Pokusa cenzury

To prawda, był taki zapis w rządowym projekcie. Ale na szczęście przeszły moje poprawki znoszące możliwość odmowy rejestracji i zostały przegłosowane. Taką możliwość wykreśliliśmy z ustawy.

Politycy PO i przedstawiciele rządu mówią o porządkowaniu Internetu. Czy nie chodzi jednak czasem o podporządkowanie i kontrolowanie tej przestrzeni medialnej?

Też mam takie obawy. Trudność polega na tym, iż rzeczywiście mieliśmy obowiązek dostosowania ustawy do unijnej dyrektywy audiowizualnej. Szczerze przyznam, że nie do końca rozumiem intencje tej dyrektywy. Szczególnie iż regulacje nie dotyczą funkcjonujących podmiotów internetowych spoza Unii Europejskiej, np. serwisu youtube. Cała dyrektywa może wywoływać podejrzenia lobbingu tradycyjnych nadawców telewizyjnych na Komisję Europejską. Każdy obserwator z przykrością stwierdza, że Komisja daje się lobbować silnym podmiotom.

Właśnie, i już wielu ekspertów przepowiada, że nadawcy w sieci przeniosą się poza Unię. Czyli dyrektywa nie sprzyja w tym sensie rodzimemu biznesowi.

Stwarza zupełnie inne warunki podmiotom ze Stanów Zjednoczonych albo Rosji. Podmioty polskie czy unijne są rzeczywiście w o wiele trudniejszej sytuacji. Dlatego pracując nad nowelizacją, naprawdę odczuwaliśmy dyskomfort. Z jednej strony czuliśmy się zmuszeni ją przyjąć, z drugiej, mieliśmy mieszane uczucia. Pamiętajmy też, że Komisja Europejska mogłaby wszcząć postępowanie, a kary finansowe za niedostosowanie naszego prawa mogłyby okazać się dotkliwe. Niestety, podjęliśmy pewne zobowiązania wobec Unii i musimy je wypełniać. Mam też świadomość, że trudno jest w ogóle regulować usługi internetowe i wiele zapisów w ustawie będzie miało po prostu charakter fikcyjny.

Dotkliwe są też kary wobec – jak to określa nowelizacja – „dostawców usług audiowizualnych na żądanie” – za działanie bez rejestracji. Aż 10 procent rocznego przychodu!

Tak miało...
[pozostało do przeczytania 50% tekstu]
Dostęp do artykułów: