W pułapce szwajcarskiego franka

Gry kapitału spekulacyjnego

Kolejna przyczyna dużego wzrostu kursu franka szwajcarskiego ma związek z poczynaniami ministra finansów, Jacka Rostowskiego. Ministrowi może brakować pieniędzy na interwencję walutową, a od początku roku już kilkakrotnie – wszystko na to wskazuje – interweniował. Wskazują na to przepływy przez Bank Gospodarstwa Krajowego, jak zauważyli obserwatorzy rynku. Być może czasowo zabrakło ministrowi pieniędzy na kolejną interwencję lub też jej nie dokonano, osłabła złotówka, a wzrósł gwałtownie frank – do 3,23 zł.

Minister Rostowski podjął bardzo ryzykowną grę z kapitałem spekulacyjnym. Ok. miesiąc temu na konferencji wspólnej z NBP ogłosił, że rząd ma 13–14 mld euro rezerw walutowych z UE i że będzie interweniował na rynku walutowym w przypadku niekorzystnych zawirowań. To rzecz niespotykana, żeby ogłaszać interwencję walutową, bo zasadą jest, że jeśli się interweniuje, to się o tym nie informuje. To może oznaczać blef lub że pieniędzy zaczyna brakować. Kapitał spekulacyjny stosuje taką próbę sił i z reguły na tym wychodzi korzystnie.

Jeśli sytuacja w Europie, a zwłaszcza w Grecji czy w Hiszpanii będzie nadal tak napięta, frank dalej będzie rósł w siłę. W naszych warunkach to może oznaczać, że może on osiągnąć kurs 3,40, a nawet 3,50 zł.

Poza systemem euro

W okresach zamieszania, rewolucji, wojen, kryzysów, wszyscy uciekali do waluty uznanej jako bezpieczna, stabilna, czyli franka szwajcarskiego. Tak jest od kilkuset lat. A na świecie mamy obecnie olbrzymie zawirowania i bardzo realną perspektywę drugiej fazy kryzysu, która może dotknąć całe państwa. Może to być Grecja, Hiszpania czy Włochy. Zważywszy że w rękach banków włoskich, niemieckich, francuskich jest ponad 220 mld euro obligacji greckich, może się zdarzyć, że Grecja wycofa się ze strefy euro i rozpocznie restrukturyzację swojego długu, ogłaszając powolne bankructwo. Jest to olbrzymie...
[pozostało do przeczytania 10% tekstu]
Dostęp do artykułów: