16 marca 2011

Nie będę raptem przebierał w sondażach, bo nigdy w ich wiarygodność nie wierzyłem. Ale wszystkie (rozpiętość od 2,5 do 23 pkt przewagi dla watahy Tuska) zgodnie prezentują: 1. zdecydowanie zbyt mały przypływ wyborców do PiS; 2. rosnące poparcie dla SLD, którego agenda i zaplecze są, mimo kosmetyki, nadal przeraźliwe. Obie tendencje, niezależnie od notowań PO, są wręcz fatalne. Platforma została zaiste odczarowana, krytyka Tuska jest wszechstronna. Ale czy trwała? W miarę zbliżania się wyborów? „Nawrócenie” tzw. neutralnych publicystów jawi mi się jako nader powierzchowne. „Społeczne przebudzenie” dokonało się w zdecydowanie niewystarczającym stopniu. Polskich dni gniewu nie będzie. Nie wierzę w przewidywalnej przyszłości w rozłam niechby nawet skłóconej partii władzy. Ani w zmienienie bądź emeryturę Tuska. Mamy za to zgoła przeraźliwego B. Komorowskiego z przeraźliwym otoczeniem. Władze każdej partii, wszędzie, wręcz muszą głosić urzędowy optymizm. Ale inni zamiast to naśladować, powinni robić, co się da, aby niedobrą sytuację maksymalnie poprawić, zmienić. Mam nadzieję, że się mylę. Sytuacja polityczna fluktuuje. Tyle że ona może fluktuować w różne strony. W tę Millera, Oleksego, przyozdobionych Napieralskim – także.
[pozostało do przeczytania -0% tekstu]
Dostęp do artykułów: