Jemen–Syria: Bliski Wschód wciąż niespokojny

Walki w stolicy

Jednakże prezydent Saleh postanowił bez względu na koszty trwać u władzy do końca i pociągnąć okręt na dno z kapitanem. Przyjął taktykę przeciągania negocjacji w nieskończoność, stawiając coraz to nowe warunki do już uzgodnionych porozumień. Równocześnie zaczął koncentrować lojalne oddziały wojska do siłowej rozprawy z opozycją. W ciągu kwietnia i maja grupa inicjatywna państw Zatoki Perskiej trzykrotnie ogłaszała wynegocjowanie porozumień o dymisji prezydenta i powołaniu rządu jedności narodowej. Za każdym razem Saleh w ostatniej chwili wycofywał się z ustaleń.

By storpedować ostatnią ugodę i pozbyć się regionalnych negocjatorów z Jemenu sprowokował 22 maja incydent pod ambasadą Zjednoczonych Emiratów Arabskich w Sanie, którą otoczyło kilka tysięcy jego uzbrojonych zwolenników. Zgromadzeni wewnątrz dyplomaci zostali ewakuowani śmigłowcem, a kraje Zatoki Perskiej zrezygnowały z dalszych prób pośrednictwa.

Następnego dnia wojsko wierne Salehowi podjęło próbę pacyfikacji protestów w stolicy. Zaatakowało dom szejka Sadeka al-Ahmara, przywódcy najbardziej wpływowej w Jemenie konfederacji plemiennej Haszid, który wcześniej przeszedł na stronę opozycji. W odwecie bojówki plemienne Haszidów uderzyły na budynki rządowe w Sanie, zdobywając siedziby kilku ministerstw. W dwutygodniowych walkach zginęło ok. 200 ludzi. Starcia przeniosły się na północ od miasta, gdzie plemiona zajęły dwie bazy wojskowe wierne Salehowi. Dyktator okazał się zbyt słaby, by rozbroić bojówki. Stolica została podzielona na dzielnice kontrolowane przez rząd i jego przeciwników.

Prywatne porachunki z prezydentem

Gwałtowne starcia z plemionami całkowicie zepchnęły w cień wielotysięczne młodzieżowe demonstracje oraz partyjną opozycję, która przez trzy miesiące nadawała ton jemeńskiej rewolucji. Dotychczasowa polityczna i dość pokojowa konfrontacja przerodziła się w prywatne zbrojne porachunki...
[pozostało do przeczytania 73% tekstu]
Dostęp do artykułów: