Okręgi kombinowania

Grube szwy

Do tej pory okręgów wyborczych do Senatu było 40. Wybieraliśmy w nich od dwóch do czterech senatorów. Teraz będzie sto okręgów jednomandatowych, co oznacza, że w Senacie zasiądzie tylko jeden przedstawiciel z danego okręgu. Ten, który zdobędzie największą liczbę głosów. Wybory będą odbywać się w jednej turze – oznacza to, że przy wielu walczących kandydatach i rozproszeniu głosów senatorem będzie można zostać już nawet po uzyskaniu 20 proc. głosów. Decydujące zatem będzie zdyscyplinowanie wyborców – partia, która ma największy żelazny elektorat, ma też największe szanse, że jej kandydat zwycięży. Takie elektoraty – porównywalne co do wielkości w skali kraju – ma i PO, i PiS. Teoretycznie nowa ordynacja w podobnym stopniu powinna służyć obu partiom, a rywalizacja o mandaty senackie mogłaby być wyrównana. Z lotu ptaka, w skali ogólnokrajowej może to tak wyglądać. Z bliska, gdy przyjrzeć się Polsce lokalnej, złudzenia znikają. W wielu miejscach nowe okręgi wyborcze łączą lub dzielą rejony i dzielnice, które wcześniej nigdy nie tworzyły jednego okręgu, albo rozbijają tradycyjne. Widać, gdy przyjrzeć się mapce, rękę krawca starannie wycinającego „wrogie” rejony, które przyszywa się do „swoich”, których głosy mogą zdominować wynik. Reżyseria wyborcza koalicji rządzącej i jej drobiazgowa staranność w tej mierze mogłaby budzić uznanie, gdyby nie to, że to rodzaj manipulacji wyborczej. Wygląda zresztą tak grubo, szwy są tak widoczne, że musi dziwić niemal całkowite milczenie opozycji na ten temat.

Rozrzedzanie, uzupełnianie, wycinanie

Na początek kilka przykładów z Warszawy i jej okolic. Dotychczasowe okręgi wyborcze obowiązujące w wyborach do Sejmu czy samorządu idą w zapomnienie. Wołomin i Legionowo odłączono od Otwocka, a połączono z Nowym Dworem Mazowieckim i okolicami Puszczy Kampinoskiej, mimo że nawet ze sobą nie graniczą – dzieli je Wisła. Ale dla znających wyniki wyborów z poprzednich...
[pozostało do przeczytania 69% tekstu]
Dostęp do artykułów: