USA: za kogo trzymać kciuki?

Ze względów geopolitycznych będzie lepiej dla Polski, jeśli wygra przewidywalna i sceptyczna wobec Moskwy Hillary Clinton niż znacznie mniej przewidywalny i żenująco naiwno-bezradny wobec Putina miliarder-republikanin

Donald Trump pod jednym względem przypomina Prawo i Sprawiedliwość: i amerykański polityk, i polska partia pokazują, jak przebija się szklany sufit. I nam, i jemu wróżono, że poza pewną skalę poparcia nie wyjdziemy. Dla partii Jarosława Kaczyńskiego było to początkowo 20 proc. (!), potem 25 proc., później media skoncentrowały się na 30 proc., aby wreszcie zapewniać, że nie będziemy w stanie zrobić z nikim koalicji.
Trump – wróg politycznej poprawności, sympatyk Putina
Gdy chodzi o kontrowersyjnego miliardera, miał być „pozamiatany” już w zeszłym roku. Miał wycofać się w trakcie kampanii, jego rywale nawet nie raczyli z nim polemizować, prorokowano pewną klęskę w prawyborach. Tymczasem ten wróg politycznej poprawności skutecznie zmierza ‒ w niemałej mierze także dzięki temu – ku pewnej nominacji republikanów na oficjalnego kandydata amerykańskiej prawicy na fotel prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki. Podobieństw między PiS a Trumpem może być zapewne jeszcze kilka, ale nam nie wolno zapominać o absolutnie fundamentalnej różnicy w postaci stosunku do Putina. Pan Donald go lubi (taka to przypadłość Donaldów), a my – wręcz przeciwnie.
Piszę ten tekst wkrótce przed odlotem do Waszyngtonu na coroczną CPAC (Conservative Political Action Conference), czyli spotkanie republikanów. Zwykle przypada ono w lutym. Ale tym razem, ze względu na prawybory i marcowy „super wtorek”, odbywa się w trzecim miesiącu roku. Oczywiście będzie tam Trump, który wystąpi już jako pewniak amerykańskiej prawicy w wyścigu o Biały Dom AD 2016. W ramach odwiecznego dylematu „słoń a sprawa Polska” (skądinąd słoń to symbol właśnie republikanów) należy zadać pytanie, co byłoby dla Polski lepsze? Wielu z nas uważa, że optymalny byłby Marco...
[pozostało do przeczytania 62% tekstu]
Dostęp do artykułów: