Panie komendancie, melduję się do Powstania!

Broń w uczniowskiej teczce Mama pracowała jako urzędniczka w administracji wolskiego szpitala zakaźnego. Było biednie. Wspierała ich rodzina zmarłego przedwcześnie taty. Wandzia chodziła do gimnazjum im. Stanisława Konarskiego na Krakowskim Przedmieściu tuż obok kościoła sióstr Wizytek. Prowadziła dom. Sprzątała i gotowała. Matka przeważnie była w pracy. Gdy wybuchła wojna, dziewczyna miała 11 lat. Oblężenie i bombardowanie miasta było dla Wandy wstrząsem. Wtedy to po raz pierwszy zetknęła się ze śmiercią ludzi ginących na ulicach i w ruinach walących się domów. W ostatniej dekadzie września do miasta wkroczyli Niemcy. Zaczęła się brutalna okupacja. Choć Wanda była zbyt młoda na czynny udział w konspiracji, ocierała się o nią na każdym kroku. Ukończyła podstawowy kurs sanitarny. Do domu wciąż przychodzili jacyś starsi koledzy brata, pukając lub dzwoniąc do drzwi w charakterystyczny sposób. Zbyszka w szeregi armii podziemnej wprowadził ich stryjeczny brat Konrad
8%
pozostało do przeczytania: 92%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gazetapolska.pl

W tym numerze