Produkt uboczny poprawności politycznej

Ale to nie koniec. W mediach zachodnioeuropejskich, a także polskich, można było usłyszeć i przeczytać o strasznych skutkach „chrześcijańskiego terroru” i „chrześcijańskim fanatyzmie”. Można rzec – zbrodnia Breivika wodą na młyn naszego rodzimego lewactwa, dążącego za wszelką cenę do zdezawuowania wiary katolickiej i przedstawienia jej jako niebezpiecznej ideologii. Takiej, która zaowocowała zbrodnią norweskiego szaleńca. O fanatyzmie chrześcijańskim mówił w TVN24 naczelny redaktor tygodnika „Forum” Jacek Mojkowski. I w ferworze swojej przemowy nagle przyznał, że panuje na świecie coraz większa poprawność polityczna, niepozwalająca na wyrażanie „brzydkich” poglądów. Ale dodał, że ta poprawność polityczna to taka umowa społeczna.

Publicysta Cezary Michalski, według tygodnika „Uważam Rze”, „cudownie odwrócony z radykalnej prawicy na radykalną lewicę”, nie zajmował się jakąś umową społeczną, ale niebywale podniecony walił w chrześcijański terroryzm, nie napotykając na sprzeciw uczestników „Loży prasowej” TVN24 ani tym bardziej prowadzącej dyskusję redaktorki.

Co innego terroryzm lewacki, który paraliżował Europę w wyniku rewolucji studenckiej 1968 r., bo to był słuszny ruch sprzeciwu wobec imperialistycznej rzeczywistości, walka o zaspokajanie nieograniczonych potrzeb seksualnych i prawo do zażywania narkotyków. Z dzieci kwiatów wyrosły zastępy polityków, którzy dziś trzęsą Europą, zaprowadzając terror ideologiczny, prowadzący do degradacji człowieczeństwa i niszczenia wartości chrześcijańskich.

Może warto się zastanowić, czy aby ów Norweg nie jest produktem ubocznym ideologii politycznej poprawności, frustratem, który nie umiał się spełnić w krainie szczęśliwości. Ale z chrześcijaństwem jego zbrodnie nie mają nic wspólnego. Raczej z potrzebą zwrócenia na siebie uwagi, nawet za cenę zbrodni.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: