Franciszek chce być z ludźmi i dla ludzi

Właśnie w takim świecie jak dziś, gdzie tolerancja styka się z uprzedzeniami, otwartość z terroryzmem i przerażającą przemocą, potrzebne jest głośne mówienie o miłosierdziu – z Dawidem Gospodarkiem, członkiem Klubu Jagiellońskiego, sekretarzem redakcji miesięcznika „LIST”, redaktorem miesięcznika „Biblia krok po kroku”, rozmawia Marcin Herman

Pierwsze Światowe Dni Młodzieży odbyły się w Rzymie w 1985 r. Jak zrodził się ten pomysł?
To był pomysł Jana Pawła II. Miał duże duszpasterskie doświadczenie. Oaza, pielgrzymki. Od początku skupiał się na pracy wśród młodych, miał z nimi świetny kontakt. Znał potrzeby, sposób myślenia, zagrożenia. Był sam w sobie ikoną dialogu. Jako papież też spotykał się z młodymi, oni przyjeżdżali do niego. Pomysł spotkania przeznaczonego tylko dla młodych wydaje się więc naturalny.

I chyba duszpastersko trafiony w tamten czas?
Tak. Po rewolucji seksualnej, rozkwicie różnych prężnych ruchów bardziej czy mniej otwarcie sprzecznych z misją Kościoła, młodzi katolicy potrzebowali doświadczyć, że nie są sami. Że Kościół jest żywy, że przesłanie Ewangelii jest piękne, najatrakcyjniejsze i nieustannie aktualne. Tak jest zresztą do dziś.

Ile młodzieży katolickiej z całego świata przez te wszystkie lata zgromadziły ŚDM?
Z pewnością miliony. Najliczniejsze spotkanie było chyba w styczniu 1995 r. w Manili na Filipinach. Udział w nim wzięło 5 milionów ludzi.

Skoro takie rzesze były na ŚDM, to gdzie oni teraz są? Dlaczego Europa,  USA, a nawet Ameryka Południowa wydają się mniej katolickie?
Na pewno nie można generalizować. W Europie za przyczynę podaje się zazwyczaj ogólnie sekularyzację, w Ameryce aktywność charyzmatycznych wspólnot protestanckich. To, że wydaje się, iż ŚDM nie przekładają się na dostrzegalny rozkwit lokalnych Kościołów, z których przybywają młodzi, może świadczyć o tym, że te...
[pozostało do przeczytania 57% tekstu]
Dostęp do artykułów: