Wciąż jesteśmy uwikłani

Z „Uwikłaniem” ma być tak samo?

Dziś nie wspieram żadnej partii, występuję z pozycji obywatelskich. Bardzo mnie martwi, że np. afera hazardowa została zamieciona pod dywan i uważam, że takie działanie jest szkodliwe społecznie. Twierdzę, że pewne sprawy z okresu PRL nie zostały właściwie rozliczone. W „nowej Polsce” beneficjentami systemu została jedynie część społeczeństwa, która z tych przywilejów skwapliwie skorzystała. Środowisku filmowemu wydawało się, że kiedy nadejdzie demokracja, to wszystko będzie pięknie. Przyjdzie świadomość, że kombinowanie należy do poprzedniego systemu. Jednak zawsze byli u nas tacy, którzy kombinowali. I to oni nas przechytrzyli. Komunistyczna przeszłość nie została w żaden sposób rozliczona, a dziś słyszymy, „żeby tego nie ruszać”.

Pan zdecydował się jednak ruszyć, pokazując „czerwoną pajęczynę” do dzisiaj niszczącą życie polityczne, gospodarcze, media…

Ten wątek wymyślił Zygmunt Miłoszewski, autor powieści, którą zaadaptowałem. Został przeze mnie dramaturgicznie wzbogacony, bo przecież literatura rządzi się innymi prawami niż kino. To „uwikłanie” w filmie jest większe, bardziej wszechobecne i dramatyczne niż w książce. Niemniej, mój film to nie dokument, lecz fabuła. Thriller polityczny, który czerpie informacje z życia. Problem „uwikłania” pokazuje w sposób być może trochę przerysowany, ale trzeba pamiętać, że nie jestem historykiem, lecz reżyserem.

Wniosek z filmu może być taki, że nierozbite, niezlikwidowane układy esbeckie to prawdziwa bomba z opóźnionym zapłonem.

W politycznych thrillerach najczęściej chodzi o patologię służb specjalnych, które degenerują się, działając często w okolicznościach niezgodnych z prawem. Wykorzystują zebrane informacje do własnych celów, również po to, żeby zapewnić sobie bezkarność. Niemal każdego dnia widzimy tego przykłady. Wszyscy wiedzą, że w taki właśnie sposób działały służby PRL-...
[pozostało do przeczytania 69% tekstu]
Dostęp do artykułów: