Zwycięstwo czarnego konia

Proces wyboru nowej administracji zazwyczaj odbywa się po cichu i nie budzi większych emocji. W tym roku jest inaczej. Wszyscy zastanawiają się, kogo Donald Trump nominuje na dane stanowisko, co tym będzie chciał osiągnąć i jak to świadczy o linii, którą przyjmie jego administracja. Widać to szczególnie przy obsadzaniu jednego z najważniejszych stanowisk – sekretarza stanu

13 grudnia Donald Trump ogłosił oficjalnie, że sekretarzem stanu w jego gabinecie zostanie Rex Tillerson, prezes koncernu paliwowego ExxonMobil, jednej z największych firm na świecie. Jego nominacja okazała się sporą niespodzianką, początkowo jego nazwisko nie pojawiało się na żadnej z list potencjalnych kandydatów.

Sekretarz stanu to jedno z czterech najważniejszych stanowisk – obok sekretarza skarbu, obrony oraz prokuratora generalnego – w amerykańskiej administracji. Ta nominacja ma szczególne znaczenie i budzi emocje nie tylko w USA, bo może mieć decydujący wpływ na to, jak będzie się kształtowała polityka zagraniczna nowego prezydenta.

Giełda nazwisk

Krótka lista kandydatów zawierała początkowo tylko cztery nazwiska. Znaleźli się na niej były dyrektor CIA gen. David Petraeus, były przewodniczący senackiej komisji ds. stosunków zagranicznych Bob Corker, legendarny burmistrz Nowego Jorku Rudy Giuliani oraz kandydat na prezydenta w 2012 r. Mitt Romney.

Petraeus był kandydatem, którego poprzeć mogła duża część republikanów, nawet niechętnych Trumpowi, takich jak John McCain. Jako szef CIA i były dowódca Międzynarodowych Sił Wsparcia Bezpieczeństwa Petraeus jest bowiem zorientowany w kwestiach międzynarodowych, nawet jeśli nie miał wiele wspólnego z klasyczną dyplomacją. Jednak za generałem ciągnie się skandal z 2011 r., związany z przekazaniem dziennikarce Pauli Broadwell hasła do swojej skrzynki e-mailowej, a tym samym udzieleniem jej dostępu do tajnych danych. Afera zmusiła go do rezygnacji ze stanowiska szefa CIA i...
[pozostało do przeczytania 76% tekstu]
Dostęp do artykułów: