Skuteczna katolicka propaganda

Prof. Andrzej Zybertowicz powiedział niedawno, że jedną z przyczyn obecnego kryzysu demokracji i braku zaufania do państwa i władzy jest... popkultura. Wymienił przykład serialu „House Of Cards”. Wielu Amerykanów uznało, że dzięki tej produkcji odkryło prawdę, stąd zawirowania w amerykańskiej polityce i rozchwianie debaty publicznej. W czasach, gdy telewizję i internet zalewają seriale o nikczemności władzy świeckiej, pojawia się nagle serial o niezwykłym papieżu

Kilka miesięcy temu na łamach „Codziennej” pisałem, że współczesne popularne seriale wyrażają zniechęcenie do władzy. Są świadectwem i obrazem tego, jak publika stopniowo traci wszelką nadzieję, i dodatkowo ten stan beznadziei i wściekłości pogłębiają. Wiara, że „nadchodzi zima” dla naszej cywilizacji, jest już powszechna. Chodzi nie tylko o „House of Cards”, lecz także o jeszcze popularniejszą serię „Gra o tron” (z której pochodzi hasło „Winter is Coming”), dodajmy do tego szyderczy serial „Figurantka” albo mroczny, szpiegowsko-polityczny telewizyjny thriller „Homeland”.
Nieufność wobec władzy, frustracja oraz strach powodują, iż na przykład w USA wygrywa polityczny naturszczyk Donald Trump, w Wielkiej Brytanii głosują za wyjściem z Unii Europejskiej, we Włoszech do władzy zmierza komik Bepe Grillo, szykują się też wstrząsy we Francji, Niemczech itd. Oczywiście nie byłoby tego wszystkiego bez odpowiednich warunków gospodarczych i politycznych. Ale seriale też mają znaczenie, bo pełnią dziś rolę taką jak powieści w XIX wieku.

Królestwo nie z tego świata
I oto na przełomie 2016 i 2017 r. miliony mniej lub bardziej świadomych przeżuwaczy telewizyjnej i internetowej papki oszalały na punkcie kolejnego serialu o władzy. Ale władzy specyficznej. Ten serial to „Młody papież” w reżyserii Paolo Sorentino, z Judem Law w roli głównej. Krytycy i publicyści starają się dociec, czy to serial prokościelny czy antykościelny, obrazoburczy czy wprost...
[pozostało do przeczytania 59% tekstu]
Dostęp do artykułów: