Żeby nie było bandyctwa

Stylistyczny zabieg zastosowany wobec kibiców wygląda na rozwojowy. W szacownym i bardzo, bardzo elitarnym (pod względem sprzedaży) „Tygodniku Powszechnym” przeczytałem o sobie jako o „gazetowym bandycie” – kieruję się albowiem wyłącznie nienawiścią i pogardą, czego dowiedziono kilkoma cytatami z mojej najnowszej powieści. Tak trzymać, redakcjo. Żadnej tolerancji dla faszystowskiej herezji smoleńskiej, piętnowanie opozycyjnych publicystów jako dziennikarzy prawicowych czy pisowskich już nie wystarczy, kiedy władza przystąpi do rozprawy z kolejnym przedstawicielem zagrażającego demokratycznemu państwu – jak to ujął nieoceniony kandydat Kononowicz – bandyctwa. W końcu jeśli można obywatela ukarać za nazywanie premiera „matołem”, to można też, jak u naszych wschodnich sąsiadów, skazywać bandytów gazetowych za obelżywe insynuacje, jakoby nie umiał rządzić, mnożył długi i rujnował pozycję międzynarodową państwa. Na pewno stosowny autorytet przygna do TVN, aby zapewnić, że to jasno wynika z litery prawa, gwarantującego nam wolność słowa wielbiącego ukochaną władzę.

Jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale na język trzeba uważać. Siła medialnego chóru, jeśli rządowy pijarowiec pouczy jego uczestników esemesem, jaką frazę mają wbijać ludziom w podświadomość, jest potężna. Wystarczy chwila nieuwagi i zmanipulowane słowo wczepia się nam w mózg jak kleszcz. Sam parę razy powtórzyłem określenie „prezydencki tupolew”, a przecież nigdy takich w Polsce nie było, tupolew był rządowy i to rząd ponosi odpowiedzialność, którą taka drobna manipulacja z niego zdejmuje. Bardzo przepraszam.

www.rafalziemkiewicz.salon24.pl
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: