Te obowiązki BOR są wprost zapisane w ustawie o Biurze Ochrony Rządu oraz w instrukcji HAED, która mówi o zasadach obowiązujących podczas przewożenia najważniejszych osób w państwie. Miller złamał te zasady.

Piloci byli profesjonalistami

W raporcie komisja minimalizuje odpowiedzialność Rosjan, którzy mieli obowiązek zamknąć lotnisko, ponieważ na przyjęcie polskiego samolotu nie pozwalały fatalne warunki atmosferyczne. Rosyjscy kontrolerzy zachęcali wręcz polskich pilotów, by lądowali. Wydali nawet komendę: „kontynuuj podejście” (do lądowania) oraz „pas wolny”, choć nie było warunków do lądowania. To oznacza, że polscy piloci byli wciągani w pułapkę smoleńską. Odpowiedzialni za to są nie tylko kontrolerzy lotu, ale przede wszystkim centrala w Moskwie, z którą na bieżąco konsultował swoje decyzje kontroler z wieży w Smoleńsku. O tej ogromnej skali odpowiedzialności rosyjskiej raport Jerzego Millera nie mówi, wspomina tylko, jakby mimochodem, o błędnym naprowadzaniu kontrolerów. Widać, że Miller chce dotrzymać zobowiązań, jakie dano Moskwie, że Tusk obarczy winą Polaków. Zapowiedział to Dmitrij Miedwiediew po rozmowie z Bronisławem Komorowskim w grudniu 2010 r.

Komisja ministra Millera...
[pozostało do przeczytania 69% tekstu]
Dostęp do artykułów: