Smartfonowe kłopoty Hillary

Hillary Clinton nie ma szczęścia do internetu. Nie dość, że jej mejle zostały wykradzione z serwera i upublicznione, to jeszcze w związku z inną aferą mejlową grozi jej nawet 10 lat więzienia. I chociaż skazanie jej jest mało prawdopodobne, to po raz pierwszy w historii USA kandydat na prezydenta, i to niemal pewny nominacji, jest uczestnikiem takiego skandalu

Cała sprawa zaczęła się, gdy Hillary Clinton została sekretarzem stanu. Wcześniej używała bardzo popularnego wśród amerykańskich polityków smartfona Blackberry. Nie spodobało się to agentom NSA odpowiedzialnym za zabezpieczenie kontrwywiadowcze. Amerykańskie przepisy dopuszczają co prawda używanie prywatnych środków komunikacji przez rządowych oficjeli, ale fachowcy od zabezpieczeń kategorycznie stwierdzili, że nie są w stanie zapewnić im odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa. Clinton postanowiła jednak zignorować ostrzeżenia służb i zamiast używać trudnych w obsłudze zabezpieczonych telefonów i serwerów, nadal korzystała z prywatnego telefonu i połączonego z nim serwera, ustawionego przez swojego pracownika w piwnicy jej rezydencji.
Cała sprawa prawdopodobnie nie miałaby poważniejszych konsekwencji. Nawet wykradzione w grudniu ub.r. 3 tys. listów, które zostały opublikowane w internecie, prawdopodobnie nie byłyby wielkim problemem – Clinton nie jest pierwszym politykiem, którego coś takiego spotkało, i chociaż użycie prywatnego serwera zapewne ułatwiło hakerom robotę, to i oficjalne zabezpieczenia dawały się wielokrotnie złamać. Sprawa przybrała bardzo niekorzystny dla kandydatki Demokratów obrót z innego powodu – Benghazi.
Afera Benghazi
Na początku lipca 2012 r. reżyser Sam Bacile umieścił w serwisie Youtube dwa fragmenty swojego filmu „Niewinność muzułmanów”. Na początku września pojawiła się wersja z arabskimi napisami – i w świecie islamskim zawrzało. W wielu islamskich krajach wybuchły brutalne zamieszki, jednak to właśnie w libijskim mieście Benghazi miało...
[pozostało do przeczytania 56% tekstu]
Dostęp do artykułów: