Szkoła charakterów

Obawiam się, że ani klasycyzujący Zbigniew Herbert, ani słynący z neologizmów Bolesław Leśmian nie zaprzątali sobie głowy kwestią oryginalności. Punktem wyjścia było dla nich doświadczenie, a nie język. Doświadczenie przefiltrowane przez mit czy wyobraźnię, ale pierwotne, dotykające tajemnicy istnienia. Właśnie z tego indywidualnego odczucia świata bierze się oryginalność w sztuce. Reszta jest rzemiosłem wykonywanym lepiej lub gorzej, zależnie od technicznej sprawności. A ponieważ mamy takie doświadczenia, jacy jesteśmy, podstawowe znaczenie dla sztuki ma jakość naszego życia. Żeby tworzyć wielkie dzieła, trzeba jednocześnie tworzyć siebie. Nie w sensie dosłownym, stylizując się na eksponat w galerii, lecz w sensie moralnym, troszcząc się o pokorę, bezinteresowność i wewnętrzną siłę. Miał tego świadomość redaktor „Prosto z mostu” Stanisław Piasecki, kiedy twierdził, że „do wielkości istotnej, wielkości prawdziwej nigdy talent nie wystarczy – do wielkości takiej dochodzi się dopiero
     
33%
pozostało do przeczytania: 67%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze