Demonstranci zdemolowali stolicę

Jak tu żyć, nie roniąc łez nad ofiarami straszliwego reżimu w Warszawie?

Centrum miasta zdemolowane. Szkło na ulicach i chodnikach, porozbijane wiaty przystanków autobusowych i tramwajowych, zniszczone samochody, policja w pełnym rynsztunku, bezwzględni demonstranci wyżywający się na mieniu komunalnym i prywatnym, stosujący przemoc. Rzecz dzieje się w sercu Europy.


Czy to fotografia Warszawy? Nie. Może jeszcze nie. To obrazki z Brukseli z ostatniego weekendu. Wtedy, gdy w Polsce trwały demonstracje, stolica Królestwa Belgii i nieformalna stolica UE była w ogniu ulicznych starć sił porządkowych z demonstrantami. Odbywała się manifestacja „antyfaszystów” z całej Europy, a następnie zwyczajowa uliczna zadyma. „Antyfaszystów” z Antify znamy z bicia Polaków 11 listopada 2011 r. Byli to głównie Niemcy, którzy „symbolicznie” wybrali tę właśnie datę, aby „uczcić” Święto Niepodległości. Być może niektórzy z nich wiedzieli, że choć przez wieki Polska wojowała z Rosją, najpierw z białą, a potem czerwoną, to akurat data naszego Święta Narodowego wzięła się z oswobodzenia Warszawy spod niemieckiej okupacji 11 listopada 1918 r. Nie wiem, czy bandyci z Atify, którzy byli na gościnnych występach w Polsce, poszaleli również pięć lat, miesiąc i tydzień później w stolicy Belgii, ale chęć do demolki i tam, i tu była przemożna.

Niemieckie media państwowe, np. niemiecka rozgłośnia publiczna Deutschlandfunk, na swojej stronie internetowej wieściły już „koniec rządów PiS” i opisywały interwencję policji (!) wobec demonstrantów w grudniowy weekend. Niemcy mają wprawę w pisaniu takich tekstów. Tylko w ciągu roku istnienia rządu Prawa i Sprawiedliwości – od listopada 2015 r. do października 2016 r. – ukazało się przeszło 1000 tekstów atakujących nasz kraj, zarówno w gazetach codziennych, tygodnikach, jak i w internecie. Średnia: prawie trzy artykuły codziennie, włączając w to weekendy i święta, kiedy większość gazet nie wychodzi. A...
[pozostało do przeczytania 40% tekstu]
Dostęp do artykułów: