Ludzie myślą, że jesteśmy cyborgami

Wejścia do pustego poddonieckiego hangaru pilnuje pluszowy kucyk z hełmem na głowie. – Czołgiści to taka zmechanizowana kawaleria – śmieje się dwudziestokilkuletni szatyn o orlim nosie. To Sołdatow, dowódca stacjonującego tu plutonu. – Zostawiliśmy konika, bo wcześniej mieszkały tu zwierzęta. Ot, taką rezydencję nam dali w zamian za rok walki za ojczyznę

Zrujnowany budynek, z którego został tylko szkielet, przed wojną faktycznie był farmą. Teraz jest pozycją, gdzie od dziewięciu miesięcy stacjonuje oddział 93. Brygady Zmechanizowanej. Jeden z tych, które wcześniej walczyły w obronie donieckiego lotniska. Ci żołnierze doczekali się już w świadomości Ukraińców własnej legendy. Lotniska bronili tak skutecznie, że Rosjanie nie mogli uwierzyć, iż po drugiej stronie walczą ludzie. „To muszą być jakieś cyborgi” – oznajmił bojownik Noworosji, nadając ukraińskim obrońcom miano, które przylgnęło do nich na stałe.
 Sołdatow macha ręką.
– Daj spokój, mdli mnie już, jak słyszę o tym heroizmie. Po prostu wykonywaliśmy rozkaz. W wojsku najpierw trzeba wykonać rozkaz, a potem można się na niego skarżyć. Jak się wróci żywym. Ludzie na Ukrainie wyobrażają sobie, że cyborgi z lotniska to byli supermani, którzy z papierosem w zębach kładli z kałasznikowa setki Ruskich. Nikt się nie zastanawia, co dalej z nami się działo, pewnie myślą, że pojechaliśmy do domu i nadzorujemy budowę własnych pomników – śmieje się, choć oczy ma smutne. – Lepiej zobacz, jak żyją teraz moi chłopcy. Po lotnisku każdy miał jakąś ranę czy kontuzję. To tu nas wysłali zaraz po tym, jak tych najbardziej sprawnych wypisano ze szpitala.
Szkiełka z bombek
Pod szarą plandeką kuli się przy burżujce grupka zmarzniętych żołnierzy. Są zarośnięci, brudni, w mundurach niezmienianych miesiącami. Jeszcze wyżej powiesili kolorowy plażowy parasol – żeby z podziurawionego, na wpół zawalonego dachu, deszcz nie kapał im do ognia. Gdzieś z boku hangaru stoi choinka. Nieco dalej...
[pozostało do przeczytania 79% tekstu]
Dostęp do artykułów: