Świadectwo komunistycznej zbrodni

To był początek drogi przez mękę kierowcy karetki Michała Wysockiego. Stał się on celem ataków czerwonych inkwizytorów. Podczas śledztwa grozili, że jeśli się nie przyzna, zabiją mu syna. Ten uczciwy człowiek kilkakrotnie usiłował popełnić samobójstwo. W czerwcu i lipcu 1984 r. podczas sądowej tragifarsy milicjantów uniewinniono, obarczając winą załogę karetki pogotowia. Skutkiem tej operacji był rozpad małżeństwa pana Michała.

Z kart wspomnień wyłania się też postać prawdziwego bohatera tej tragedii – naocznego świadka, Cezarego Filozofa. On, w odróżnieniu od innych, nie bał się wsiąść do radiowozu wraz z przyjacielem, a następnie był bezsilnym świadkiem jego katowania. Mimo zagrożenia świadczył odważnie o prawdziwych przyczynach śmierci Przemyka. Konsekwencje takiej postawy on i jego rodzina odczuwają do dziś.

Po upadku PRL, w latach 1995–1997, odbył się nowy proces morderców Grzegorza Przemyka. Tym razem na ławie oskarżonych zasiedli podopieczni gen. Kiszczaka, a pan Michał wystąpił w charakterze świadka. Obsługiwałem ten proces jako dziennikarz i moje sprawozdania pan Michał przytacza w swojej książce. Proces ujawnił, że nie było żadnych prawnych podstaw do zatrzymania Przemyka. Nie można wykluczyć, że całe wydarzenie miało związek z działalnością Barbary Sadowskiej – opozycyjnej poetki i współpracownicy Prymasowskiego Komitetu Pomocy Uwięzionym za Przekonania.

Wymiar sprawiedliwości III RP nie znalazł środków prawnych, by ukarać winnych ani osoby uwikłane w zacieranie ich winy. Czyn Ireneusza Kościuka, który brał czynny udział w zbiorowym katowaniu Grzesia, Sąd Najwyższy uznał za przedawniony, chociaż zbrodnie komunistyczne przedawnieniu nie podlegają. Dlatego warto przeczytać we wspomnieniach Michała Wysockiego, jak było naprawdę.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: