Trzeba wiedzieć, kiedy kłamać

Departament lekceważy ekspertyzę, po czym dochodzi do inwazji. Mister Joseph drukuje w „New York Times” artykuł krytykujący administrację za wprowadzanie opinii publicznej w błąd. Ta mści się oskarżając Wilsonów o nepotyzm i za pomocą kontrolowanego przecieku dekonspiruje panią Wilson jako agentkę CIA. Jest to przestępstwo, naraża życie agentki i jej informatorów.

Jak bywa w kinie amerykańskim, sprawa globalna łamie się tu przez losy jednostek. Mamy męża i żonę, których zatarg z administracją wystawia na nieuzasadnione napaści, konfliktuje ze sobą. Penn i Watts dobrze sobie radzą z tym aktorskim wyzwaniem – są jak należy, solidarni, twardzi i zdeterminowani. Ale kiedy los przyciśnie, zachowują się histerycznie, okazują słabość, gotowość do odwrotu. Sprawa publiczna rozkłada się na pochopne decyzje, zacietrzewienie, cynizm i tchórzostwo jednostek – także po stronie administracji. Ale ta działa z korporacyjną logiką, człowiek stający na drodze musi być odstrzelony. Tu dobry jest David Andrews I jako bezwzględny despotyczny antagonista Valerie (skazany w końcu szef gabinetu wiceprezydenta Cheneya, Scooter Libby).

Trzeba wiedzieć, kiedy skłamać, mówi w pewnej chwili jeden z bohaterów filmu. Ale wtedy warto znać prawdę, dodaje. Tylko że coraz trudniej ją poznać, skoro tylu kłamie w imię tzw. wyższych racji. Na wojnie pierwszą ofiarą jest prawda, powtarzał Churchill, ale wcześniej zauważył to Tukidydes w „Wojnie Peloponeskiej”.

Mamy i drugi problem. Co państwo może, a co powinno zrobić ze swoją siłą, jak ma się zachować wobec stawiających moralny opór? Przecież państwo nie jest tworem abstrakcyjnym. To zawsze chodzi o jednostki, ambicje, kariery i charaktery. Także racje i przekonania, lojalność i powiązania – również o pozycje na drabinie dochodów i prestiżu.

Z filmu Limana widać, jak nieczysta staje się gra za zamkniętymi drzwiami władzy. Jak czytam w sieci, części widzów przeszkadza fakt, że kręcono obraz na podstawie...
[pozostało do przeczytania 22% tekstu]
Dostęp do artykułów: