Sabat komunistycznych dinozaurów

– Wierzę, że nie będzie takiej możliwości, by każdy mógł się dowiedzieć, czy ja używam kartę służbową, czy nie. Jak jej używam, to moja sprawa, a nie każdego obywatela, któremu wydaje się, że ja latam z tą kartą i jem te ośmiorniczki – takie oświadczenie wygłosiła Maria Gesdorf, Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego podczas dorocznego Zgromadzenia Ogólnego Sędziów SN. Uroczystość stała się demonstracją polityczną z prof. Andrzejem Rzeplińskim w roli głównej

Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego to coroczna uroczystość, w czasie której prezentowana jest działalność SN w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Pierwsza Prezes SN Małgorzata Gersdorf prowadziła tegoroczne obrady, dzieląc stół prezydialny z obecnymi szefami izb SN. Z jednej strony miała sędziego Lecha Paprzyckiego, w czasach komunizmu działacza Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego (ZSL), a z drugiej sędziego Janusza Godynia, który przyznał się do służby w organach bezpieczeństwa PRL w latach 70. jako oficer śledczy Zwiadu Wojsk Ochrony Pogranicza. Godyń w czasie stanu wojennego był zastępcą prezesa w wojskowych sądach garnizonowych.
Wystąpienia oklaskiwali zgromadzeni na sali sędziowie SN w stanie spoczynku, zasądzający wyroki w latach 70. i 80.
Rzepliński o różnych drabach
Uroczystość zdominowało wystąpienie prezesa TK Andrzeja Rzeplińskiego. – Do Sądu Najwyższego wkraczam jak do pałacu sprawiedliwości. Czuję się tu jak u siebie w domu – zaczął Rzepliński. Zaraz potem powiało grozą. – Skuteczność TK i SN zależy od tego, czy sądom gwarantuje się niezależność, a sędziom niezawisłość. Szkoda, że trzeba to przypominać teraz, 27 lat po tym, jak naród wyraził wolę życia w państwie wolnym i państwie prawa – grzmiał Rzepliński. – Nie chodzi o to, że sędziowie boją się utraty przywilejów. Ale że orzekanie niezależne od czynników innych niż prawne może wymagać od nas dziś więcej odwagi niż dotychczas – stwierdził.
– Sędziowanie w czasie sztormu może nam się udać tylko...
[pozostało do przeczytania 58% tekstu]
Dostęp do artykułów: