Stosunki pełnopłatne

Coraz częściej dowiadujemy się, że Polski rząd psuje nasze stosunki międzynarodowe. Oznacza to, że te stosunki były jeszcze rok temu dobre, a pogorszyły się wraz ze zmianą władzy. Na czym polegała wysoka jakość tych stosunków? Przede wszystkim na pełnej odpłatności. Trzeba było kupić za 200 procent ceny helikoptery od Francuzów – to kupiliśmy i Paryż nas chwalił. Trzeba było dwukrotnie przepłacać za ruski gaz – przepłacaliśmy, ale w stosunkach z Moskwą panowało pełne odprężenie. Donald Tusk przez lata miał naprawdę mocne plecy, by naraz znieść poklepywanie Putina, Hollanda i Merkel. Wszystko zepsuło się, gdy Polska przestała płacić. Nowa ekipa chciała dobrych stosunków z czystej miłości. Na takie numery to nikogo tu nie stać. Cash albo kochajcie się sami.

Jest oczywiście pewien wyjątek. Moskwa, owszem, hojnie płaci, ale za złe stosunki – przede wszystkim z Ukrainą. Wystarczy ogłosić, że wszyscy Ukraińcy to banderowcy i nagle niszowe pisemko staje się jednym z największych od Warszawy do Nowego Jorku. Jakiś prawicowiec ogłosi list, by nie pomagać Ukrainie, natychmiast dostanie patronaty wszystkich rządowych instytucji, pieniądze i pomoc w działaniach, co gorsza – również polskich instytucji. Ktoś kilka dni przed szczytem NATO organizuje antysemicką prowokację – z wariata staje się poważnym działaczem społecznym. Oczywiście podobnie dzieje się na Ukrainie. Wystarczy cień wrogości wobec Polaków, by marginalna organizacja miała dostęp do pieniędzy czy mediów. Po kolejnych tego typu akcjach miałem ochotę pogratulować Putinowi skuteczności, z jaką rozgrywa Polaków i Ukraińców.
Dlaczego polskie państwo tak dobrze sobie poradziło z naciskami Francuzów, Niemców, nie dało sobie wejść na głowę najbliższym sojusznikom, czyli Amerykanom, a kompletnie nie radzi sobie z lobbingiem Rosjan? Bo tamci rozmawiali z poprzednią władzą, a Moskwa od kilku lat próbuje, nie tylko zresztą w Polsce, penetrować elektorat prawicowy. I robi to naprawdę...
[pozostało do przeczytania 24% tekstu]
Dostęp do artykułów: