Od świateł rampy do mroku stalinowskiej celi – czyli o karierze i śmierci Eugeniusza Bodo

Dodano: 15/03/2016 - Nr 11 z 16 marca 2016

SYLWETKA \ To, co Sowieci zrobili z tym artystą, uczynili też z Polską

Gwiazdor przedwojennego kina polskiego mający na koncie dziesiątki filmów, bawiący widzów swym wdziękiem i vis comica, którego niemalże każda zaśpiewana piosenka stawała się przebojem, doczekał tragicznego końca w sowieckiej niewoli, zniszczony przez potworny system „Jedna śmierć to tragedia, milion to statystyka” – tę myśl przypisuje się Józefowi Stalinowi, chociaż w obiegu literackim funkcjonuje za sprawą Ericha M. Remarque’a i jego „Czarnego obelisku”. Jeśli jednak rzeczywiście ów bon mot zawdzięczamy jednemu z najkrwawszych dyktatorów świata, to można mówić o iście diabolicznym chichocie historii – bo to właśnie Stalin sprowadził ludzką tragedię do wymiaru porażającej liczbami statystyki. Łączną liczbę ofiar komunizmu ocenia się na blisko 100 mln (jak podaje „Czarna księga komunizmu”). Ten truizm o poruszającym wyobraźnię losie jednostki w kontraście z suchymi liczbami i statystykami uderza za każdym razem, gdy sięgniemy po konkretny życiorys – czy to polskiego
     
8%
pozostało do przeczytania: 92%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze