Ćwierć bańki

Na razie sprawa jest tylko w przymiarkach i jeśli na przykład jakiś poseł zada o nią pytanie ministrowi Rostowskiemu, ten będzie się wykręcał, że żadnych takich zobowiązań Polska nie podjęła. Nie wierzmy. Premier, nie wiadomo jak i kiedy, nie konsultując tej brzemiennej w skutki decyzji w żaden sposób (kolejny powód, aby postawić go w przyszłości przed Trybunałem Stanu), zapisał nas do tak zwanej strefy euro plus. Co to jest strefa euro plus, jeszcze dokładnie nie wiadomo, ale wiadomo, że wyjścia z niej nie przewidziano. Generalnie, w skrócie, można powiedzieć tak: mieliśmy do wyboru przyjąć wspólną walutę albo pozostać przy własnej. Każda decyzja niosła pewne korzyści i pewne straty – bo z jednej strony mieć wspólną walutę z silniejszymi gospodarkami to mocny impuls dla wzrostu, z drugiej – poddanie się restrykcjom w polityce pieniężnej ustalanym przez innych to zgoda, by płacić za cudze błędy.

Ostatecznie Tusk wybrał opcję dla siebie typową – gwarantującą nam wszystkie możliwe koszty bez żadnych korzyści. Nie dostaniemy wspólnej waluty, ale poddamy swoją decyzjom głównych graczy strefy euro; tyle właśnie oznacza dla nas plan euro plus. A zrzutka na drugi plan ratowania Grecji (bo ratowanie strefy euro przypomina reformowanie przez PRL Jaruzelskiego – najpierw reforma, po roku drugi etap reformy, a byłby i trzeci, i siódmy, gdyby reformowane państwo wcześniej nie zdechło) to dopiero przedsmak skutków, jakie pociągnie za sobą dla nas eurogorliwość naszego przywódcy, tak łasego na poklepywanie po plecach przez Europę.

Tyle złych wiadomości. Dobra jest taka, że póki co, żaden inkasent po te ćwierć bańki jeszcze nie zapuka. Dopiero po wyborach. Tak jak dopiero po wyborach dowiemy się, że nie będziemy robić żadnych mistrzostw w piłce kopanej – choć Niemcy uważają już za pewnik, że to oni je zrobią, i szykują się do tego pełną parą. Tyle Europa może dla Tuska zrobić.

www.rafalziemkiewicz.salon24
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: