Tato radził mi, żeby siedzieć cicho

Bohater kultowego zdjęcia z Czerwca 1956 r. Kazimierz Kasprowski z obawy przed represjami uciekł z Poznania na Śląsk. Gdy dowiedział się, że jego zdjęcie ma znaleźć się na okładce płyty zespołu De Press, zgłosił się do naszej redakcji i po 60 latach po raz pierwszy opowiedział o swoich losach

– To zdjęcie za mną chodzi, co chwilę przy jakiejś okazji na nie trafiam. Do tej pory nikomu nie opowiadałem o tamtych wydarzeniach. Tato radził, żeby siedzieć cicho. Zaraz po nich uciekłem na Śląsk – przyznaje Kazimierz Kasprowski w rozmowie z nami. To on był jedną z osób, która wtedy, w czerwcu 1956 r., trzymała transparent z hasłem „Żądamy chleba” (na zdjęciu z okładki pierwszy z prawej).

W Poznaniu znalazł się z powodu studiów. Próbował bezskutecznie dostać się na tamtejszą Akademię Medyczną. – Mimo że bardzo dobrze zdałem egzamin wstępny, skończyłem bardzo dobre, prowadzone przez Towarzystwo Salezjańskie liceum w Ostrzeszowie, nie przyjęto mnie. Po egzaminach razem z kilkoma osobami zostałem wezwany przez szefa studenckiego komitetu ZMP, który przyznał, że nie zostałem przyjęty, ponieważ byłem, jak to się mówiło, synem „prywatnej inicjatywy” – wrogiem ludu miast pracujących i wsi – opowiada.

Jego ojciec prowadził piekarnię w Słupsku. – Kiedy jechał po mąkę, w okolicach Koszalina bandy UB skatowały go, odebrano mu pieniądze. Potem chcieli go zniszczyć, szantażując moją siostrę – wspomina. Do tej pory pan Kazimierz pamięta, jak jego ojciec po nocach płakał z bólu.

Do manifestantów przyłączył się pierwszego dnia – w tłum „Ceglarzy” dostał się tuż pod swoim mieszkaniem, na poznańskiej Wildze. Razem z kolegą udał się na plac Józefa Stalina, gdzie odbywały się manifestacje. – Szliśmy w stronę Kochanowskiego, kiedy naprzeciwko ubezpieczalni protestujący usuwali zagłuszające anteny. Kiedy dochodziliśmy do tego miejsca, zobaczyliśmy, że z budynku naprzeciwko strzela do nich milicjant. Momentalnie podbiegliśmy do...
[pozostało do przeczytania 41% tekstu]
Dostęp do artykułów: