Strażnik pamięci

Stefan był szczęśliwy, że dostał zaproszenie od prezydenta Polski na uroczystości do Katynia – tak swoje ostatnie spotkanie z przewodniczącym Komitetu Katyńskiego z 9 kwietnia wieczorem wspomina Łukasz Kudlicki, wieloletni współpracownik i przyjaciel prezesa Komitetu Katyńskiego. – Widziałem, że odebrał to jako symboliczny gest uznania ze strony państwa polskiego dla kilkudziesięcioletniej, toczonej w osamotnieniu walki o prawdę o zbrodni katyńskiej, swoiste zadośćuczynienie za upokorzenia i prześladowania, których doznał

– Żył nadzwyczaj skromnie, by nie powiedzieć biednie, wiele lat był marginalizowany, ale on nade wszystko cenił niezależność, nie musiał się nikomu podporządkowywać, zawsze chodził wyprostowany – dodaje Kudlicki, który jest autorem książki biograficznej „Stefan Melak. Strażnik pamięci Katynia”.
Pozostali bracia Melakowie byli samowystarczalni finansowo – mieli swoje firmy, budowlaną i ślusarską, dlatego mogli wspierać Stefana materialnie. – On był humanistą, wizjonerem i intelektualistą, mimo niedokończonych studiów. Andrzej, Sławomir i Arkadiusz ogarniali sprawy organizacyjne i techniczne. Arek miał ponadto talent artystyczny, projektował tablice, nielegalne wydawnictwa, medale – wyjaśnia Kudlicki.
Prekursor IPN
Stefan Melak miał świetne relacje z prezesem IPN Januszem Kurtyką. Ten ostatni był o kilkanaście lat młodszy, ale urodziny mieli tego samego dnia, 13 sierpnia. Połączyły ich też data i miejsce śmierci – 10 kwietnia 2010, Smoleńsk.
Sejm uchwalił kilka miesięcy przed katastrofą Narodowy Dzień Pamięci o Żołnierzach Wyklętych, wyznaczając dzień jego obchodów na 1 marca, na pamiątkę rocznicy śmierci płk Łukasza Cieplińskiego, szefa zarządu WiN. Była to inicjatywa podjęta przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a pomysł wyszedł od prezesa IPN. – Także pod wpływem takich osób, jak właśnie Stefan Melak – mówił sędzia Bogusław Nizieński, były Rzecznik Interesu Publicznego.
Dziś Narodowy Dzień...
[pozostało do przeczytania 90% tekstu]
Dostęp do artykułów: