Rostowski napędza inflację, Belka ją goni

Kawa w Warszawie droższa niż w Szwajcarii

Koszty naszego utrzymania dzisiaj w dużej mierze generuje nie tylko żywność, ale też usługi, transport, cena ogrzewania mieszkania. A 1 stycznia 2012 r. wchodzi nowa akcyza, której dotąd nie było – na węgiel. Wielu Polaków opala węglem domy, stosuje go wiele elektrociepłowni, hut. To na pewno będzie znaczący czynnik kosztotwórczy. A jeśli nie ulegną zmianie koszty uzyskiwania zezwoleń na CO2, będzie to oznaczało likwidację pewnych branż w Polsce i nie pozostanie bez wpływu na koszty naszego utrzymania i inflację.

Inflację napędził też rynek mieszkaniowy. Dopuszczono do takiej skali spekulacji, że koszt 1 m2 mieszkania w Polsce był wyższy niż w wielu krajach bogatej Unii. To niejedyny paradoks. Kawa jest dzisiaj droższa w Polsce niż w Szwajcarii, mięso droższe niż w Niemczech, cukier droższy niż m.in. we Francji, samochody droższe niż w USA. To w dużej mierze wynika z wręcz obłąkańczej idei utrzymywania siły polskiego złotego, czyli pompowania balonu sztucznej jego wartości, co powoduje, że u nas wszystko jest droższe. Już w tej chwili ceny ziemniaków z Australii są porównywalne z naszymi, a węgiel nawet tańszy.

Silny polski złoty to drogie polskie towary i wysokie koszty produkcji i usług. A to oznacza wzrost cen. I tu koło się zamyka.

Spekulanci robią interes

Jeśli dynamika rozwoju gospodarki jest duża, inflacja 4–5 proc. jest do wytrzymania, ale nie w sytuacji schładzania gospodarki (bo wysokie stopy procentowe muszą gospodarkę schładzać). A to oznacza, że w niedługim czasie staniemy przed perspektywą stagflacji, czyli stagnacji gospodarczej i wysokiej inflacji.

Może warto zastanowić się, dlaczego w innych krajach przy podobnej inflacji prowadzi się zupełnie inną politykę finansową. W Wielkiej Brytanii inflacja wynosi ok. 5 proc., ale stopy procentowe są na poziomie 0,5 proc. U nas ten poziom to 4,5 proc., a niebawem 5...
[pozostało do przeczytania 72% tekstu]
Dostęp do artykułów: