Rycerz z Buczacza

Sutanna do trumny Był on jedną z tych postaci, które już za życia otacza legenda: człowiekiem, któremu naprawdę „miało się na życie”. Pominę tu sprawy mające związek ze zbrodniami OUN-UPA, o czym sam ks. Ludwik mówić nie lubił i ilekroć pytano go o przejścia związane z czasami wojennymi, natychmiast zmieniał temat. Epatował niezwykłym ciepłem, życzliwością i miłością do ludzi, które natychmiast dawały się odczuć. Wspominając okropności ostatniej wojny, starał się nawet usprawiedliwiać sprawców zbrodni na Polakach, tłumacząc ich zacietrzewienie i okrucieństwo prymitywizmem, biedą, doznanymi krzywdami czy wreszcie zamroczeniem alkoholowym i zaczadzeniem młodych umysłów zbrodniczą ideologią. Każdy, kto znał księdza Ludwika, wie, że był to człowiek niezwykle skromny i bezinteresowny. Pamiętam, jak opowiadał mi, że pewnego razu dostarczono mu z Polski nowa sutannę (ks. Rutyna – o czym wie każdy, kto miał okazję widywać Go równie często jak ja – przez kilkanaście lat nosił
     
23%
pozostało do przeczytania: 77%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze