25 maja 2011

Adenauer szyty na miarę

W „Fakcie” Włodzimierz Cimoszewicz daje dobry przykład skromności polskiej lewicy: „Nie chcę komentować przejścia Bartosza Arłukowicza z SLD do Platformy. To sprawa, do której musi się odnosić on sam. Natomiast przyjęcie przez niego propozycji premiera, by podjął się konkretnych obowiązków, zupełnie mnie nie zaskakuje. To może wywoływać zdziwienie w Polsce, gdzie podziały partyjne są tak głębokie, że wręcz wrogie. W dojrzałych demokracjach takie rzeczy się zdarzają, i to nawet dosyć często. Proszę zauważyć, że prawicowy prezydent Nicolas Sarkozy zaproponował w swoim czasie znanemu ze swych lewicowych poglądów Bernardowi Kouchnerowi stanowisko ministra spraw zagranicznych, a więc jednego z najważniejszych w administracji”. Nie chcem, ale muszem. Cimoszewicz nie chce komentować, a potem komentuje. Ale prawdziwy odlot to porównanie Arłukowicza do Kouchnera. Do kogo w takim razie należałoby porównać Cimoszewicza? Chyba zostaje tylko Adenauer.

Czy „Donald” jest organem?

Krwawi „kibole” w Białymstoku posunęli się za daleko – lżyli samego premiera. Przypadek analizuje Sławomir Jastrzębowski, redaktor naczelny „Super Expressu”: „Prawnik, z którym rozmawiałem, mówi jednak, że można mieć wątpliwości co do następującego faktu: czy »Donald« jest organem konstytucyjnym? Niby sam w sobie Donald nie jest, ale może jednak w tym wypadku...? Sprawa nie jest prosta. Na usprawiedliwienie młodzieży białostockiej powiedzieć można, że słucha na co dzień, jak politycy mówią o sobie publicznie »debil«, »wariat«, »pijak«, »kurdupel« i nikt im mandatów za 500 zł nie wypisuje. Mogła więc młodzież swojego »matoła« nie traktować jako przejawu lekceważenia. Sprawa nie jest prosta. Oczywiście, jeśli ktoś twierdzi, że po wydarzeniach białostockich Polska zaczyna przypominać Białoruś, to zwyczajnie kłamie: na Białorusi jest ciągle zimniej”.
[pozostało do przeczytania -3% tekstu]
Dostęp do artykułów: