Czarny poniedziałek

Dwa wstrząsy w ciągu jednego dnia. Rano zamachowiec zabił ambasadora Rosji w Ankarze, wieczorem islamski terrorysta wjechał ciężarówką w tłum w Berlinie. Te zamachy to nie tylko dramat ofiar i ich bliskich. To także poważne konsekwencje polityczne. Bez wątpienia największymi przegranymi „czarnego poniedziałku” są Angela Merkel i Recep Tayyip Erdogan. Największy wygrany? Jak zwykle w takich sytuacjach: Władimir Putin

Na pierwszy rzut oka zamachy w Turcji i Niemczech nie mają ze sobą nic wspólnego. Nie da się jednak nie zauważyć, że gdzieś w tle majaczą Bliski Wschód, Syria i dżihad. A przede wszystkim Kreml. Chodzi nie tylko o śmierć rosyjskiego ambasadora, ale też uderzający mocno w Merkel akt terroru w Berlinie. W obu przypadkach Putin zyskuje. W pierwszym skutecznie zmiękczono Ankarę w sprawie Syrii. W drugim mocno skomplikowano sytuację kanclerz Niemiec. W obu przypadkach na cenzurowanym znalazły się służby i policja. Rosyjskiego dyplomatę zastrzelił ochraniający go turecki policjant, po masakrze na bożonarodzeniowym jarmarku niemiecka policja ścigała zaś i ujęła… nie tego mężczyznę. Zamachowiec w tym czasie gdzieś się ulotnił.

Zawiodło bezpieczeństwo

Ambasador Rosji w Turcji Andriej Karłow przyjechał w poniedziałek rano do galerii sztuki w Ankarze na wernisaż wystawy fotograficznej zatytułowanej „Rosja oczami Turków”. Kiedy wygłaszał przemówienie, padły strzały. Strzelał jeden z mających go ochraniać funkcjonariuszy lokalnej policji. Padło 11 strzałów, aż 9 dosięgnęło celu. Mimo to Karłow wciąż żył – zmarł dopiero po południu w szpitalu. Zamachowiec, zanim go na miejscu zastrzelono, zdążył wypowiedzieć po arabsku kilka zdań charakterystycznych dla al-Kaidy, m.in.: „Naszym jedynym celem jest męczeństwo, a naszą konstytucją jest Koran, źródło naszej dumy”. Na koniec zakrzyknął „Allahu Akbar” i przeszedł na turecki: „Nie zapominajcie o Aleppo. Nie zapominajcie o Syrii”. W pierwszych chwilach było wiadomo tylko...
[pozostało do przeczytania 83% tekstu]
Dostęp do artykułów: